sobota, 26 listopada 2016

ROZDZIAŁ LXXIX

 - Nie mogę w to uwierzyć - westchnął Alec, leżąc swobodnie na klatce piersiowej swojego mężczyzny. Ostatnimi czasy był bardzo częstym gościem w jego mieszkaniu, chociaż jeszcze nie podjął decyzji o tym, by przenieść się tu na stałe. Nie był nawet pewien, czy traktował tę propozycję poważnie. Przez chwilę zaświtała mu co prawda taka myśl, ale to było w okresie, w którym nie miał pojęcia, jak zareaguje jego matka, kiedy się o wszystkim dowie. Teraz się to już wydarzyło, ale nie wniosło do jego życia wielkich zmian, przez co szukanie nowego lokum nie było koniecznością ani nagminną sprawą, którą musiał się zająć. Wiedział jednak, że Magnus podświadomie czeka na moment, w którym pojawi się w jego drzwiach z walizką i wszystkimi niezbędnymi rzeczami, ale póki co chyba nie był jeszcze gotowy na ten krok. - Pamiętam, jak to wszystko się zaczynało i dziwnie się czuję z tym, że ma się teraz skończyć - dodał, kontynuując swój wywód i zrobił kwaśną minę.
Czarownik zaśmiał się pod nosem, bawiąc się niespiesznie jego włosami. Lubił, kiedy Alec okazywał mu czułość i z pewnością się dzisiaj nie zawiódł. Chłopak przyszedł do niego zaraz po treningu. Nie mógł w nim mieć czynnego udziału, ale i tak wołał być świadkiem, tłumacząc się tym, że w ten sposób też uda mu się czegoś nauczyć. Dzięki temu, że Nocny Łowca czuł się już lepiej, mogli pozwolić sobie na coś więcej niż wcześniejsze pocałunki i pieszczoty, a dzięki temu, że znajdowali się w mieszkaniu Bane'a, mogli spędzać przyjemnie czas, po prostu się do siebie tuląc. Nikogo nie było w pobliżu, więc mogli pozwolić sobie na odrobinkę lenistwa, nie martwiąc się tym, że nagle ktoś wpadnie do pokoju i im przerwie.
- Myślałem, że z naszej dwójki to ja jestem bardziej sentymentalny i przywiązuję większą wagę do tego, kto i co się wokół mnie znajduje - wyznał Magnus, uśmiechając się pod nosem.
- Nie jestem sentymentalny - odparł Alec i uniósł na niego swoje spojrzenie. Odwzajemnił uśmiech, jakim ten go obdarzył i dodał: - Po prostu nie będę się pewnie mógł przyzwyczaić do tego, że w Instytucie znowu będzie pusto, tak jak nie mogłem na początku przyzwyczaić się do tego, że tak wiele osób go nagle zaludniło.
- Po jakimś czasie przywykniesz - zapewnił go czarownik, całując jego czoło. - A czas, jaki poświęcałeś na naukę i treningi, możesz zarezerwować dla mnie - dodał, przypominając w tym momencie knującego coś chochlika.
Alec roześmiał się głośno, robiąc powątpiewającą minę.
- Do tej pory nigdy mi się w Instytucie nie nudziło i jestem pewien, że teraz również znajdzie się jakieś ciekawe zajęcie – wyznał szczerze i wstał z łóżka w celu wzięcia prysznica. - Za niedługo wrócę do formy i będę mógł zająć się treningami. Poza tym jest jeszcze wiele innych rzeczy, którymi mógłbym zapełnić swój wolny czas.
- Czyli wciąż mi odmawiasz? - zagadnął go Magnus, patrząc za odchodzącym chłopakiem przeszywającym wzrokiem.
Wbijał go w okolice jego pleców i nawet nie zauważył, kiedy ten odwrócił na niego swoje spojrzenie. Uśmiechnął się szeroko, kiedy zdał sobie z tego sprawę i wzruszył ramionami, jakby chciał przez to powiedzieć, że nic nie może na to poradzić i że nie mógł się powstrzymać. Alec zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową, komentując w ten sposób jego zachowanie, ale nic więcej nie powiedział.
- Musisz już iść? - zawołał Bane, chociaż miał pewność, że i bez tego chłopak go usłyszy. - Myślałem, że zjemy razem – dodał niemal smutnym głosem. - Zrobię nam kawę – zaproponował zachęcająco.
Długo nie słyszał żadnej odpowiedzi. Jedyne dźwięki, jakie dochodziły zza chylonych drzwi to dźwięki lejącej się wody. Dopiero po jakimś czasie woda przestała lecieć i w przejściu ponownie ukazał się Alec.
- Chyba ukradniesz z jakiegoś sklepu. To nie powinno tak działać, Magnus - skarcił go chłopak, wychodząc z łazienki. Tak, jak się tego spodziewał, Bane nadal tkwił w łóżku, nie przejmując się niczym wokół. - Nad czym tak rozmyślasz? - zagadnął go Nocny Łowca.
- Nad niczym konkretnym – odparł niemal natychmiast czarownik i uniósł się na łokciu, by mieć lepszy widok na swojego chłopaka. Przygryzł wargę i bez krępacji się w niego wpatrywał. - Naprawdę nie możesz tutaj zjeść?
