wtorek, 14 czerwca 2016

ROZDZIAŁ LXVII

            Alec pędził co sił w nogach do pokoju swojej siostry. Wiedział, że Izzy nie będzie zadowolona z tego, że się spóźnia. Dziewczyna napisała mu wiadomość z prośbą o to, by natychmiast do niej przyszedł, ale nie zrobił tego, bo nie miał przy sobie telefonu. Celowo zostawił go u Magnusa, a kiedy ten mu go oddał, nawet nie zerkał na wyświetlacz. Poza tym sms przyszedł prawdopodobnie wtedy, kiedy był pochłonięty rozmową ze swoim chłopakiem i na nic innego nie zwracał uwagi. Później jego myśli krążyły tylko i wyłącznie wokół tego, czego dotyczyła krótka wymiana zdań między czarownikiem a jego matką.
- To naprawdę dziwne – przyznał szczerze Jace, przypatrując się tablicy, którą pokazała mu właśnie jego siostra.
- Co jest takiego dziwnego? – zaciekawił się ciemnowłosy, który właśnie dołączył do swojego rodzeństwa.
            Nie miał możliwości poznania ich dotychczasowej dyskusji i usłyszał jedynie ostatnie zdanie wypowiedziane przez blondyna. Nie wiedział, po co siostra go tutaj zaprosiła i czego dotyczyła ich rozmowa. Nie miał również pojęcia, co oznaczały liczne kropeczki znajdujące się na wspomnianej tablicy, w której Jace chyba chciał zanurzyć swój nos.
- Spójrz – powiedziała Izzy i wskazała dłonią na przedmiot, nic więcej nie wyjaśniając.
- Patrzę – odpowiedział jej brat znudzonym tonem. Była to pierwsza rzecz, którą zrobił zaraz po przekroczeniu progu pomieszczenia. – I co w związku z tym? – dopytał się, kiedy dziewczyna się nie odzywała. – Co to takiego?
- Już tłumaczę – mruknęła i stanęła ze wskaźnikiem, odsuwając Jace’a na bok. – To jest wydruk z maszyn, które informują nas zazwyczaj o obecności demonów w najbliższej okolicy. Najciekawsze jest to, że w południe wskazywały ich bardzo dużą częstotliwość, a pięć minut później nie było już po nich śladu. Nie zostały zanotowane żadne ataki i nie mamy informacji o tym, by ktokolwiek je zwalczył. Taka sama sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie w ciągu ostatniej godziny – wyznała szczerze, robiąc poważną minę.
            Nie podobało jej się to, co się działo i kiedy tylko zauważyła, że dochodzi do powtórzeń, postanowiła poinformować o wszystkim swoich braci. Miała nadzieję, że na coś wpadną, bo ona nie miała na to żadnego wyjaśnienia. Nie mogła wpaść na jakikolwiek pomysł, który mógłby w racjonalny sposób to tłumaczyć.
- Skoro tak było, to dlaczego nie włączył się żaden alarm? – zapytał bystrze Alec, przyglądając się z bliska wszystkim zdjęciom.
- Nie mam pojęcia dlaczego, ale podejrzewam, że mogło to być spowodowane ich krótką obecnością. Pojawiają się i znikają – wzruszyła ramionami Izzy i stanęła obok niego. – Nie są to wielkie i potężne demony, ale jest ich naprawdę bardzo dużo w porównaniu z wcześniejszymi atakami. Nie mam pojęcia, jak to wytłumaczyć.
- Ja też – przyznał Jace. – Ale nie możemy tego tak zostawić. Cały czas pojawiają się w jednym miejscu. Dlaczego po prostu tam nie wyjdziemy i ich nie załatwimy? – zapytał.
- Bo nie wiemy, na co mamy się szykować – burknął Alec, studząc tym jednym zdaniem cały jego zapał. – Nie możemy działać pochopnie, bo nie wiemy, co się wydarzy, kiedy będziemy w tym miejscu. Nie możemy postawić wszystkiego na jedną kartę, bo tym razem może się nie udać.
- Więc co mamy robić? – odparł blondyn. – Siedzieć bezczynnie?
- Na razie poczekajmy na rozwój wydarzeń – zaproponował czarnowłosy i spojrzał na siostrę, oczekując od niej potwierdzenia.
