poniedziałek, 10 kwietnia 2017

sobota, 26 listopada 2016

ROZDZIAŁ LXXIX

 - Nie mogę w to uwierzyć - westchnął Alec, leżąc swobodnie na klatce piersiowej swojego mężczyzny. Ostatnimi czasy był bardzo częstym gościem w jego mieszkaniu, chociaż jeszcze nie podjął decyzji o tym, by przenieść się tu na stałe. Nie był nawet pewien, czy traktował tę propozycję poważnie. Przez chwilę zaświtała mu co prawda taka myśl, ale to było w okresie, w którym nie miał pojęcia, jak zareaguje jego matka, kiedy się o wszystkim dowie. Teraz się to już wydarzyło, ale nie wniosło do jego życia wielkich zmian, przez co szukanie nowego lokum nie było koniecznością ani nagminną sprawą, którą musiał się zająć. Wiedział jednak, że Magnus podświadomie czeka na moment, w którym pojawi się w jego drzwiach z walizką i wszystkimi niezbędnymi rzeczami, ale póki co chyba nie był jeszcze gotowy na ten krok. - Pamiętam, jak to wszystko się zaczynało i dziwnie się czuję z tym, że ma się teraz skończyć - dodał, kontynuując swój wywód i zrobił kwaśną minę.
Czarownik zaśmiał się pod nosem, bawiąc się niespiesznie jego włosami. Lubił, kiedy Alec okazywał mu czułość i z pewnością się dzisiaj nie zawiódł. Chłopak przyszedł do niego zaraz po treningu. Nie mógł w nim mieć czynnego udziału, ale i tak wołał być świadkiem, tłumacząc się tym, że w ten sposób też uda mu się czegoś nauczyć. Dzięki temu, że Nocny Łowca czuł się już lepiej, mogli pozwolić sobie na coś więcej niż wcześniejsze pocałunki i pieszczoty, a dzięki temu, że znajdowali się w mieszkaniu Bane'a, mogli spędzać przyjemnie czas, po prostu się do siebie tuląc. Nikogo nie było w pobliżu, więc mogli pozwolić sobie na odrobinkę lenistwa, nie martwiąc się tym, że nagle ktoś wpadnie do pokoju i im przerwie.
- Myślałem, że z naszej dwójki to ja jestem bardziej sentymentalny i przywiązuję większą wagę do tego, kto i co się wokół mnie znajduje - wyznał Magnus, uśmiechając się pod nosem.
- Nie jestem sentymentalny - odparł Alec i uniósł na niego swoje spojrzenie. Odwzajemnił uśmiech, jakim ten go obdarzył i dodał: - Po prostu nie będę się pewnie mógł przyzwyczaić do tego, że w Instytucie znowu będzie pusto, tak jak nie mogłem na początku przyzwyczaić się do tego, że tak wiele osób go nagle zaludniło.
- Po jakimś czasie przywykniesz - zapewnił go czarownik, całując jego czoło. - A czas, jaki poświęcałeś na naukę i treningi, możesz zarezerwować dla mnie - dodał, przypominając w tym momencie knującego coś chochlika.
Alec roześmiał się głośno, robiąc powątpiewającą minę.
- Do tej pory nigdy mi się w Instytucie nie nudziło i jestem pewien, że teraz również znajdzie się jakieś ciekawe zajęcie – wyznał szczerze i wstał z łóżka w celu wzięcia prysznica. - Za niedługo wrócę do formy i będę mógł zająć się treningami. Poza tym jest jeszcze wiele innych rzeczy, którymi mógłbym zapełnić swój wolny czas.
- Czyli wciąż mi odmawiasz? - zagadnął go Magnus, patrząc za odchodzącym chłopakiem przeszywającym wzrokiem.
Wbijał go w okolice jego pleców i nawet nie zauważył, kiedy ten odwrócił na niego swoje spojrzenie. Uśmiechnął się szeroko, kiedy zdał sobie z tego sprawę i wzruszył ramionami, jakby chciał przez to powiedzieć, że nic nie może na to poradzić i że nie mógł się powstrzymać. Alec zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową, komentując w ten sposób jego zachowanie, ale nic więcej nie powiedział.
- Musisz już iść? - zawołał Bane, chociaż miał pewność, że i bez tego chłopak go usłyszy. - Myślałem, że zjemy razem – dodał niemal smutnym głosem. - Zrobię nam kawę – zaproponował zachęcająco.
Długo nie słyszał żadnej odpowiedzi. Jedyne dźwięki, jakie dochodziły zza chylonych drzwi to dźwięki lejącej się wody. Dopiero po jakimś czasie woda przestała lecieć i w przejściu ponownie ukazał się Alec.
- Chyba ukradniesz z jakiegoś sklepu. To nie powinno tak działać, Magnus - skarcił go chłopak, wychodząc z łazienki. Tak, jak się tego spodziewał, Bane nadal tkwił w łóżku, nie przejmując się niczym wokół. - Nad czym tak rozmyślasz? - zagadnął go Nocny Łowca.
- Nad niczym konkretnym – odparł niemal natychmiast czarownik i uniósł się na łokciu, by mieć lepszy widok na swojego chłopaka. Przygryzł wargę i bez krępacji się w niego wpatrywał. - Naprawdę nie możesz tutaj zjeść?
- Już ci mówiłem, co myślę o „przygotowywaniu” - Alec celowo zaakcentował ostatnie słowo – przez ciebie jedzenia.
Miał na sobie jedynie bokserki i ręcznik, którym obecnie osuszał włosy po szybkim prysznicu.
- Obiecuję ci, że jak tylko będziemy przechodzić obok sklepu, osobiście wejdę i wręczę kasjerowi odpowiednią sumę – rzekł Magnus, po czym wstał i zbliżył się do Nocnego Łowcy. - Proszę - mruknął, wodząc wzrokiem po jego klatce piersiowej. Wyglądała już naprawdę lepiej. - Tak bardzo chciałbym teraz z ciebie zjeść - rozmarzył się. - To znaczy z tobą - poprawił się szybko, odkaszlnął i przeniósł spojrzenie na oczy ukochanego. - Z tobą - powtórzył raz jeszcze i uśmiechnął się szeroko, sprawiając tym samym, że i czarnowłosy się uśmiechnął.
Wsunął dwa palce wskazujące w bieliznę Aleca po obu stronach jego bioder. Pochylił się też przy tym, by pocałować go w ustach, ale chłopak okazał się być szybszy i odsunął się, zanim ten zdążył cokolwiek zrobić. Zwiększył dystans, jaki ich dzielił i skończył wycierać włosy.
- Nie zaczynaj znowu, bo nigdy stąd nie wyjdziemy - zaśmiał się wesoło i ruszył w kierunku kuchni. - Zjemy w Instytucie - kontynuował, ale nagle się do niego obrócił, jakby sobie o czymś przypomniał. - Bo idziesz tam ze mną, prawda? - zapytał.
- Tak - odburknął Bane, zaplatając ręce na piersi.
- To dobrze - stwierdził Lightwood i zabrał się za ubieranie. Nie chciał sobie przypominać, dlaczego jego garderoba znajdowała się na podłodze tuż przy lodówce czarownika. - Z tego, co zdołałem się dowiedzieć, najpierw odbędzie się uroczysty obiad, a potem wszyscy przeniosą się do Sali Anioła. Pewnie ktoś powie coś miłego, może rozdadzą nam jakieś certyfikaty i się rozejdziemy - wyjaśnił Nocny Łowca, wzruszając ramionami.
Bane przyglądał mu się przez cały czas, kiedy ten mówił, dokładnie śledząc wzrokiem każdy jego ruch. Oparł się o futrynę drzwi i zagadnął:
- I mówisz o tym tak po prostu?
- A jak mam mówić? - zaciekawił się Lightwood, niezwykle skupiając się na czynności, jaką wykonywał, a mianowicie na zapinaniu guzików koszuli.
- No nie wiem - odparł szczerze Magnus. - Ale zabrzmiało jak odbębnić i zapomnieć - przyznał.
- Nie wydaje mi się - przyznał Alec i pocałował go w policzek, kiedy przechodził obok niego. Wyszedł z pomieszczenia i przysiadł na kanapie w salonie, by założyć buty. - To nie tak, że zapomnę. Po prostu nie przykładam do tego tak wielkiej wagi jak inni. Jestem Nocnym Łowcą. Nie nawiązuję długotrwałych znajomości, bo mi to niepotrzebne. W przyszłości spotkamy się pewnie jeszcze nie raz i każdy będzie pamiętać o tym szkoleniu, ale po co bawić się w głupie "och, jak dobrze cię widzieć, opowiadaj, co tam u ciebie" - skomentował z sarkazmem.
- Jesteś okropny - skarcił go czarownik. - Mówisz tak, jakby w ogóle nie zależało ci na tym, by mieć znajomych. Może nie ze wszystkimi miałeś wspaniały kontakt, ale nie zaprzeczysz, że są takie osoby, które naprawdę polubiłeś - przypomniał mu.