- Już ci mówiłem, co myślę o „przygotowywaniu” - Alec celowo zaakcentował ostatnie słowo – przez ciebie jedzenia.
Miał na sobie jedynie bokserki i ręcznik, którym obecnie osuszał włosy po szybkim prysznicu.
- Obiecuję ci, że jak tylko będziemy przechodzić obok sklepu, osobiście wejdę i wręczę kasjerowi odpowiednią sumę – rzekł Magnus, po czym wstał i zbliżył się do Nocnego Łowcy. - Proszę - mruknął, wodząc wzrokiem po jego klatce piersiowej. Wyglądała już naprawdę lepiej. - Tak bardzo chciałbym teraz z ciebie zjeść - rozmarzył się. - To znaczy z tobą - poprawił się szybko, odkaszlnął i przeniósł spojrzenie na oczy ukochanego. - Z tobą - powtórzył raz jeszcze i uśmiechnął się szeroko, sprawiając tym samym, że i czarnowłosy się uśmiechnął.
Wsunął dwa palce wskazujące w bieliznę Aleca po obu stronach jego bioder. Pochylił się też przy tym, by pocałować go w ustach, ale chłopak okazał się być szybszy i odsunął się, zanim ten zdążył cokolwiek zrobić. Zwiększył dystans, jaki ich dzielił i skończył wycierać włosy.
- Nie zaczynaj znowu, bo nigdy stąd nie wyjdziemy - zaśmiał się wesoło i ruszył w kierunku kuchni. - Zjemy w Instytucie - kontynuował, ale nagle się do niego obrócił, jakby sobie o czymś przypomniał. - Bo idziesz tam ze mną, prawda? - zapytał.
- Tak - odburknął Bane, zaplatając ręce na piersi.
- To dobrze - stwierdził Lightwood i zabrał się za ubieranie. Nie chciał sobie przypominać, dlaczego jego garderoba znajdowała się na podłodze tuż przy lodówce czarownika. - Z tego, co zdołałem się dowiedzieć, najpierw odbędzie się uroczysty obiad, a potem wszyscy przeniosą się do Sali Anioła. Pewnie ktoś powie coś miłego, może rozdadzą nam jakieś certyfikaty i się rozejdziemy - wyjaśnił Nocny Łowca, wzruszając ramionami.
Bane przyglądał mu się przez cały czas, kiedy ten mówił, dokładnie śledząc wzrokiem każdy jego ruch. Oparł się o futrynę drzwi i zagadnął:
- I mówisz o tym tak po prostu?
- A jak mam mówić? - zaciekawił się Lightwood, niezwykle skupiając się na czynności, jaką wykonywał, a mianowicie na zapinaniu guzików koszuli.
- No nie wiem - odparł szczerze Magnus. - Ale zabrzmiało jak odbębnić i zapomnieć - przyznał.
- Nie wydaje mi się - przyznał Alec i pocałował go w policzek, kiedy przechodził obok niego. Wyszedł z pomieszczenia i przysiadł na kanapie w salonie, by założyć buty. - To nie tak, że zapomnę. Po prostu nie przykładam do tego tak wielkiej wagi jak inni. Jestem Nocnym Łowcą. Nie nawiązuję długotrwałych znajomości, bo mi to niepotrzebne. W przyszłości spotkamy się pewnie jeszcze nie raz i każdy będzie pamiętać o tym szkoleniu, ale po co bawić się w głupie "och, jak dobrze cię widzieć, opowiadaj, co tam u ciebie" - skomentował z sarkazmem.
- Jesteś okropny - skarcił go czarownik. - Mówisz tak, jakby w ogóle nie zależało ci na tym, by mieć znajomych. Może nie ze wszystkimi miałeś wspaniały kontakt, ale nie zaprzeczysz, że są takie osoby, które naprawdę polubiłeś - przypomniał mu.
- Może i tak, ale po co się przywiązywać do takich osób? Jestem tu w jednym celu - stwierdził zbyt oschle, jak na gust czarownika. - Nie pożyję za długo i wolałbym nie marnować czasu na zbędne znajomości - dodał, wzruszając ramionami. Magnus zmarszczył brwi. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Nie chciał rozmawiać o tym, że Alec umrze. Nienawidził tego tematu i odwlekał tę rozmowę, jak najbardziej mógł, ale na Lightwoodzie to raczej nie robiło wrażenia. Tylko dlaczego mówił o tym z taką swobodą? Jakby nie był sobą. - Co? - zapytał Alec, kiedy przez dłuższy czas nie słyszał żadnej odpowiedzi. Spojrzał na czarownika i westchnął, widząc jego minę. Wiedział, co oznaczała, więc tylko skinął na niego głową, by podszedł bliżej. Bane rzeczywiście tak postąpił i już po chwili siedział obok Nocnego Łowcy, który przez jego zachowanie musiał przerwać swoją wcześniejszą czynność. - Co się stało?
- Nic - odparł Magnus, opierając się na jego ramieniu. Nie wiedział dlaczego, ale nagle poczuł się nieswojo i tak jak nigdy dotąd się nie czuł. Westchnął i dodał: - Lubię spędzać z tobą czas - stwierdził szczerze. Lightwood zaśmiał się pod nosem, co nie zostało zignorowane przez starszego. - Nie śmiej się! - oburzył się, ale zaraz kontynuował z lekkim uśmiechem: - Naprawdę.