            Izzy jednak nie wiedziała, czy się z nim zgodzić, czy nie. Obserwowała to już od dłuższego czasu i zdobyła niewiele informacji.
- Skoro nie włączył się żaden alarm, to dlaczego zwróciłaś na to uwagę? – zaciekawił się Jace, również przypatrując się Isabelle. – Skąd wiedziałaś, żeby na to zerknąć?
            Dziewczyna wzruszyła ramionami. Nie chciała im mówić, ale miała świadomość tego, że żaden z jej braci by jej nie odpuścił.
- Miałam się dzisiaj spotkać z Simonem, ale odwołał to przed samą randką. Byłam zła i was szukałam, ale ty byłeś z Clary – powiedziała do Jace’a – a ty nie wiem, ale mogę podejrzewać, że Magnus też był gdzieś w pobliżu – wyznała, uśmiechając się delikatnie, widząc jego zakłopotanie. – Nie miałam ochoty na obecność kogoś innego, więc przyszłam tutaj. Chciałam posiedzieć trochę przy papierkach, ale zobaczyłam to, co działo się na ekranie i nie mogłam tego zignorować.
            Obaj panowie postanowili pominąć fakt niedoszłej randki, bo wiedzieli, że Izzy nie lubiła rozmawiać o takich sprawach. Alec nie dziwił się temu, że dziewczyna była zła za to, że Simon ją wystawił, ale chyba wyszło jej to na dobre. Bez tego mogliby dalej nie mieć pojęcia o tym, co się działo. Może i nie wiedzieli dokładnie, o co chodziło, ale przynajmniej mieli świadomość tego, że coś było nie tak.
- Na coś się jednak ten twój chłoptaś przydał – mruknął cichutko Jace, na którego dziewczyna od razu naskoczyła.
- Ciekawe na co?! – uderzyła go w ramię. – Chcesz powiedzieć, że to dobrze, że postanowił sobie mnie olać?
- Wyluzuj – poprosił ją, nie mając pojęcia, że zareaguje tak gwałtownie. – Chodziło mi o to, że gdyby nie on, to dalej byśmy nie zdawali sobie z tego sprawy. Dobra robota – pochwalił ją, chcąc chociaż odrobinę ją udobruchać.
- Wiem – burknęła pod nosem i obróciła się do Aleca. – Zauważyłam też, że za każdym razem sygnał jest silniejszy i trwa dłużej niż poprzedni. Masz jakiś pomysł?
- Nie  – wyznał czarnowłosy i pokręcił głową. – Trzeba to dalej obserwować.
- Po co to obserwować, skoro to nie daje nic nowego? – oburzył się Jace. On najchętniej sam by się tym zajął i to najlepiej od razu. – Powiedz o tym Magnusowi. Może on coś zdziała – zaproponował.
- Magnus? – usłyszeli głos, którego tak bardzo nie chcieli teraz słyszeć. Ich matka weszła do pomieszczenia i od razu podeszła do tablicy, wokół której stali. – Magnus Bane? Dlaczego Alec ma mu o czymś mówić? No i nie wiedziałam, że jesteście na „ty” z tym czarownikiem – zauważyła.
- No przecież to Alec – zaczął blondyn i dopiero po chwili zorientował się, co właśnie powiedział. Chciał jeszcze dodać, że Magnus dla niego zrobiłby wszystko, ale w porę ugryzł się w język. Jeszcze tego brakowało, by rozpętała się teraz dyskusja dotycząca jego brata i jego faceta. – Znaczy… Siedzimy z nim przy posiłkach i czasem jakaś rozmowa sama się nawinie. Może Magnus by na to coś poradził – zmienił temat, bojąc się spojrzeć na Aleca.
            Chłopak z kolei stał jak wrośnięty w ziemię i piorunował Jace’a wzrokiem. Obawiał się, że ten może powiedzieć o jedno słowo za dużo, a wtedy ich matka na pewno by już nie odpuściła. Teraz na szczęście tylko pokręciła głową, ze zdziwieniem przypatrując się swoim dzieciom, ale nic nie dodała. Jej wzrok przykuły obrazy wyświetlane przez jej  córkę. Od razu się tym zaciekawiła, zostawiając póki co temat Magnusa.