- Może i tak, ale po co się przywiązywać do takich osób? Jestem tu w jednym celu - stwierdził zbyt oschle, jak na gust czarownika. - Nie pożyję za długo i wolałbym nie marnować czasu na zbędne znajomości - dodał, wzruszając ramionami. Magnus zmarszczył brwi. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Nie chciał rozmawiać o tym, że Alec umrze. Nienawidził tego tematu i odwlekał tę rozmowę, jak najbardziej mógł, ale na Lightwoodzie to raczej nie robiło wrażenia. Tylko dlaczego mówił o tym z taką swobodą? Jakby nie był sobą. - Co? - zapytał Alec, kiedy przez dłuższy czas nie słyszał żadnej odpowiedzi. Spojrzał na czarownika i westchnął, widząc jego minę. Wiedział, co oznaczała, więc tylko skinął na niego głową, by podszedł bliżej. Bane rzeczywiście tak postąpił i już po chwili siedział obok Nocnego Łowcy, który przez jego zachowanie musiał przerwać swoją wcześniejszą czynność. - Co się stało?
- Nic - odparł Magnus, opierając się na jego ramieniu. Nie wiedział dlaczego, ale nagle poczuł się nieswojo i tak jak nigdy dotąd się nie czuł. Westchnął i dodał: - Lubię spędzać z tobą czas - stwierdził szczerze. Lightwood zaśmiał się pod nosem, co nie zostało zignorowane przez starszego. - Nie śmiej się! - oburzył się, ale zaraz kontynuował z lekkim uśmiechem: - Naprawdę.
- Wiem, Magnus - odrzekł Nocny Łowca, wzdychając i obejmując go ramieniem. - Ale nie wiem, dlaczego wzięło ci się nagle na wyznania.
- Wiesz dlaczego - zaprzeczył Bane, nawiązując do jego poprzedniej wypowiedzi. Przy okazji pstryknięciem palca zawiązał sznurówkę, którą ten się nie zdążył zająć i schował się bardziej w jego ramieniu. - To wszystko jest takie dziwne - mruknął pod nosem.
- Nawet gdybyśmy się bardzo bardzo starali, to związek Czarownika i Nocnego Łowcy i tak byłby czymś dziwnym - stwierdził Alec, cmokając go w szyję. - Co się martwisz? - zapytał swobodnym tonem. - Lepiej chodź, bo nam wszystko zjedzą - zaproponował i uśmiechnął się szeroko, by zaraz po tym wstać i pociągnąć czarownika za sobą.
- Myślisz tylko o jedzeniu, Alec - mruknął Bane, idąc posłusznie za swoim chłopakiem. - A teraz nie staramy się bardzo bardzo? - zagadnął go i wyszedł, by dokończyć swoje ubieranie.
- Myślę, że staramy się wystarczająco, by być szczęśliwymi – usłyszał za swoimi plecami i aż odwrócił się po tych słowach. Wypowiedziane Alecowym głosem wydawały mu się być takie słodkie, że nie mógł się nie uśmiechnąć. Nie miał ochoty go teraz opuszczać, więc uzupełnił szybko swoją garderobę i już był z powrotem. Kiedy wyszli z mieszkania, złapał chłopaka za rękę, nawet wcześniej nie pytając, czy może to zrobić. Chciał, więc zrobił.
- Poza tym nie myślę tylko o jedzeniu, ale teraz jestem głodny - odparł Lightwood, marszcząc brwi. Byli wśród ludzi i czuł się trochę niekomfortowo z Magnusem uczepionym jego ramienia, ale nie chciał sprawiać mu przykrości, więc nie poprosił go o to, by go puścił. - Nie chcę się spóźnić, a muszę się jeszcze przebrać.
- Dobrze wyglądasz - pochwalił go czarownik i automatycznie poprawił kołnierzyk jego koszuli.
- Ale widzieli mnie wczoraj w tym samym - zaśmiał się Alec i posłał mu rozbawione spojrzenie.
- Jestem pewien, że nikt by się tym za bardzo nie zdziwił, a zwłaszcza wtedy, kiedy zobaczyłby mnie przy tobie. Nie trzeba być detektywem, żeby domyślić się tego i owego – tłumaczył, przygryzając dolną wargę, by ukryć uśmieszek.
Alec przewrócił oczami i prychnął pod nosem.
- Nie wiem, czy chciałbym, żeby moi rodzice domyślili się tego i owego – zaakcentował ostatnie słowa i również uśmiechnął się jak chochlik, odpłacając się pięknym za nadobne, po czym przyspieszył nieznacznie, chcąc już znaleźć się w Instytucie.
Droga upłynęła im na luźnej rozmowie. Alec co chwilę zerkał na czarownika, by sprawdzić, czy aby na pewno jego ponury humor całkowicie zniknął, ale na szczęście tak właśnie było, a na twarzy Magnusa nie było już nawet cienia smutku. Lightwood poświęcił moment na to, by przeanalizować to, co było tego powodem i doszedł do wniosku, że musiało to być jego wspomnienie o średniej długości życia Nocnego Łowcy. Nic innego nie wchodziło w grę. Wydawało mu się, że Bane już wcześniej był tego świadomy, ale może było inaczej? A może chodziło o to, że Alec po raz pierwszy powiedział to głośno? Tego nie był pewien.
- No, Alec – usłyszał Lightwood tuż przy wejściu do twierdzy. W ich stronę kroczyła Izzy, która była chyba dzisiaj nie w sosie. Pokonała dzielącą ich odległość i od razu zaczęła nerwowym gestem poprawiać koszulę swojego brata. - Jesteś nareszcie – stwierdziła i skrzywiła się. - Ale jak ty wyglądasz. Nie możesz w tym iść, a zaraz zaczyna się ceremonia – mówiła szybko.
- Dlaczego nie może w tym iść? - stanął w jego obronie Bane, chociaż dokładnie wiedział, jakiej dziewczyna udzieli mu odpowiedzi. - Przecież wygląda oszałamiająco – dodał z uśmiechem, kątem oka zauważając, że Alec posyła mu pełne politowania i zażenowania spojrzenie.
- Wszyscy go wczoraj widzieli w tych ubraniach! - oburzyła się dziewczyna, rozjuszona ich lekceważącą postawą.
- Nie drażnij lwa – mruknął Lightwood, będąc pewnym, że jego siostra doskonale go słyszy.
To rozbawiło go jeszcze bardziej, ale nie obyło się oczywiście bez kary, jaką zaraz otrzymał, a mianowicie mocny cios w bok, którego się nawet nie spodziewał. Automatycznie się przez to skulił i syknął pod nosem.
- Uważaj, co mówisz – zagroziła. - Lepiej idź się przebrać – poradziła mu takim tonem, iż wszyscy wiedzieli, że to rozkaz a nie luźna rada.
Chłopak nawet nie oponował. Po prostu się odwrócił i ruszył w kierunku swojego pokoju. W ślad za nim chciał iść Magnus, ale został zatrzymany przez niemal kipiącą ze złości siostrę swojego ukochanego.
- Pomogę mu w doborze stroju – wyjaśnił jej szybko. - Wiesz dobrze, że beze mnie sobie nie poradzi.
- Ma na to niecałe kilka minut – stwierdziła Nocna Łowczyni – a z tobą zajęłoby mu to znacznie dłużej. Jestem pewna, że sam sobie poradzi, a w tym czasie my już pójdziemy usiąść – oznajmiła i złapała go pod ramię.
- Jak uważasz, moja piękna – zgodził się z nią czarownik, nie protestując.
Isabelle skinęła głową i zaprowadziła go do specjalnie przygotowanego na tę okazję pomieszczenia. Wyglądała zjawiskowo, zarówno dziewczyna jak i sala. Izzy miała na sobie piękną koronkową sukienkę, która idealnie podkreślała jej kobiece atuty, a Magnusowi przez myśl przeszło, że to chyba ona robiła dekoracje, bo dziwny zbiegiem okoliczności idealnie pasowała do wszystkiego, co ją otaczało. Obrusy na stolikach, girlandy, mównica i światła… Masa świateł. Bane ponownie rozejrzał się dookoła, stwierdzając, że dobrze się tu czuje. Poza małymi szczególikami, jakimi był głównie brokat, nie odstawał za bardzo od reszty. Wszyscy byli ubrani w eleganckie stroje. Garnitury, koszule, suknie. Pięknie.
- Tam są nasze miejsca – szepnęła Isabelle, przerywając tym samym jego rozmyślania i pociągnęła go za sobą w odpowiednim kierunku. - Robi wrażenie? - zagadnęła go, zadowolona z reakcji czarownika.
Właśnie taki efekt chciała uzyskać. Chciała, żeby ten wieczór był wyjątkowy i żeby każdy go zapamiętał. Nie chciała, żeby trud, jaki włożyła w przygotowanie całej ceremonii, poszedł w zapomniane. Tym różniła się od swojego brata. Ona nie chciała zapominać. Chciała jak najlepiej zapamiętać osoby, z którymi miała do czynienia przez ostatnie dwa miesiące i tego nie ukrywała. Wiedziała jednocześnie, że Alec mimo wszystko również ma takie zdanie. Może i to ukrywał, ale była prawie stuprocentowo pewna, że nie był zimnym draniem. Nie był Jacem.
- I to jak – zachwycił się Magnus. - Odwaliłaś kawał dobrej roboty – pochwalił ją i odsunął krzesło, żeby mogła usiąść.