- Wiem, Magnus - odrzekł Nocny Łowca, wzdychając i obejmując go ramieniem. - Ale nie wiem, dlaczego wzięło ci się nagle na wyznania.
- Wiesz dlaczego - zaprzeczył Bane, nawiązując do jego poprzedniej wypowiedzi. Przy okazji pstryknięciem palca zawiązał sznurówkę, którą ten się nie zdążył zająć i schował się bardziej w jego ramieniu. - To wszystko jest takie dziwne - mruknął pod nosem.
- Nawet gdybyśmy się bardzo bardzo starali, to związek Czarownika i Nocnego Łowcy i tak byłby czymś dziwnym - stwierdził Alec, cmokając go w szyję. - Co się martwisz? - zapytał swobodnym tonem. - Lepiej chodź, bo nam wszystko zjedzą - zaproponował i uśmiechnął się szeroko, by zaraz po tym wstać i pociągnąć czarownika za sobą.
- Myślisz tylko o jedzeniu, Alec - mruknął Bane, idąc posłusznie za swoim chłopakiem. - A teraz nie staramy się bardzo bardzo? - zagadnął go i wyszedł, by dokończyć swoje ubieranie.
- Myślę, że staramy się wystarczająco, by być szczęśliwymi – usłyszał za swoimi plecami i aż odwrócił się po tych słowach. Wypowiedziane Alecowym głosem wydawały mu się być takie słodkie, że nie mógł się nie uśmiechnąć. Nie miał ochoty go teraz opuszczać, więc uzupełnił szybko swoją garderobę i już był z powrotem. Kiedy wyszli z mieszkania, złapał chłopaka za rękę, nawet wcześniej nie pytając, czy może to zrobić. Chciał, więc zrobił.
- Poza tym nie myślę tylko o jedzeniu, ale teraz jestem głodny - odparł Lightwood, marszcząc brwi. Byli wśród ludzi i czuł się trochę niekomfortowo z Magnusem uczepionym jego ramienia, ale nie chciał sprawiać mu przykrości, więc nie poprosił go o to, by go puścił. - Nie chcę się spóźnić, a muszę się jeszcze przebrać.
- Dobrze wyglądasz - pochwalił go czarownik i automatycznie poprawił kołnierzyk jego koszuli.
- Ale widzieli mnie wczoraj w tym samym - zaśmiał się Alec i posłał mu rozbawione spojrzenie.
- Jestem pewien, że nikt by się tym za bardzo nie zdziwił, a zwłaszcza wtedy, kiedy zobaczyłby mnie przy tobie. Nie trzeba być detektywem, żeby domyślić się tego i owego – tłumaczył, przygryzając dolną wargę, by ukryć uśmieszek.
Alec przewrócił oczami i prychnął pod nosem.
- Nie wiem, czy chciałbym, żeby moi rodzice domyślili się tego i owego – zaakcentował ostatnie słowa i również uśmiechnął się jak chochlik, odpłacając się pięknym za nadobne, po czym przyspieszył nieznacznie, chcąc już znaleźć się w Instytucie.
Droga upłynęła im na luźnej rozmowie. Alec co chwilę zerkał na czarownika, by sprawdzić, czy aby na pewno jego ponury humor całkowicie zniknął, ale na szczęście tak właśnie było, a na twarzy Magnusa nie było już nawet cienia smutku. Lightwood poświęcił moment na to, by przeanalizować to, co było tego powodem i doszedł do wniosku, że musiało to być jego wspomnienie o średniej długości życia Nocnego Łowcy. Nic innego nie wchodziło w grę. Wydawało mu się, że Bane już wcześniej był tego świadomy, ale może było inaczej? A może chodziło o to, że Alec po raz pierwszy powiedział to głośno? Tego nie był pewien.
- No, Alec – usłyszał Lightwood tuż przy wejściu do twierdzy. W ich stronę kroczyła Izzy, która była chyba dzisiaj nie w sosie. Pokonała dzielącą ich odległość i od razu zaczęła nerwowym gestem poprawiać koszulę swojego brata. - Jesteś nareszcie – stwierdziła i skrzywiła się. - Ale jak ty wyglądasz. Nie możesz w tym iść, a zaraz zaczyna się ceremonia – mówiła szybko.
- Dlaczego nie może w tym iść? - stanął w jego obronie Bane, chociaż dokładnie wiedział, jakiej dziewczyna udzieli mu odpowiedzi. - Przecież wygląda oszałamiająco – dodał z uśmiechem, kątem oka zauważając, że Alec posyła mu pełne politowania i zażenowania spojrzenie.
- Wszyscy go wczoraj widzieli w tych ubraniach! - oburzyła się dziewczyna, rozjuszona ich lekceważącą postawą.
- Nie drażnij lwa – mruknął Lightwood, będąc pewnym, że jego siostra doskonale go słyszy.
To rozbawiło go jeszcze bardziej, ale nie obyło się oczywiście bez kary, jaką zaraz otrzymał, a mianowicie mocny cios w bok, którego się nawet nie spodziewał. Automatycznie się przez to skulił i syknął pod nosem.
- Uważaj, co mówisz – zagroziła. - Lepiej idź się przebrać – poradziła mu takim tonem, iż wszyscy wiedzieli, że to rozkaz a nie luźna rada.