Czarownik widział, że nie był jedyną osobą, która doceniła starania dziewczyny i ten fakt chyba poprawił jej humor, bo zachowywała się zupełnie tak, jakby jej wybuch sprzed kilku minut nie miał miejsca. Chciał jeszcze coś dodać, ale właśnie ten moment wybrał sobie jakiś chłopak na to, by się do nich dosiąść. Gdyby miał zgadywać, powiedziałby, że nazywał się Noah, ale pewności nie miał. Nigdy nie przywiązywał wielkiej wagi do zapamiętywania tych wszystkich imion. Tak naprawdę to niewielu ze znajomych Aleca z nim kiedykolwiek rozmawiało. Nigdy mu na tym nie zależało.
- Cześć – przywitał się chłopak, podając czarownikowi dłoń.
Magnus uścisnął ją i kiwnął głową, od razu jadąc wzrokiem po wszystkich karteczkach, które dopiero teraz zauważył. Obok niego było zarezerwowane miejsce dla Aleca, co nie wywołało u niego szoku, bo przecież gdzie mieliby siedzieć, jeśli nie obok siebie? Po jego drugiej stronie siedziała Izzy, później Jace, Julia, David i Emma, których jeszcze nie było, kolejne trzy miejsca były już zajęte, przez co nie było już karteczek z imionami, później Mike i obok miejsca dla Aleca… Aaron? Aż otworzył szerzej oczy, kiedy to zobaczył. Jego reakcja najwyraźniej nie umknęła uwadze Izzy, która jakby tylko czekała na to, aż czarownik się spostrzeże, kto ma jeszcze z nimi zasiąść.
- Nie wiedziałam, do jakiego stolika mam go przydzielić – wyszeptała mu do ucha. - Poza tym przyjaźni się z Aleciem – dodała i wyprostowała się, bo poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. - Jesteś nareszcie – uśmiechnęła się do swojego brata. - Jeszcze trochę i byś był spóźniony.
- Nie tylko mnie nie było – przypomniał jej i zerknął na chłopaków, z którymi przyszedł. Uśmiechnął się do Jace'a i zajął swoje miejsce. - Na kogo jeszcze czekamy? - zapytał, rozglądając się dookoła.
- Na mnie – zaśmiał się jakiś chłopak, siadając do ich stolika. Usiadł na jednym z dwóch wolnych krzeseł. Teraz brakowało już tylko Aarona. - Wybaczcie, musiałem przypudrować nosek – dodał żartobliwym i piskliwym tonem, przez co dostał cios w bok od dziewczyny, z którą zaraz wdał się w rozmowę.
- Czekamy na prowadzących – powiedziała Izzy do swojego brata.
- I na twojego kolegę – dodał Magnus, bo nie mógł się powstrzymać.
Isabelle uśmiechnęła się szeroko, podobnie jak jej brat, ale żadne z nich nic nie powiedziało. Aaron pojawił się po kilku sekundach, zajmując swoje miejsce bez zbędnego zwracania na siebie uwagi. Nie chciał udawać, że lubi to towarzystwo, więc krótko się z nimi przywitał, ale nie rozpoczynał z nikim konwersacji, gapiąc się po prostu w stolik.
- Wszystko w porządku? - zagadnął go Alec.
- Jasne – odparł chłopak, rzucając mu pojedyncze spojrzenie. - Lepiej być nie mogło – dodał sarkastycznie.
- Słuchaj, jeżeli chcesz… - zaczął Lightwood, ale ten zaraz mu przerwał.
- Daruj sobie – rzucił i zerknął w stronę mównicy, przed którą stanęła właśnie matka Aleca, rozpoczynając tym samym ceremonię.
Może i humor Aarona nie różnił się zbytnio od jego codziennych nastrojów, ale Lightwood miał pewność, że coś jest na rzeczy. Nie wiedział tylko co. Może blondyn nie chciał wracać do domu? Przecież kiedyś opowiadał o tym, że nie ma za dobrych kontaktów z rodzicami. Nie mówił wtedy bezpośrednio do niego, ale mimo wszystko czarnowłosy to słyszał. Przypomniał sobie tę sytuację. Był wtedy w jego pokoju, by pomóc mu wyprowadzić Jasona z Instytutu. Jasona… a może to przez niego Aaron był taki spięty. Może się pokłócili? A może… Może Aaron po prostu nie chciał wyjeżdżać. Takie myśli nawiedziły umysł Aleca, a on nie wiedział, czy którakolwiek z tych opcji była prawdziwa. Co prawda znajomość dwojga Nocnych Łowców nie zaczęła się za dobrze, ale Lightwood byłby głupcem, gdyby planował wypierać się tego, że po jakimś czasie zaczęli się dogadywać i teraz był jedną z nielicznych osób, z którymi Aaron w ogóle rozmawiał.
- Hmm? - mruknął Magnus, widząc rozkojarzoną twarz swojego Aleca.
- Nic – odparł chłopak i wsunął swoją dłoń w jego, splatając z nim palce.
Bane uśmiechnął się pod nosem i również przeniósł wzrok na zabierającego głos trenera. Przemówienia nie trwały długo, ale dawały do myślenia. Każdy mówił krótko, zwięźle, ale bardzo mądrze. Były rady na przyszłość, były wytyki, były pochwały.
- A teraz proszę zabrać się do jedzenia. Smacznego! - zakończył główny organizator, wskazując na stoliki. - Dodam tylko, że po posiłku chciałbym, aby wszyscy udali się do Sali Anioła. Chcę wam zająć jeszcze trochę czasu, zanim wszyscy się rozejdziemy.
Nikomu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wszyscy w ekspresowym tempie zabrali się za jedzenie, którego nie brakowało i jakby nie ubywało zarazem. Po skończeniu przeniesiono się do odpowiedniego miejsca, tak jak zaplanowano. To tam nastąpiły kolejne, tym razem dłuższe przemówienia, podczas których zostały między innymi przedstawione cele, jakie udało się zrealizować. Ta część była zdecydowanie bardziej nudna, więc Alec postanowił wykorzystać ją o tego, by podpytać trochę Aarona. Ścisnął dłoń Magnusa i szepnął mu do ucha:
- Zaraz wracam.
Nocny Łowca nie zajął miejsca siedzącego, dzięki czemu łatwo go można było znaleźć, mimo tego iż w sali panował półmrok. Reflektory skierowane były tylko i wyłącznie na osobę mówiącą.
- Czego chcesz? - zapytał bez ogródek blondyn, zauważając, że Lightwood opiera się o parapet tuż obok niego.
- Pogadać – odparł prosto Alec.
- Nie mamy o czym – burknął Aaron, chcąc uciąć pogawędkę, która się jeszcze tak naprawdę nie zaczęła.
- Przestań – warknął Lightwood. Nie chciał się dać spławić. - Nie zachowuj się jak bachor. Widzę przecież, że coś cię męczy. Za kilka godzin będziesz już prawdopodobnie w podróży do swojego miasta. Masz szansę ostatni raz mi się wygadać. Dlaczego nie chcesz spróbować? Co ci szkodzi?
- Razjelu, Lightwood, bawisz się w terapeutę? - westchnął Aaron, przewracając oczami.
- Możesz to nazywać, jak tylko chcesz. Przecież wiesz, że i tak nic nikomu nie powiem. Przynajmniej ci ulży.
- Mam to gdzieś.
- No widzisz? - zakpił Alec, śmiejąc się pod nosem. - To jeszcze lepiej. Blondyn ponownie westchnął, ale powstrzymał się od natychmiastowej odpowiedzi. Może rzeczywiście nie byłoby tak źle, gdyby komukolwiek powiedział? Poza tym Alec i tak wiedział o Jasonie i o tym, że mieli się spotkać. - Chodzi o tego twojego Przyziemnego, prawda? - zapytał Lightwood, jakby czytał mu w myślach. - Gadałeś z nim?
- Tak i nic dobrego z tego nie wynikło – przyznał w końcu.
- Pokłóciliście się? - zapytał wprost czarnowłosy.
- A czy wyglądam, jakbyśmy się pokłócili? - odpowiedział pytaniem blondyn, rzucając mu karcące spojrzenie. - Sam nalegałeś na rozmowę, a teraz mnie nie słuchasz. Nie, nie pokłóciliśmy się. Gdyby tak było, to byłbym zadowolony.
- Jak to? - nie rozumiał Alec.
Aaron spojrzał na niego jak na skończonego kretyna i pokręcił głową. Nie wiedział, po co dał się w to wciągnąć.
- Wyjeżdżam, Lightwood – przypomniał mu informację najbardziej oczywistą z wszystkich możliwych. - A Jason tu zostaje – dodał, mówiąc powoli i dokładnie, jakby miał do czynienia z osobą chorą umysłowo. - Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czuję się, jak… - zaczął, ale zaraz przerwał, bo nie mógł znaleźć odpowiednich słów. - Nie umiem przestać o nim myśleć. Nie bawię się w związki, ale z Jasonem… Razjelu – wyrzucił ręce ku górze w geście bezsilności. - To chore.
- Spokojnie. Może uda się coś zrobić – wtrącił Alec.
- Co się uda? - zakpił Aaron. - Nawet nie wiem, czy chcę coś robić w jego kierunku. Po co? Przecież to bez sensu – mówił cicho. - Łudziłem się, że jak mu powiem o sobie prawdę, to zacznie krzyczeć i wywali mnie ze swojego mieszkania, ale było wręcz przeciwnie.
- A więc mu powiedziałeś? - zagadnął Lightwood, zaplatając ręce na piersi.
- Tak – blondyn po raz pierwszy od początku rozmowy spojrzał mu prosto w oczy. - Powiedziałem mu o wszystkim. Podałem mu informacje, których normalny człowiek nie powinien wiedzieć. Przy których normalny człowiek nie zachowywałby się tak jak on.
- Chciałeś, żeby cię wywalił? - zapytał Nocny Łowca, chociaż bardziej brzmiało to jak zdanie oznajmiające.
- Miałem nadzieję, że to zrobi. To by było o wiele prostsze, a teraz? - znowu zaczął wpatrywać się w przestrzeń przed sobą. - Czuję się tak dziwnie. Wiem, że powinienem po prostu wyjechać i przestać o tym myśleć, ale to nie daje mi spokoju.
Przez chwilę zapadła między nimi cisza, aż nagle Alecowi wpadł pewien pomysł do głowy i nie byłby sobą, gdyby o tym nie wspomniał.
- Aaron? - zaczął. - A może ty się zakochałeś?
- Co? - chłopak wybuchnął śmiechem. - Nigdy w życiu. Ja się nie zakochuję. Nawet nie mam serca – zaśmiał się odrobinę ciszej, bo zauważył, że osoby z ostatnich rzędów obróciły się w ich stronę.
- Dla mnie to oczywiste, że… - podpuszczał go dalej czarnowłosy, ale ten nie pozwolił mu dokończyć.
- A dla mnie nie – uciął twardym głosem. Kątem oka widział, że kolejne osoby wstają i podchodzą do prowadzącego, który im coś wręcza. Skupił się przez chwilę na tym, co ten mówił, by zorientować się w sytuacji. Okazało się, że było już uroczyste rozdawanie certyfikatów na znak ukończenia kursu, które miało zakończyć ceremonię. - A gdybym go uprowadził? Ludzie podobno tak robią.
- Żartujesz – zaśmiał się Alec, ale kiedy zobaczył jego minę, rozszerzył oczy i od razu zaoponował. - Nie żartujesz. Zwariowałeś? Nie możesz uprowadzić człowieka!
- Dlaczego nie? - zapytał i miał taki wyraz twarzy, jakby pytał poważnie. - Ech, zero zabawy z tobą, Lightwood. - wyznał smutno. - Chciałbym mieć Jasona przy sobie – dodał cicho i westchnął głęboko, po czym skinął mu głową, bo usłyszał, że został wyczytany.
Alec odprowadził go wzrokiem aż pod sam koniec sali. Za chwilę i on musiał opuścić swoje miejsce, by odebrać certyfikat. Zaraz po tym ceremonia dobiegła końca, a prowadzący poprosił wszystkich, by udali się do swoich pokoi i skończyli pakowanie. Lightwood widział smutne twarze wychodzących Nocnych Łowców i nie wierzył w to, że to wszystko miało się skończyć. Widział, jak znajomi posyłali sobie być może ostatnie uśmiechy i tulili się do siebie. Niektórzy mieli opuścić Instytut już za niecałą godzinę, inni dopiero za kilka, ale jutro zostanie tylko trójka młodych Nocnych Łowców. Nie będzie nikogo innego. Alec próbował znaleźć wzrokiem swoją siostrę i po kilku sekundach mu się to udało. Przy okazji zauważył też Aarona, który właśnie opuszczał Salę Anioła i przypomniały mu się jego słowa. „Chciałbym mieć Jasona przy sobie”. Nie miał pojęcia, co to do końca znaczyło, bo za tym chłopakiem naprawdę ciężko było nadążyć, ale miał nadzieję, że jeszcze zdąży się dowiedzieć, zanim ten wyjedzie.

_________________________

Studia potrafią dać w kość. Nawet nie wiem, co napisać. Długo nie było rozdziału, ale mam nadzieję, że wciąż tu jesteście.

środa, 14 września 2016

ROZDZIAŁ LXXVIII

– Serio? – zapytał Jason i zaśmiał się pod nosem, robiąc śmieszną minę i otwierając szeroko usta.
Widok ten może spowodowałby wybuch śmiechu u większości ludzi, ale Aaronowi w tym momencie wcale nie było do śmiechu. Wręcz przeciwnie, gdyby mógł to najchętniej wróciłby do Instytutu. Powód był jeden i to bardzo prosty, a mianowicie bał się tego, co może nastąpić. Był Nocnym Łowcą i mało co sprawiało, że czuł strach, ale w tym czasie nawet o tym nie myślał. Gdyby mógł wybierać, nie zawahałby się przed wielką wojną z demonami. Ba! Mógłby nawet walczyć z Podziemnymi w Wielkim Powstaniu. Wszystko byleby nie musieć przeprowadzać tej rozmowy z Jasonem. Nie wiedział, jak zacząć, a co dopiero jak to pociągnąć w taki sposób, by ten nie domyślił się niczego podejrzanego. Nie zamierzał kłamać, bo nie po to tutaj przyszedł. Może ewentualnie zatai niektóre informacje, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że Jason jest Przyziemnym i o pewnym sprawach nie może mieć pojęcia.
– Co w tym takiego śmiesznego? – zapytał ostrożnie Aaron, patrząc uważnie na swojego towarzysza.
Młodszy wzruszył ramionami i po raz kolejny pogłaskał swojego pupila po grzbiecie. Pośmiał się jeszcze chwilę, po czym pomasował się po brzuchu, jakby chciał mu dać do zrozumienia, że przez to wszystko ten zaczął go boleć.
– Nawet sobie nie wyobrażasz, ile razy pragnąłem tego, żebyś mi coś o sobie powiedział – wyznał szczerze Jason. – Starałem się cię jakoś do tego nakłonić, ale nic nie działało, aż nagle ty przychodzisz jak gdyby nigdy nic po kilku dniach nieodzywania się i sam mi proponujesz poważną rozmowę – wyjaśnił i zrobił duże oczy. – Łał.
– Nie traktuj tak tego – skarcił go i zaplótł ręce Nocny Łowca.
Odrobinę go irytowało nastawienie chłopaka, ale nie mógł nic na to poradzić. Miał wrażenie, że mimo swoich słów Jason tak naprawdę nie traktował tego poważnie.
– Czyli jak? – nie rozumiał młodszy.
– Z lekceważeniem. To wcale nie jest śmieszne – odparł Aaron i uciekł od niego wzrokiem.
Chłopak niemal automatycznie zmienił swoje nastawienie i zrobił poważną minę. Najwyraźniej zrozumiał, że dla starszego z nich to było ważne.
– Nie wiem, co masz zamiar mi powiedzieć, ale to chyba będzie długa rozmowa, prawda? – chciał wiedzieć.
– Nie wiem, czy rozmowa będzie długa – odpowiedział szczerze Aaron. – Ale na pewno trochę u ciebie posiedzę – dodał z krzywym uśmiechem.
– Jeśli mnie nie wkurzysz, to może pozwolę ci zostać dłużej – zaśmiał się Jason, nie mając jednak na myśli nic sprośnego. – Jestem ciekawy tego, co masz mi do powiedzenia. Ile można żyć w niewiedzy? – zironizował na koniec.
– Nie przesadzaj – burknął Nocny Łowca. – Nie masz ze mną najgorzej.
– No nie wiem – ponownie się zaśmiał i nareszcie przeniósł na niego swoje spojrzenie. – Chodź – powiedział po chwili i wstał. – Nie będziemy tutaj rozmawiać – wyjaśnił i skierował swoje kroki w stronę drzwi wejściowych. – Moja mama i brat coś oglądają, także nie powinni nam przeszkadzać – wyznał i obrócił na moment głowę, by sprawdzić, czy chłopak idzie za nim.
Aaron był trochę zmieszany, ale od razu ruszył w jego ślady. Nie miał zamiaru się wycofywać, a może rzeczywiście będzie lepiej, kiedy będą w pokoju Jasona. Tam nikt nie będzie mógł ich zobaczyć ani usłyszeć, a przynajmniej w taki sposób, by Nocny Łowca tego nie zauważył.
– Spoko – skinął głową blondyn.
Chciał jakoś ułożyć sobie chociaż wstęp rozmowy, jaka ich czekała, ale na nic nie mógł wpaść. Postanowił, że będzie improwizował. Tak naprawdę nigdy nie musiał się przed nikim tłumaczyć i nie miał pojęcia, co powie Jasonowi.
– Chcesz coś do picia? – przerwał jego myśli Przyziemny.
– Nie, dzięki – odparł Aaron.
– To masz pecha, bo ja chcę, więc i tak musimy iść do kuchni – powiedział rozbawiony chłopak i skręcił w odpowiednią stronę.
Blondyn pokręcił głową i odetchnął głęboko, ale nic nie powiedział. Wolał zostawić tę sprawę, bo dzięki temu nie będą musieli tracić czasu na coś tak prozaicznego i szybciej będą mogli zająć się tym, po co ten tutaj przyszedł.
Po drodze nie wpadli na szczęście na kogokolwiek z rodziny Jasona, co bardzo zadowoliło Aarona. Nie chciał, by ci wiedzieli o jego obecności.
– No więc co chciałeś mi powiedzieć? – zapytał młodszy, kiedy już znaleźli się w jego pokoju.
Jason usiadł na krześle przy biurku. Specjalnie odwrócił je wcześniej w stronę Aarona, który bezpardonowo ułożył się na jego łóżku.
– Ja? – zdziwił się. – Nie wiem – odparł szczerze.