Chłopak nawet nie oponował. Po prostu się odwrócił i ruszył w kierunku swojego pokoju. W ślad za nim chciał iść Magnus, ale został zatrzymany przez niemal kipiącą ze złości siostrę swojego ukochanego.
- Pomogę mu w doborze stroju – wyjaśnił jej szybko. - Wiesz dobrze, że beze mnie sobie nie poradzi.
- Ma na to niecałe kilka minut – stwierdziła Nocna Łowczyni – a z tobą zajęłoby mu to znacznie dłużej. Jestem pewna, że sam sobie poradzi, a w tym czasie my już pójdziemy usiąść – oznajmiła i złapała go pod ramię.
- Jak uważasz, moja piękna – zgodził się z nią czarownik, nie protestując.
Isabelle skinęła głową i zaprowadziła go do specjalnie przygotowanego na tę okazję pomieszczenia. Wyglądała zjawiskowo, zarówno dziewczyna jak i sala. Izzy miała na sobie piękną koronkową sukienkę, która idealnie podkreślała jej kobiece atuty, a Magnusowi przez myśl przeszło, że to chyba ona robiła dekoracje, bo dziwny zbiegiem okoliczności idealnie pasowała do wszystkiego, co ją otaczało. Obrusy na stolikach, girlandy, mównica i światła… Masa świateł. Bane ponownie rozejrzał się dookoła, stwierdzając, że dobrze się tu czuje. Poza małymi szczególikami, jakimi był głównie brokat, nie odstawał za bardzo od reszty. Wszyscy byli ubrani w eleganckie stroje. Garnitury, koszule, suknie. Pięknie.
- Tam są nasze miejsca – szepnęła Isabelle, przerywając tym samym jego rozmyślania i pociągnęła go za sobą w odpowiednim kierunku. - Robi wrażenie? - zagadnęła go, zadowolona z reakcji czarownika.
Właśnie taki efekt chciała uzyskać. Chciała, żeby ten wieczór był wyjątkowy i żeby każdy go zapamiętał. Nie chciała, żeby trud, jaki włożyła w przygotowanie całej ceremonii, poszedł w zapomniane. Tym różniła się od swojego brata. Ona nie chciała zapominać. Chciała jak najlepiej zapamiętać osoby, z którymi miała do czynienia przez ostatnie dwa miesiące i tego nie ukrywała. Wiedziała jednocześnie, że Alec mimo wszystko również ma takie zdanie. Może i to ukrywał, ale była prawie stuprocentowo pewna, że nie był zimnym draniem. Nie był Jacem.
- I to jak – zachwycił się Magnus. - Odwaliłaś kawał dobrej roboty – pochwalił ją i odsunął krzesło, żeby mogła usiąść.
Czarownik widział, że nie był jedyną osobą, która doceniła starania dziewczyny i ten fakt chyba poprawił jej humor, bo zachowywała się zupełnie tak, jakby jej wybuch sprzed kilku minut nie miał miejsca. Chciał jeszcze coś dodać, ale właśnie ten moment wybrał sobie jakiś chłopak na to, by się do nich dosiąść. Gdyby miał zgadywać, powiedziałby, że nazywał się Noah, ale pewności nie miał. Nigdy nie przywiązywał wielkiej wagi do zapamiętywania tych wszystkich imion. Tak naprawdę to niewielu ze znajomych Aleca z nim kiedykolwiek rozmawiało. Nigdy mu na tym nie zależało.
- Cześć – przywitał się chłopak, podając czarownikowi dłoń.
Magnus uścisnął ją i kiwnął głową, od razu jadąc wzrokiem po wszystkich karteczkach, które dopiero teraz zauważył. Obok niego było zarezerwowane miejsce dla Aleca, co nie wywołało u niego szoku, bo przecież gdzie mieliby siedzieć, jeśli nie obok siebie? Po jego drugiej stronie siedziała Izzy, później Jace, Julia, David i Emma, których jeszcze nie było, kolejne trzy miejsca były już zajęte, przez co nie było już karteczek z imionami, później Mike i obok miejsca dla Aleca… Aaron? Aż otworzył szerzej oczy, kiedy to zobaczył. Jego reakcja najwyraźniej nie umknęła uwadze Izzy, która jakby tylko czekała na to, aż czarownik się spostrzeże, kto ma jeszcze z nimi zasiąść.
- Nie wiedziałam, do jakiego stolika mam go przydzielić – wyszeptała mu do ucha. - Poza tym przyjaźni się z Aleciem – dodała i wyprostowała się, bo poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. - Jesteś nareszcie – uśmiechnęła się do swojego brata. - Jeszcze trochę i byś był spóźniony.
- Nie tylko mnie nie było – przypomniał jej i zerknął na chłopaków, z którymi przyszedł. Uśmiechnął się do Jace'a i zajął swoje miejsce. - Na kogo jeszcze czekamy? - zapytał, rozglądając się dookoła.
- Na mnie – zaśmiał się jakiś chłopak, siadając do ich stolika. Usiadł na jednym z dwóch wolnych krzeseł. Teraz brakowało już tylko Aarona. - Wybaczcie, musiałem przypudrować nosek – dodał żartobliwym i piskliwym tonem, przez co dostał cios w bok od dziewczyny, z którą zaraz wdał się w rozmowę.