Na początku planował udawać, że nic nie chce powiedzieć i wypomnieć mu, że to przecież on zawsze narzeka, iż o niczym mu nie mówi, ale się powstrzymał. To byłoby bez sensu. Chyba najwyższy czas by przestać udawać i chociaż raz być z kimkolwiek w pełni szczerym.
– Nie wiesz? – powtórzył jego słowa Jason. – To znaczy, że... – zaczął, ale ten zaraz wszedł mu w słowo.
– Nie wiem, Jason – powiedział pewnym i twardym głosem, po czym wzruszył ramionami. – Nie mam pojęcia od czego zacząć, ale się postaram.
– Czyli serio gadamy szczerze? – chciał się upewnić Jason i poprawił się nerwowo na krześle.
Aaron nie wiedział, skąd taka reakcja, ale skinął głową.
– Taki był plan, a co? – wyraził swoje zaskoczenie.
– Nic – odparł chłopak. – Zastanawiam się, skąd ta zmiana.
– Sam już kilka razy insynuowałeś, że przeszkadza ci to, że nic ci o sobie nie mówię – przypomniał Nocny Łowca.
– No tak, bo to trochę wkurzające. Rozumiem, że skoro łączy nas to, co nas łączy, to nie masz obowiązku mi się z niczego tłumaczyć, ale nie możemy też w kółko gadać o mnie. Widzę, że czasem cię coś dręczy, ale najwyraźniej nie jestem na tyle godny zaufania, byś mógł się przy mnie wygadać – stwierdził odrobinę sarkastycznie Jason.
Aaron odetchnął głęboko, co nie uszło uwadze młodszego. Ten nie zdążył jednak nic wtrącić, bo Nocny Łowca znowu podjął przerwany temat.
– Nie chodzi o zaufanie ani o nic takiego. Widać, że nie miałeś wcześniej nikogo takiego jak przyjaciel od seksu – mówił, patrząc na niego z ukosa. Jason się trochę speszył, ale nie komentował. – W ogóle nie powinniśmy zaczynać tego wszystkiego. Układ miał być prosty. Mieliśmy spotykać się jedynie w jednym celu i nic poza tym.
– Sam przychodziłeś czasem, chociaż wyraźnie dawałem ci znaki, że nie mam ochoty albo czasu na seks – wypomniał mu. – Nie kazałem ci ze mną siedzieć.
– Mój błąd – zgodził się z nim blondyn. – To zabrnęło za daleko i chyba nie ma sensu zarzekać się, że to nie przeze mnie. Oboje się do tego przyczyniliśmy.
– Brzmisz tak, jakbyś się ze mną żegnał na zawsze – zaśmiał się Jason. – Przecież nie umierasz – dodał i przesiadł się na łóżko.
Usiadł obok wciąż leżącego Nocnego Łowcy i spojrzał na niego z góry. Aaron z kolei skupił się na suficie, jakby było w nim coś ciekawego. Położył przy tym dłoń na kolanie młodszego w bardzo władczym geście.
– Za kilka dni mnie tu już nie będzie – wyznał szczerze blondyn, przenosząc wzrok na Jasona.
Chłopak kiwnął ostrożnie głową, marszcząc brwi. Czekał na ciąg dalszy, ale ten nie nastąpił. Musiał więc sam o coś zapytać, bo najwyraźniej od starszego by się niczego nie dowiedział.
– Dlaczego? – spytał wprost.
Aaron chwilę milczał, ale w końcu udzielił mu prostej i nic nie znaczącej odpowiedzi.
– Wyjeżdżam.
Jason uśmiechnął się delikatnie pod nosem, po czym znowu zrobił poważną minę. Skoro go nie będzie, to chyba oczywiste, że gdzieś wyjeżdża. Chłopak chciał znać jakieś szczegóły. W innym wypadku by przecież nie pytał.
– No tak – odparł młodszy i zastanowił się. Skoro wyjeżdżał to... – Wrócisz?
– To nie tak – pokręcił głową blondyn. To było strasznie trudne, zważając na fakt, że po raz pierwszy próbuje coś komuś powiedzieć. Nie podobała mu się ta zmiana w jego zachowaniu. Jeszcze dwa miesiące temu spławiłby osobę, która zadawała mu jakieś pytania, a teraz sam dąży do tego, by powiedzieć coś konkretnego. – Mówiłem ci już, że przyjechałem tu na... – zaczął, ale zabrakło mu słowa.
Jak Jason to wtedy nazywał?
– Obóz treningowy – podpowiedział mu cicho chłopak, jakby czytał mu w myślach.
– Właśnie. I wracam – zgodził się – ale do siebie. Obóz – powiedział, robiąc przy tym zabawną minę – dobiega końca i nic tu po mnie.
– Czyli już się nie zobaczymy? – mruknął Jason, pocierając sobie ramiona, bo zrobiło mu się nagle zimniej.
– Raczej nie – wyznał szczerze. – To znaczy raczej na pewno nie – poprawił się, celowo kładąc nacisk na wyrażenie "na pewno".
– I przyszedłeś mi o tym powiedzieć?
Aaron nie odpowiedział od razu, bo tak naprawdę nie znał powodów, dla których się tu teraz znajdował. Nie chciał się do tego przyznawać nawet przed samym sobą, ale chciał jeszcze zobaczyć się z Jasonem przed wyjazdem. Mimo wszystko to byłoby nie fair, gdyby wyjechał bez słowa. Należało mu się kilka szczerych słów.
– Uznałem, że powinienem to zrobić.
Tym razem to Jason zamilkł, popadając w wir swoich myśli. Nie miał pojęcia, co o tym wszystkim sądzić. Aaron był swoim własnym przeciwieństwem. Im bardziej się zarzekał, że mu nie zależy, tym bardziej pokazywał to swoimi czynami. Nie musiał tu przychodzić. Mógł potraktować go jak plaster, oderwać i zapomnieć, bo gdyby rzeczywiście był takim złym człowiekiem, to właśnie tak by postąpił.
– Miło, że mnie o tym poinformowałeś – przyznał ironicznym tonem Przyziemny.
Aaron zerknął na niego zdziwiony tonem, jaki usłyszał, ale uspokoił się, widząc, że to tylko gra. W oczach Jasona nie dopatrzył się żadnych oznak tego, że chłopak ma mu to za złe.
– Wolałbyś, żebym tego nie zrobił? – zapytał jednak mało przyjaznym tonem.
Jason ponownie się speszył i pokręcił przecząco głową. Oczywiście, że by nie wolał.
– Cieszę się, że to zrobiłeś – zapewnił go i potarł po ręce, chcąc go chociaż trochę uspokoić. Nie lubił rozmawiać ze wściekłym Aaronem. – Ale nie będę z tego powodu skakać do góry – sprostował, żeby chłopak sobie nie pomyślał niczego takiego. – I tak nie mogę nic zrobić. Przecież cię tu nie zatrzymam – wzruszył ramionami.
Na chwilę pozwolili na to, by ich spojrzenia się stopiły. Mieli do tego prawo. W końcu to ich ostatnie spotkanie i mogli robić, co chcieli. Nocny Łowca dodatkowo myślał o tym, co przed chwilą usłyszał. Jason nie mógł go zatrzymać... Skłamałby, gdyby powiedział, że nawet mu to przez myśl nie przeszło.
– Dokładnie – zgodził się z nim jednak Aaron, na przekór swoim rozmyślaniom.
Jason jakby się ocknął, bo zamrugał kilkakrotnie i odsunął od niego dyskretnie na malutką odległość, ale blondyn i tak zauważył jego ruch. Dlaczego chłopak tak zareagował? Oczekiwał zaprzeczenia?
– To co? – zagadnął go wesoło, ale jego oczy pozostawały niewzruszone. – Przyszedłeś wyrównać rachunki i wyjaśnić mi, dlaczego twoje życie jest takie nudne, że nie chcesz się nim ze mną dzielić?
– Moje życie nie jest nudne – zaśmiał się Aaron pod nosem. – Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz, mówiąc coś takiego.
– Więc mnie oświeć – rzucił młodszy, by go trochę podpuścić.
W jednej chwili Aaron zrozumiał, że został zapędzony w kozi róg. Cokolwiek by teraz nie powiedział, to i tak by się już nie mógł wycofać. Sam dał się złapać w pułapkę.
– Dobra – zgodził się, wzdychając głęboko. – Ale nie będziesz zadawał pytań, okej? Nie jestem w stanie ci opowiedzieć wszystkiego i musisz to uszanować.
– Pasuje – przyznał Jason i poprawił się, by siedzieć wygodniej.
Rękę nadal trzymał na ramieniu starszego z nich i nie zamierzał jej stamtąd zabierać. Aaron nie skarżył się na to, żeby mu to przeszkadzało. Poza tym sam cały czas macał go po kolanie, więc chłopak nie chciał być gorszy.
Nocny Łowca ponownie nabrał dużo powietrza do płuc tylko po to, żeby po chwili je wypuścić. Zakrył oczy ramieniem i zaczął mówić:
– Jeżeli coś ci się nie będzie zgadzać z twoim życiem, nie zwracaj na to uwagi – powiedział twardo i przygryzł wargę. – Od razu mówię, że nie wszystko możesz od tak połączyć ze swoją osobą, bo bardzo się od siebie różnimy, rozumiesz?
– Niby czym? – zaśmiał się cicho Jason.
– Chociażby tym, co mamy w spodniach. Ja mam giganta, a ty... – odparł odrobinę rozbawiony Nocny Łowca.
Odsunął też na chwilę ramię od twarzy, by rzucić mu kpiące spojrzenie. Wiedział, że rozjuszy tym chłopaka, ale lubił go denerwować.
– Nie kończ albo ta dłoń wyląduje na twojej twarzy – warknął Jason i uniósł dłoń, jakby rzeczywiście chciał go uderzyć.
– Śmiało – podpuścił go blondyn.
Miał świadomość tego, że nawet gdyby młodszy zdecydował się na ten ruch, to nie miał by szans w starciu z wyszkolonym i nigdy nietracącym czujności Nocny Łowcą. Jeśli Jason jeszcze tego nie wiedział, to miał okazję się przekonać, bo rzeczywiście po kilku sekundach jego ręka ruszyła w stronę klatki piersiowej blondyna. Ten jednak nie dał mu możliwości wykazania się, bo w mgnieniu oka złapał jego pięść i patrząc mu przy tym głęboko w oczy. Wyraźnie zaskoczył tym młodszego, który zapomniał o zamknięciu ust.
– Boli – wydusił cichutko.
Aaron dopiero po tym jednym słowie zdał sobie sprawę z tego, że ręka, którą trzymał, wygięta była pod dziwnym kątem, a w zestawieniu z jego siłą mogła rzeczywiście sprawiać ból. Automatycznie ją puścił i pogłaskał go po kolanie.
– Wybacz – rzucił głucho. – Ale mówiłem poważnie. Naprawdę się różnimy.
– Dobra, już rozumiem – burknął obrażonym tonem, ale zaraz się rozchmurzył, bo Aaron ponownie zakrył powieki ramieniem, co oznaczało, że będzie kontynuował.
– Zacznę od tego, co już powiedziałem. Moje życie nie jest nudne, chociaż może się wydawać monotonne – przyznał blondyn. – Urodziłem się w mieście, którego nazwa tobie nic nie powie, a dla ludzi podobnych mi znaczy bardzo wiele. To niemalże zaszczyt rozpocząć tam swoje życie i moi rodzice doskonale o tym wiedzieli. Mieszkałem tam przez kilka lat, a potem przeniosłem się na południe, gdzie mieszkali moi rodzice.
– Nie mieszkałeś z nimi? – zdziwił się Jason, zapominając o tym, że miał nie zadawać pytań.
– Nie – odparł Aaron, postanawiając, że tym razem nie zwróci mu uwagi za to wtrącenie. Dla niego to, że nie mieszkał z rodzicami, kiedy był mały, było normą. Przyzwyczaił się do tego. – Wychowywałem się w miejscu, w którym się urodziłem. Dzięki temu poznałem swoją historię i historię moich przodków. Jako że moi rodzice  byli i nadal są szanowanymi ludźmi, kręciło się wokół mnie wiele osób, które były przez nich zatrudniane bądź same zgłaszały się na ochotnika, by zdobyć sympatię w ich oczach. Nie miały jednak pojęcia, że na nich nic nie robi wrażenia – prychnął, jakby miał na myśli coś zupełnie innego niż opiekę nad dzieckiem. – Oboje, zarówno moja matka, jak i ojciec, byli uczestnikami wojny, a ojciec dostał order za specjalne zasługi. Są świetnymi wojownikami, bo oboje posiadają umiejętność przywódcy. Są do siebie podobni pod wieloma względami. Oboje są odważni, silni, niezależni i rządni władzy, którą tak naprawdę już posiadają. Mają pod swoją opieką kilka ośrodków, które są jednymi z najlepszych na świecie. Jakiś czas z nimi nawet mieszkałem, ale to nie miało sensu. Nigdy nie zwracali na mnie uwagi. Zależało im tylko na tym, bym zdobył wykształcenie i był wyszkolony. Żebym w odpowiednim momencie mógł sam stać się doskonałym wojownikiem, który pójdzie w ich ślady. Nie miało znaczenia to, czy tego chciałem, czy nie, bo taki się urodziłem i nie miałem wyjścia.
– Czekaj – przerwał mu Jason. – Bo czegoś nie rozumiem...
– Mówiłem, że nie będziesz rozumiał – westchnął blondyn.
– No tak – nie przejął się tym młodszy. – Ale powiedz mi – poprosił. – Twoi rodzice są jakimiś żołnierzami? I w ogóle jak możesz mówić o tym wszystkim z takim spokojem? To jacyś tyrani.
– Myślę, że można by ich tak nazwać – przyznał szczerze Nocny Łowca. – Ale dla nich nie byłoby to niczym obraźliwym. Zrozum, że w świecie, z którego się wywodzę, tak już jest. Nikt nie przejmuje się niczym oprócz swojej pozycji. To ona jest najważniejsza, bo im jesteś wyżej w hierarchii tym bardziej jesteś kimś. Dzieci nie rodzi się z chęci powiększenia rodziny, a potem nie wychowuje się ich z powodu bezgranicznej miłości, jaką się do nich czuje. W każdym, nawet małym niemowlaku, od zawsze widzi się człowieka, który w przyszłości będzie stał z bronią w ręku i im szybciej to nastąpi tym lepiej – dodał, sięgając dłonią wyżej, aż do uda chłopaka.
To, że miał z nim cały czas kontakt cielesny, bardzo mu pomagało. Czuł się lepiej, wiedząc, że Jason cały czas przy nim jest. Młodszy z kolei miał mieszane uczucia. Źle mu się słuchało tego, co Aaron mu mówił. To wszystko było okropne i wywoływało u niego gęsią skórkę.
– To dlaczego rodzi się dzieci? – zapytał wbrew sobie.
Już bał się odpowiedzi, która za chwilę nastąpi.
– Po to, by przedłużyć rasę – odparł blondyn wprost.
Słyszał wyraźne zawahanie w głosie Jasona, ale nie mógł skłamać. Obiecał mu, że będzie z nim szczery i tak pozostanie. Zrobi wszystko, co w jego mocy, żeby tej obietnicy dotrzymać.
– Jaką rasę do licha? – skrzywił się chłopak, nie wierząc w to, co słyszał.
Zabrzmiało bardzo źle.
– Prosiłem cię, żebyś nie zadawał pytań. Jak coś będzie niejasne, zapytasz na koniec, dobra? – warknął, mając już dość tego, że Jason wchodził mu w słowo. – Mówiłem ci, że niektórych rzeczy ci nie powiem. Nie dopytuj się, bo nie chcesz znać odpowiedzi, uwierz mi – wyjaśnił. Jason chwilę nic nie mówił, ale w końcu skinął głową. Nie miał pojęcia, co o tym wszystkim myśleć, ale postanowił, że chociaż wysłucha do końca, co ten ma mu do powiedzenia. – Moje życie było zaplanowane i mogę się założyć, że już przed narodzinami byłem zapisany do specjalnej szkółki. Dzięki pieniądzom i wpływom moich rodziców miałem zapewniony dobry start. Uczyłem się, szkoliłem i robiłem wszystko inne, co mi kazano. Po jakimś czasie przestało mi się to jednak podobać. Widziałem inne dzieciaki i ich rodziców, którzy stali przy nich i puchli z dumy, podczas gdy moi starzy mieli mnie gdzieś. Zacząłem się buntować, chociaż nawet nie wiem po co. I tak nie zwróciliby na mnie uwagi. Nie miałem prawa do posiadania własnego zdania, co niejednokrotnie było przyczyną naszych sporów. Kiedy zacząłem dorastać, ojciec zażądał, bym przeniósł się do jednej z ich posiadłości. Nie miałem wyboru i musiałem to zrobić. Od razu na wejściu dostałem plan swoich zajęć, treningów i listę osób, z którymi mogę się zadawać, a wszystko po to bym nie przyniósł im wstydu. Myślisz, że robiło na nich wrażenie to, że nie byłem posłuszny? – zaśmiał się z kpiną. – Nie. Wiedzieli, że prędzej czy później i tak im się podporządkuję. Nie mogłem inaczej – dodał i wzruszył ramionami.
– A próbowałeś różnych metod? Może miałeś jakąś inną rodzinę, której nie byłoby to obojętne?
– Myślisz, że jestem głupi, Jason? Słuchasz mnie w ogóle? – warknął. – To nie ma znaczenia – powtórzył dobitnie. – Większość z osób, które znam, powiedziałoby mi jedynie, że to mi wyjdzie na dobre. Ba! Większość osób by mi zazdrościła tego, że mam tyle możliwości. W moim świecie to normalne. Poza tym szczerze wątpię w to, czy ktokolwiek miałby odwagę przeciwstawić się moim starym. Nikt nie chciałby się tak narażać. Zajmują najwyższe miejsca w Radzie i jednym skinieniem palca mogliby sprawić, że ktoś przestałby istnieć, stałby się nikim. Do osiemnastego roku życia za mnie odpowiadali i nie mogłem podjąć samodzielnie żadnej decyzji. Teraz zyskałem własne prawa, ale nie wiem, czy to coś zmieniło. Wydaje mi się, że zawsze będę na ich łasce. Zachowują się tak, jakbym miał paść przed nimi na kolana i całować ich po stopach za to, że pozwalają mi nosić swoje nazwisko. Myślę, że nigdy nie planowali mieć dzieci, a ja pojawiłem się na świecie wbrew temu, co sobie wyobrażali.