- Czekamy na prowadzących – powiedziała Izzy do swojego brata.
- I na twojego kolegę – dodał Magnus, bo nie mógł się powstrzymać.
Isabelle uśmiechnęła się szeroko, podobnie jak jej brat, ale żadne z nich nic nie powiedziało. Aaron pojawił się po kilku sekundach, zajmując swoje miejsce bez zbędnego zwracania na siebie uwagi. Nie chciał udawać, że lubi to towarzystwo, więc krótko się z nimi przywitał, ale nie rozpoczynał z nikim konwersacji, gapiąc się po prostu w stolik.
- Wszystko w porządku? - zagadnął go Alec.
- Jasne – odparł chłopak, rzucając mu pojedyncze spojrzenie. - Lepiej być nie mogło – dodał sarkastycznie.
- Słuchaj, jeżeli chcesz… - zaczął Lightwood, ale ten zaraz mu przerwał.
- Daruj sobie – rzucił i zerknął w stronę mównicy, przed którą stanęła właśnie matka Aleca, rozpoczynając tym samym ceremonię.
Może i humor Aarona nie różnił się zbytnio od jego codziennych nastrojów, ale Lightwood miał pewność, że coś jest na rzeczy. Nie wiedział tylko co. Może blondyn nie chciał wracać do domu? Przecież kiedyś opowiadał o tym, że nie ma za dobrych kontaktów z rodzicami. Nie mówił wtedy bezpośrednio do niego, ale mimo wszystko czarnowłosy to słyszał. Przypomniał sobie tę sytuację. Był wtedy w jego pokoju, by pomóc mu wyprowadzić Jasona z Instytutu. Jasona… a może to przez niego Aaron był taki spięty. Może się pokłócili? A może… Może Aaron po prostu nie chciał wyjeżdżać. Takie myśli nawiedziły umysł Aleca, a on nie wiedział, czy którakolwiek z tych opcji była prawdziwa. Co prawda znajomość dwojga Nocnych Łowców nie zaczęła się za dobrze, ale Lightwood byłby głupcem, gdyby planował wypierać się tego, że po jakimś czasie zaczęli się dogadywać i teraz był jedną z nielicznych osób, z którymi Aaron w ogóle rozmawiał.
- Hmm? - mruknął Magnus, widząc rozkojarzoną twarz swojego Aleca.
- Nic – odparł chłopak i wsunął swoją dłoń w jego, splatając z nim palce.
Bane uśmiechnął się pod nosem i również przeniósł wzrok na zabierającego głos trenera. Przemówienia nie trwały długo, ale dawały do myślenia. Każdy mówił krótko, zwięźle, ale bardzo mądrze. Były rady na przyszłość, były wytyki, były pochwały.
- A teraz proszę zabrać się do jedzenia. Smacznego! - zakończył główny organizator, wskazując na stoliki. - Dodam tylko, że po posiłku chciałbym, aby wszyscy udali się do Sali Anioła. Chcę wam zająć jeszcze trochę czasu, zanim wszyscy się rozejdziemy.
Nikomu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wszyscy w ekspresowym tempie zabrali się za jedzenie, którego nie brakowało i jakby nie ubywało zarazem. Po skończeniu przeniesiono się do odpowiedniego miejsca, tak jak zaplanowano. To tam nastąpiły kolejne, tym razem dłuższe przemówienia, podczas których zostały między innymi przedstawione cele, jakie udało się zrealizować. Ta część była zdecydowanie bardziej nudna, więc Alec postanowił wykorzystać ją o tego, by podpytać trochę Aarona. Ścisnął dłoń Magnusa i szepnął mu do ucha:
- Zaraz wracam.
Nocny Łowca nie zajął miejsca siedzącego, dzięki czemu łatwo go można było znaleźć, mimo tego iż w sali panował półmrok. Reflektory skierowane były tylko i wyłącznie na osobę mówiącą.
- Czego chcesz? - zapytał bez ogródek blondyn, zauważając, że Lightwood opiera się o parapet tuż obok niego.
- Pogadać – odparł prosto Alec.
- Nie mamy o czym – burknął Aaron, chcąc uciąć pogawędkę, która się jeszcze tak naprawdę nie zaczęła.
- Przestań – warknął Lightwood. Nie chciał się dać spławić. - Nie zachowuj się jak bachor. Widzę przecież, że coś cię męczy. Za kilka godzin będziesz już prawdopodobnie w podróży do swojego miasta. Masz szansę ostatni raz mi się wygadać. Dlaczego nie chcesz spróbować? Co ci szkodzi?
- Razjelu, Lightwood, bawisz się w terapeutę? - westchnął Aaron, przewracając oczami.
- Możesz to nazywać, jak tylko chcesz. Przecież wiesz, że i tak nic nikomu nie powiem. Przynajmniej ci ulży.
- Mam to gdzieś.
- No widzisz? - zakpił Alec, śmiejąc się pod nosem. - To jeszcze lepiej. Blondyn ponownie westchnął, ale powstrzymał się od natychmiastowej odpowiedzi. Może rzeczywiście nie byłoby tak źle, gdyby komukolwiek powiedział? Poza tym Alec i tak wiedział o Jasonie i o tym, że mieli się spotkać. - Chodzi o tego twojego Przyziemnego, prawda? - zapytał Lightwood, jakby czytał mu w myślach. - Gadałeś z nim?