– To, co mówisz, jest straszne – stwierdził Jason. – Może po prostu źle to odbierasz – spróbował. – Nie może być tak, że w ogóle ich nie obchodzi to, co robisz prywatnie.
– Serio? – zaśmiał się gardłowo. – Jak zareagowałaby twoja mama, gdyby zobaczyła cię, kiedy się ze mną całujesz?
– Nie wiem – odparł zaskoczony tym pytaniem. Nie miał pojęcia, co to miało wspólnego z ich rozmową. – Najpierw by się speszyła, a po jakimś czasie chciałaby pewnie ze mną o tym porozmawiać, a co?
– Mój ojciec wparował kiedyś do mojego pokoju, kiedy byłem tam z innych chłopakiem. W łóżku. Nago. Chyba ci nie muszę mówić, co robiliśmy – prychnął pod nosem. – Spojrzał na nas i jak gdyby nigdy nic wszedł do środka, żeby położyć na biurku książki, które przyniósł ze sobą. Powiedział, żebym je później przeczytał i wyszedł. Byłem trochę zdziwiony, ale potem do mnie dotarło, że przecież on ma mnie w dupie i nie obchodzi go, co robię. Szkoda tylko, że koleś, z którym wtedy byłem, wyszedł zaraz po nim i musiałem skończyć sam – dodał rozbawionym tonem i zrobił śmieszną minę.
Jason nie wiedział, co ma powiedzieć. Przez myśl mu nawet nie przeszło, że chłopak może kłamać. Skoro mu obiecał, że nie będzie tego robić, to mu wierzył. Trudno mu było jednak to sobie wyobrazić. Zachowanie ojca Aarona i jego ignorancja względem życia jego syna była niemożliwa. Jak można być tak obojętnym? Starał się też wyprzeć z umysłu to dziwne uczucie, które ogarnęło go zaraz po tym, kiedy ten powiedział o innym chłopaku w jego łóżku.
– Powiedział ci to kiedyś wprost? W sensie twój tata – sprostował Jason. – Upokarzał cię w jakiś sposób?
Aaron uśmiechnął się wrednie.
– Jason – westchnął. – Mój mały, naiwny i głupiutki Jason – mruknął karcąco. – Nie. Nie upokarzał mnie i uprzedzę twoje kolejne pytanie, nie bił mnie, ale czy to o czymś świadczy? – zapytał. – Wystarczy, że spojrzy na ciebie tym swoim pogardliwym wzrokiem, a czujesz się jak najgorszy śmieć – tłumaczył. Jason spuścił wzrok, kiedy usłyszał pierwszą część. Nie wiedział, dlaczego, ale bardzo mu się spodobało to, jak ten go nazwał. No bo przecież gdyby wyrzucić te wszystkie przymiotniki, zostałoby "mój Jason". Zaraz się jednak speszył, zdając sobie sprawę z tego, o czym myślał. Dobrze, że Aaron miał zasłonięte oczy, bo w przeciwnym razie mógłby się czegoś domyślić. – Kilka miesięcy temu dowiedziałem się o szkoleniu w Nowym Jorku. Stary mnie zapisał, ale ja bez jego zgody wycofałem swoje zgłoszenie. Wkurzył mnie i stwierdziłem, że i tak mi nie może nic zrobić, bo jestem pełnoletni. I bez tego dałbym sobie radę – mówił dalej, nie zwracając uwagi na słuchającego go chłopaka. – Mieli być w Europie i się nawet o tym nie dowiedzieć, ale matka nagle wróciła do domu. Ojciec miał przyjechać zaraz po niej, więc stwierdziłem, że nic tam po mnie. Jakoś na ostatnią chwilę udało mi się wszystko załatwić, namówiłem kuzyna i jednak tu jestem. Ominęło nas kilka dni treningów, ale nie żałuję, że tu przyjechałem – wyznał. Jason słuchał każdego jego słowa i miał nadzieję, że ten chociaż raz o nim wspomni, ale tak się nie stało. – Nikt mnie tu nie znał, nikt nie oceniał za nazwisko i przede wszystkim miałem spokój od starych. Takie przedwczesne wakacje – zaśmiał się.
Jason mu zawtórował, jednak z odrobinę spóźnionym zapłonem i mniejszym entuzjazmem.
– A teraz tam wracasz? – zapytał.
Wcześniej musiał odchrząknąć, bo po tak długich wypowiedziach Aarona miał wrażenie, jakby sam się nie odzywał przez wieki. Nocny Łowca z kolei odsunął ramię od twarzy i zapatrzył się w sufit, po czym bez żadnych zapowiedzi usiadł i niemal zderzył się z Jasonem czołem. Chłopak szybko się odsunął, dziwiąc się temu, że siedział tak blisko i niemalże się nad nim pochylał.
– Muszę – wzruszył ramionami.
– Nie musisz... – zaczął młodszy, ale ten mu przerwał.
Roześmiał się i spojrzał mu w oczy.
– Zostałem wychowany do tego, by być wojownikiem i to mnie nie ominie. Nie mogę od tak się tego wyrzec. Tak się nie da – wyznał szczerze Nocny Łowca. – Jestem z tego dumny, bo to jest naprawdę zaszczyt.
– Co ty gadasz?! – nie wytrzymał Jason. Nic nie rozumiał, ale mu się to nie podobało. – O czym ty mówisz? – powtórzył. – To nienormalne! Cały czas mówisz o tym, że jesteś wojownikiem, że twoi rodzice to tyrani, ale w twoim świecie to nic złego, że od małego jesteś szkolony i trenujesz sztuki walki. Twoi rodzice są w Radzie i nikt im nie podskoczy – wymieniał i nagle zrobił wielkie oczy, bo coś do niego dotarło. Odsunął się od niego aż do samej krawędzi łóżka. – Jesteś w jakimś gangu, prawda? – zapytał. – To dlatego nic mi o sobie wcześniej nie mówiłeś? Bo należysz do mafii?
– Jason... weź się nie wygłupiaj – poprosił, kiedy chłopak nie ruszył się ani o milimetr. – Nie jestem w żadnym gangu.
– Sam mówiłeś, że tak cię wychowano i że jesteś wojownikiem. Zrobili ci pranie mózgu!
– Nikt mi nie zrobił prania mózgu – zapewnił go blondyn.
– To jak wyjaśnisz fakt, że z taką łatwością przychodzi ci mówienie o tym, że w przyszłości będziesz mordercą, co? – chciał wiedzieć. – Jak w ogóle możesz myśleć o tym, że kogoś zabijesz? To chore – skrzywił się. – I jeszcze to, co było ostatnio! – przypomniał sobie i powiedział na jednym wydechu. – Byliśmy w parku i nagle zaczęło się coś dziać. Tylko ty wiedziałeś co! I mówiłeś mi wcześniej, że jesteś niebezpieczny! Pamiętasz? – spytał. – Jak byliśmy u ciebie. Powtarzałeś mi, że nie powinienem się z tobą spotykać...
– To nie tak – spróbował ponownie Aaron. – To, co wtedy mówiłem, to nieprawda i o tym wiesz. Chciałem dla ciebie dobrze i chciałem cię spławić. Nie powinieneś być z takim kimś jak ja.
– Bo jesteś niebezpieczny – prychnął Jason.
– Bo możesz być w niebezpieczeństwie, jeśli ktoś dowiedziałby się, że o mnie wiesz – sprostował, chociaż chłopak i tak nie wiedział, o co mu dokładnie chodziło.
"Bo wiem, że jesteś w gangu?", chciał powiedzieć, ale się powstrzymał. Przeszło mu też przez myśl, że skoro byli tylko kumplami, którzy spotykali się w sypialni, to dlaczego ten chciał z nim zerwać "dla jego dobra"? To było nielogiczne.
– No dobra – zgodził się ostrożnie. – A co z tym, że będziesz wojownikiem? Naprawdę ci to nie przeszkadza?
Aaron miał nadzieję, że Jason już nie będzie do tego wracał, ale najwyraźniej się przeliczył. To było najgorsze, bo Nocny Łowca nie miał pojęcia, jak z tego wybrnąć. Każda odpowiedź wywoła falę kolejnych pytań i miał tego świadomość.
– Nie możesz się mnie bać – zaczął i westchnął, po czym wstał i podszedł do okna. Jason nie spuszczał z niego wzroku, jakby myślał, że ten mu może coś zrobić. – Spędziliśmy już razem tyle czasu i miałem tyle okazji, żeby zrobić ci krzywdę, a mimo to wciąż tu siedzisz – przyznał i obrócił się w jego stronę. Zrobił jeden mały kroczek i się zatrzymał. – To już i tak zabrnęło za daleko – powiedział bardziej do siebie niż do Jasona – i chyba teraz już nie ucieknę od odpowiedzi. Obiecaj mi tylko, że nikomu o mnie nigdy nie powiesz, dobra? – zapytał. – Ani o tym, co ci już powiedziałem, ani o tym, co dopiero usłyszysz, okej? I nie bój się – dodał rozbawiony, widząc jego szeroko otwarte oczy.
– Nie boję się – odparł automatycznie, wpatrując się w niego jak w obrazek.
Kłamał. Bał się, ale chciał usłyszeć to, co ten miał mu do powiedzenia.
– I zachowasz to dla siebie?
– Tak – odrzekł.
Aaron uśmiechnął się smutno i podszedł bliżej niego tylko po to, by przyklęknąć przed jego nogami. Jason musiał przez to patrzeć na niego z góry.