- Tak i nic dobrego z tego nie wynikło – przyznał w końcu.
- Pokłóciliście się? - zapytał wprost czarnowłosy.
- A czy wyglądam, jakbyśmy się pokłócili? - odpowiedział pytaniem blondyn, rzucając mu karcące spojrzenie. - Sam nalegałeś na rozmowę, a teraz mnie nie słuchasz. Nie, nie pokłóciliśmy się. Gdyby tak było, to byłbym zadowolony.
- Jak to? - nie rozumiał Alec.
Aaron spojrzał na niego jak na skończonego kretyna i pokręcił głową. Nie wiedział, po co dał się w to wciągnąć.
- Wyjeżdżam, Lightwood – przypomniał mu informację najbardziej oczywistą z wszystkich możliwych. - A Jason tu zostaje – dodał, mówiąc powoli i dokładnie, jakby miał do czynienia z osobą chorą umysłowo. - Nie potrafię tego wyjaśnić, ale czuję się, jak… - zaczął, ale zaraz przerwał, bo nie mógł znaleźć odpowiednich słów. - Nie umiem przestać o nim myśleć. Nie bawię się w związki, ale z Jasonem… Razjelu – wyrzucił ręce ku górze w geście bezsilności. - To chore.
- Spokojnie. Może uda się coś zrobić – wtrącił Alec.
- Co się uda? - zakpił Aaron. - Nawet nie wiem, czy chcę coś robić w jego kierunku. Po co? Przecież to bez sensu – mówił cicho. - Łudziłem się, że jak mu powiem o sobie prawdę, to zacznie krzyczeć i wywali mnie ze swojego mieszkania, ale było wręcz przeciwnie.
- A więc mu powiedziałeś? - zagadnął Lightwood, zaplatając ręce na piersi.
- Tak – blondyn po raz pierwszy od początku rozmowy spojrzał mu prosto w oczy. - Powiedziałem mu o wszystkim. Podałem mu informacje, których normalny człowiek nie powinien wiedzieć. Przy których normalny człowiek nie zachowywałby się tak jak on.
- Chciałeś, żeby cię wywalił? - zapytał Nocny Łowca, chociaż bardziej brzmiało to jak zdanie oznajmiające.
- Miałem nadzieję, że to zrobi. To by było o wiele prostsze, a teraz? - znowu zaczął wpatrywać się w przestrzeń przed sobą. - Czuję się tak dziwnie. Wiem, że powinienem po prostu wyjechać i przestać o tym myśleć, ale to nie daje mi spokoju.
Przez chwilę zapadła między nimi cisza, aż nagle Alecowi wpadł pewien pomysł do głowy i nie byłby sobą, gdyby o tym nie wspomniał.
- Aaron? - zaczął. - A może ty się zakochałeś?
- Co? - chłopak wybuchnął śmiechem. - Nigdy w życiu. Ja się nie zakochuję. Nawet nie mam serca – zaśmiał się odrobinę ciszej, bo zauważył, że osoby z ostatnich rzędów obróciły się w ich stronę.
- Dla mnie to oczywiste, że… - podpuszczał go dalej czarnowłosy, ale ten nie pozwolił mu dokończyć.
- A dla mnie nie – uciął twardym głosem. Kątem oka widział, że kolejne osoby wstają i podchodzą do prowadzącego, który im coś wręcza. Skupił się przez chwilę na tym, co ten mówił, by zorientować się w sytuacji. Okazało się, że było już uroczyste rozdawanie certyfikatów na znak ukończenia kursu, które miało zakończyć ceremonię. - A gdybym go uprowadził? Ludzie podobno tak robią.
- Żartujesz – zaśmiał się Alec, ale kiedy zobaczył jego minę, rozszerzył oczy i od razu zaoponował. - Nie żartujesz. Zwariowałeś? Nie możesz uprowadzić człowieka!
- Dlaczego nie? - zapytał i miał taki wyraz twarzy, jakby pytał poważnie. - Ech, zero zabawy z tobą, Lightwood. - wyznał smutno. - Chciałbym mieć Jasona przy sobie – dodał cicho i westchnął głęboko, po czym skinął mu głową, bo usłyszał, że został wyczytany.
Alec odprowadził go wzrokiem aż pod sam koniec sali. Za chwilę i on musiał opuścić swoje miejsce, by odebrać certyfikat. Zaraz po tym ceremonia dobiegła końca, a prowadzący poprosił wszystkich, by udali się do swoich pokoi i skończyli pakowanie. Lightwood widział smutne twarze wychodzących Nocnych Łowców i nie wierzył w to, że to wszystko miało się skończyć. Widział, jak znajomi posyłali sobie być może ostatnie uśmiechy i tulili się do siebie. Niektórzy mieli opuścić Instytut już za niecałą godzinę, inni dopiero za kilka, ale jutro zostanie tylko trójka młodych Nocnych Łowców. Nie będzie nikogo innego. Alec próbował znaleźć wzrokiem swoją siostrę i po kilku sekundach mu się to udało. Przy okazji zauważył też Aarona, który właśnie opuszczał Salę Anioła i przypomniały mu się jego słowa. „Chciałbym mieć Jasona przy sobie”. Nie miał pojęcia, co to do końca znaczyło, bo za tym chłopakiem naprawdę ciężko było nadążyć, ale miał nadzieję, że jeszcze zdąży się dowiedzieć, zanim ten wyjedzie.

_________________________

Studia potrafią dać w kość. Nawet nie wiem, co napisać. Długo nie było rozdziału, ale mam nadzieję, że wciąż tu jesteście.

28 komentarzy:

  1. O matko w końcu! Myślałam, że się nie doczekam! Co kilka dni sprawdzałam czy jest nowy rozdział z przywyczajenia, - tutaj prosze! Miła niespodzianka ❤️❤️ Uwielbiam te opowiadanie. Rozdział jak zwykle wspaniały! Mam nadzieję, że następny będzie szybciej �� Weny życzę

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje Malecowe serduszko wywija fikołki do góry 😍 jest to moje ulubione opowiadanie i ciężko było wytrzymać bez niego, ale rozumiem - studia xd ja jestem na 5 roku, a chwilami dalej wszystkiego nie ogarniam:-D
    Cieszę się, że Magnus i Alec w końcu nie muszą się kryć ze swoim uczuciem, tylko zasmucila mnie chwila kiedy Alec wspomniał o długości życia Nocnego łowcy. Wyczuwam jakieś smutasy w następnym rozdziale z tego powodu. No i Aaron jak zwykle potrafi rozśmieszyc. Porwanie? Normalka dla niego :-P
    Z niecierpliwością czekam ja kolejny rodzialik.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! Zdecydowanie warto było czekać! Tak się cieszę, że Alec i Magnus otwarcie mogą ze sobą być i cieszyć się sobą. Smutny moment był, gdy Alec mówił o długości jego życia. W książkach był to najsmutniejszy moment jeżeli chodzi o Maleca i tutaj też. Biedny Magnus.
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejki cudny rozdzial <3 Szkoda mi Arona , mam nadzieje, ze beda razem z Jasonem. Smutno mi sie robi, ze niedlugo ta historia sie skonczy. Czekam na nastepny rozdzkal :)
    ~Airy