– Nie obiecuję ci, że mi uwierzysz – zaczął ostrożnie. – Ale możesz być pewien, że nie będę zabijał ludzi. Nie jestem mordercą – powiedział i zaśmiał się z tylko sobie znanych powodów. Jasonowi nie było do śmiechu. Coraz bardziej miał wrażenie, że Aaron to jakiś psychopata po praniu mózgu. Nie widział innego wytłumaczenia na to wszystko. – Przynajmniej nie w tym sensie. Eh, Przyziemni nie powinni wiedzieć nic o Świecie Cienia – mruknął pod nosem.
– O czym ty znowu gadasz? Jaki Świat Cienia? – zapytał cicho Jason. Nie wiedział, co ma na ten temat sądzić. – Jacy Przyziemni? Tak siebie nazywacie? Zwariowałeś, Aaron – stwierdził i pokręcił głową z niedowierzaniem.
– Nie, nie zwariowałem – zapewnił go blondyn. – Wywodzę się z innego świata niż ty, Jason. I nie nazywam Przyziemnym siebie tylko ciebie – dodał i spojrzał na niego takim wzrokiem, jakby chciał powiedzieć, że nawet on powinien o tym wiedzieć. – Ja jestem Nocnym Łowcą.
– Nie, Aaron. Nie jesteś Nocnym Łowcą – pokręcił głową, nie zrywając z nim kontaktu wzrokowego. Najgorsze było to, że Aaron wyglądał tak, jakby rzeczywiście wierzył w to, co mówił. – Jesteś człowiekiem, Aaron.
– Nie, jestem Nocnym Łowcą – powtórzył twardo blondyn. – Zostałem stworzony do tego, żeby zabijać demony – dodał i wziął go za rękę.
– Demony? – powtórzył po nim chłopak i zrobił krzywą minę. – Aaron – zaczął i przeczesał włosy wolną dłonią. – To niemożliwe.
Nocny Łowca westchnął głęboko, nie wiedząc, co zrobić. Nie wierzył w to, że Jason od razu mu uwierzy, ale nie myślał też, że weźmie go za osobę niezrównoważoną.
– Jak ci to udowodnić? – zapytał sam siebie. – Pamiętasz, jak ostatnio byliśmy w parku? Był atak demonów. To stąd moje zachowanie i to wszystko, co widziałeś.
– Nic nie widziałem. Widziałem tylko jak...
– Jak co? – wszedł mu w słowo. – Jak spadają drzewa i niebo nagle ciemnieje? To wszystko było spowodowane ich obecnością – wyjaśnił. – Mówię prawdę. Nie masz Wzroku, więc ich nie widzisz. Ale istnieją – dodał i położył głowę na jego kolanie.
Przez chwilę myślał, co mógłby jeszcze powiedzieć bądź zrobić, ale na nic nie mógł wpaść. Ponadto źle czuł się z tym, że Jason nawet nie próbował go zrozumieć. Nie miał pojęcia, co chłopak teraz o nim myślał i chyba nie chciał o to pytać. Starczyło mu to, że wplótł mu palce we włosy i drapał go po głowie.
– Nie brzmi bardzo wiarygodnie – stwierdził chłopak.
– Wiem – odparł Aaron i nagle go olśniło.
Może i nie mógł sprawić, że Jason nagle zobaczy jakiegoś demona, ale przecież mógł mu pokazać, że rzeczywiście jest inny. Sięgnął do kieszeni i położył na jego kolanie jej zawartość. Czuł się tak, jakby odzyskał całą energię.
– Co to? – zaśmiał się Jason. – Różdżka?
– Różdżkę masz między nogami – odparował blondyn i sięgnął po przedmiot. – To jest stela. Niezbędne narzędzie każdego Nocnego Łowcy.
– I co robisz tą stelą? – zapytał od niechcenia.
– Mogę zrobić wszystko – zapewnił go. – Mogę sprawić, że będę szybszy, silniejszy. Mogę poprawić swoją koordynację ruchową – wymieniał, patrząc na niego z dołu.
– Czyli nic co bym zauważył? – prychnął niepewnie młodszy.
– Jeszcze się zdziwisz – powiedział Nocny Łowca i wstał z ziemi, by przysiąść obok niego na łóżku. – Spójrz – poprosił i narysował runę, dzięki której światła w całym pokoju ściemniały.
Jason doskonale wiedział, że nie było to możliwe, bo posiadał zwykły włącznik. Poza tym znajdował się on na drugim końcu pomieszczenia. To jednak nic nie znaczyło. Może po prostu był to zbieg okoliczności i żarówki się przepaliły? Tylko że wtedy nie świeciłyby wcale...
– To oznacza tylko tyle, że popsułeś mi światło – mruknął pod nosem Jason.
– Nieprawda – zaprzeczył blondyn i wziął do ręki magiczny kamień, który również trzymał wcześniej w kieszeni. – A na to co powiesz? – zapytał, kiedy przedmiot rozbłysł w jego dłoni.
– Kupisz coś takiego w każdym sklepie z zabawkami – burknął, po raz kolejny odrzucając jego próbę udowodnienia swojej racji.
– Niemożliwe. Nie coś takiego – rzekł pewnym siebie głosem. – Ty spróbuj – zaproponował i wcisnął mu kamień w dłoń, a ten od razu zgasł. – Widzisz? Świeci tylko w rękach Łowcy.
– Na pewno gdzieś jest jakiś włącznik – pokręcił głową Jason.
– Niby gdzie? – zapytał Aaron, opuszczając bezradnie ręce. – Przyjrzyj się dokładnie – poprosił go, a ten od razu to zrobił. Rzeczywiście nie było żadnego włącznika... – I co? – chciał znać jego zdanie, kiedy po raz kolejny dotknął kamienia i oddał go chłopakowi.
Efekt był ten sam. Kiedy Aaron go trzymał, kamień świecił, a kiedy oddawał go Przyziemnemu, gasnął.
– Dziwne – przyznał nareszcie Jason, kiedy kamień rozbłysnął w jego dłoniach z powodu tego, że Nocny Łowca dotknął go jedynie palcem. Kiedy go zabrał, przedmiot ponownie stał się zwykłym kamieniem. – Dziwne – powtórzył Przyziemny. – Ale nie sprawia, że zaczynam wierzyć w demony i jakiś inny świat. Przykro mi – oznajmił smutno.
– To nic, bo to nie wszystko – powiedział Aaron i przyłożył sobie stelę do przedramienia. – Zaraz zobaczysz coś, przez co od razu mi uwierzysz – zapewnił go i zaczął rysować runę na swoim ciele.
– Co ty robisz? – przeraził się Jason i sięgnął do przodu, by zabrać mu przedmiot. – Zrobisz sobie krzywdę!
– Nic mi nie będzie – odparł i odsunął się, by ten nie był w stanie go dosięgnąć.
Zaraz też dokończył rysowanie znaku i... zniknął. Przepadł. Rozpłynął się w powietrzu. Jason nie wiedział, jak to nazwać, ale był pewny tego, że Aarona nie było. A przed chwilą był. A teraz nie było.
– Aaron? – zapytał młodszy i rozejrzał się po pokoju. – Aaron, nie wygłupiaj się – poprosił przerażony. – Wychodź – dodał, chociaż był pewny tego, że chłopak się nigdzie nie schował. Nie miał szans, żeby to zrobić. Siedział przed nim i w ułamku sekundy zniknął mu z oczu. Jason nie miał pojęcia, jak to wytłumaczyć. – Aaron – spróbował jeszcze raz i tym razem doczekał się reakcji. Usłyszał cichy śmiech chłopaka i pocałunek na szyi. Wyciągnął w tamtą stronę dłoń i ta rzeczywiście natrafiła na przeszkodę. Na miękką przeszkodę, która była prawdopodobnie włosami Nocnego Łowcy. – Aaron – powtórzył Jason z ulgą.
Po chwili jego oczom znowu ukazał się Aaron w pełnej swojej okazałości. Uśmiechał się do niego szeroko, a Jason, kiedy go zobaczył... mocno się w niego wtulił. Cały się trząsł.
– Nie bój się – zaśmiał się blondyn i objął go ramieniem.
– Jak ty... jak ty to zrobiłeś? – zapytał niepewnie. – To prawda? Jesteś... – zawahał się na moment i w końcu się od niego odsunął. Najwyraźniej się uspokoił, bo zachowywał się już dużo normalniej. – Jesteś Nocnym Łowcą? Aaron nie odpowiedział, a po prostu skinął głową. – Wow – stwierdził młodszy i również się uśmiechnął. Pierwszy szok minął i teraz był zachwycony tym, co Aaron potrafił zrobić. – Możesz jeszcze raz tak... zniknąć? – zapytał, uśmiechając się słodko.
Nocny Łowca zaśmiał się głośno, kiedy usłyszał to pytanie.
– Jara cię całowanie się z powietrzem?
– Być może – odpowiedział i również się zaśmiał, łapiąc go za koszulkę i przyciągając do głębokiego pocałunku.

Teraz, kiedy wszystko wiedział, czuł się znacznie lepiej. Aaron nie kłamał i posiadał niesamowite zdolności, którymi się z nim podzielił. Szkoda mu było tylko tego, że chłopak za kilka dni wyjeżdżał i być może już nigdy więcej się nie zobaczą, ale tym postanowił się póki co nie martwić. Na tą jedną noc mógł o tym zapomnieć.