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Nie mogę w to uwierzyć! - krzyknęła Natalka po zobaczeniu nowego rozdziału. Następnie olała polski i zaczęła czytać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku nareszcie <3, rozdział super jak zawsze, rozumiem cię w 100% szkoła i nauka zajmują dużo czasu , ważne, że nie przestałaś kompletnie pisać. Powodzenia na studiach i Weny. :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Powiem tyle. Genialnie opowiadanie siedzę od wczoraj czytając twoje opowiadanie i nie mogłam się oderwać. Życzę tobie weny i czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały. 💕💕💕

    OdpowiedzUsuń
  9. Bloga czytam od niedawna ale jest świetny :) piszesz lekko i przyjemnie się czyta. Czekam na kolejny rozdział, błagam, dodaj szybciutko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę również dodać, że godzina o której czytam wskazuje na moje zniecierpliwienie i zaangażowanie i powtarzała się ostatnio często xD
      ~Megan

      Usuń
  10. Lilusiu słońce, rozdział jak zwykle cudny. (To mój pierwszy komentarz, bo jestem tutaj od miesiąca) Nie bede sie rozpisywać jak każdy nowy czytelnik, ze blog jest cudowny a Ty dziewczyno masz talent - bo to jest przecież oczywiste! ��
    Mam nadzieje, ze roździal juz niedługo..ehh, wiem ze cieżko na studiach, ale mam nadzieje ze nas nie zostawisz ❤️!
    Czekam na rozmowę przed wyjazdem Aarona z Jasonem! Aaron miłości moja przyznaj sie w końcu żeś sie zakochał i nie denerwuj mnie juz! Zostań w NJ, Alec sie wyprowadza (bo sie zgodzi, ja to wiem) wiec zostań w instytucie! Bez gadania! ��
    Wątek Malca..cuudo ❤️ *szept* mam nadzieje, ze w następnym roździale będzie jakas gorąca scena, z Magnusem na goze! XD
    Coraz bliżej..jak pomyśle o tych wszystkich nieprzespanych nocach i nadrabianiu rozdziałów, to aż mi przykro ze to koniec. Możesz być pewna, ze po zakończeniu przeczytam wszystko jeszcze raz! ❤️
    Życzę Ci przede wszystkim czasu i weny!!
    ~Pauriinaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "jak pomyśle o tych wszystkich nieprzespanych nocach i nadrabianiu rozdziałów, to aż mi przykro ze to koniec. Możesz być pewna, ze po zakończeniu przeczytam wszystko jeszcze raz! ❤️" --> czuje to samo :)

      Usuń
  11. SKończyłam :)trafiłam na tego bloga tuż po nowym roku i teraz już skończyłam. :) fajnie było z tym tekstem rozpocząć rok. Dziękuje.
    teraz i mnie czeka sprawdzanie czy jest rozdział :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Będzie dalsza część? Bardzo chce wiedzieć co będzie dalej z Aaronem. Obyś odzyskała wene i wróciła jak najszybciej ������

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. o mój słodki gejowski boże.
    płacze płacze płacze
    Aaron i Jason boże kocham cie na za nich dziewczyno
    Magnus i Alec pomimo tego, że kocham ich całym serduszkiem to kiedy pojawił się Jaron aż pomijałam niektóre Malecowe sceny żeby szybciej dojść do Jasona i Arona.
    dziękuje za te 79 rozdziałów z całego serca
    dziękuje za Maleca
    dziękuje za Jarona
    dziękuje za to opowiadanie
    kocham cie dziewczyno i wiedz, że będę wpadać na ten blog codziennie z nadzieją, że może akurat będzie rozdział (a w nim mój kochany Jaron^^)
    to tyle
    kocham i dziękuje
    weny!

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie będzie już wiecej??

    tęsknie!

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy rozdział?? Jestem mega ciekawa jak to będzie z Jasonem i naszym Łowcą. Błagam cię. 🙏🙏
    ~Demi Lerman

    OdpowiedzUsuń
  17. Znalazłam Twojego bloga dwa dni temu i się zakochałam *.* Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;*

    OdpowiedzUsuń
  18. Bedzie kolejny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  19. Aaaaa mega opowiadanie mam nadzieje że pojawia się nowe rozdziały! Pomimo że minęło już sporo czasu:| Dużo weny pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Po prostu kocham to opowiadanie *.* Mam wielką nadzieję, że będziesz je dalej pisać.jak tego nie zrobisz to potnę się masłem >< duuuużo weny życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Smutno tak, tyle czasu bez rozdziału :(

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja i tak będę tu ciągle wchodzić z nadzieją, że coś dodasz :<
    *gdy tak bardzo chcesz rozdziału, że po ponad roku czytania bloga przełamujesz się i postanawiasz skomentować*

    OdpowiedzUsuń
  23. Jak mogłaś odejść w takim momencie? :(

    OdpowiedzUsuń
  24. Napiszesz kolejny rozdział czy już zakończyłaś swoją przygodę z blogiem ? :D

    OdpowiedzUsuń