- Co to takiego? – zapytała, na co jej córka pospieszyła z odpowiedzią. Wyjaśniła jej to wszystko tak jak wcześniej swoim braciom i teraz czekała na jej reakcję. – Dlaczego nie przyszliście po mnie, żeby mi to pokazać?
            Tak. Tego się można było po niej spodziewać. Maryse jak zwykle musiała wiedzieć wszystko o tym, co działo się w Instytucie. Nie mogło być inaczej, jeżeli nikt nie chciał narazić się na jej gniew. Kiedy była zła, potrafiła przestraszyć niejedną osobę.
- Właśnie mieliśmy iść – odparł szybko Jace, który z całej trójki najlepiej kłamał. – Chociaż jestem pewien, że będziesz tego samego zdania co ja – dodał po chwili, uśmiechając się do niej zachęcająco.
- Myślę, że nie można tego zostawiać. Sytuacja może się poszerzyć. Na szczęście dzięki treningom w Instytucie znajduje się teraz wielu wyszkolonych i pełnoletnich – tutaj spojrzała znacząco na blondyna – Nocnych Łowców, przez co w razie kłopotów nie będzie problemów z obroną. Zaraz pójdę po kogoś odpowiedniego do tego zadania. Po kogoś, kto będzie umiał się tym zająć. Być może ktoś z zebranych był już w podobnej sytuacji. Albo nas system szwankuje…
- Albo dzieje się coś niedobrego – dokończył za nią jej najstarszy syn i pokiwał głową.
            Też był zdania, że nie powinni się tym sami zajmować, bo nigdy się z takim czymś nie spotkali. Szczerze mówiąc, nie wiedzieli co robić, a on nie chciał iść na misję bez żadnego przygotowania.
- Właśnie – potwierdziła kobieta i ruszyła do wyjścia. – Zaraz wracam, a wy najlepiej już nic nie ruszajcie – poleciła i rzeczywiście wyszła z pomieszczenia.

***

- Witam – przywitał się Magnus, siadając na swoim stałym miejscu. Tak się zagłębił w swojej pracy, że nie zauważył nawet, iż nadeszła już pora obiadu, więc wszedł do jadalni, kiedy większość mieszkańców Instytutu była już w środku. – Wiecie może, dlaczego nie mogę znaleźć dzisiaj nigdzie waszej matki? – zapytał z uśmiechem, sięgając szybko po przysmaki Rozejrzał się po twarzach trójki towarzyszących mu osób i mina mu nieco zrzedła. – Coś nie tak?
- Nic poza tym, że Jace to idiota – odpowiedział mu jego chłopak, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem.
            Magnus już chciał zapytać, co się stało, ale nie zdążył tego zrobić, bo pierwszy odezwał się Nocny Łowca.
- To nie moja… - zaczął z oburzeniem blondyn, ale Alec zaraz wszedł mu w słowo.
- Nie twoja wina, że masz za długi jęzor? – odburknął mu jego brat.
- Ktoś mi powie, co takiego zrobił Jace? – zapytał Magnus i rozejrzał się dookoła. Jednak ani blondyn ani jego brat nie spieszyli się z wyjaśnieniami, więc czarownik utkwił swoje spojrzenie w jedynej dziewczynie w ich okolicy. – Izzy, moja najsłodsza?
- Prawie powiedział przy mamie, że jesteś chłopakiem Aleca – wyznała, posyłając Jace’owi przepraszające spojrzenie.
            Nie chciała tego mówić, ale zrobiła to, bo najwyraźniej żaden z jej braci nie kwapił się do tego, by odpowiedzieć na pytanie Bane’a. Nie do końca rozumiała złość swojego starszego brata, bo przecież ich matka najprawdopodobniej niczego się nie domyśliła. Gdyby było inaczej, na pewno nie omieszkałaby zacząć ich o to wypytywać. Nie ma co robić z igły widły. Stało się i już. Na szczęście to nic poważnego.
- Naprawdę? – zdziwił się Magnus, nie dodając nic więcej.
            W zasadzie to… co by się stało, gdyby jego matka się o wszystkim dowiedziała? Przecież by go nie wydziedziczyła ani nic z tych rzeczy. Alec był już pełnoletni i mógł robić, co chciał. Poza tym był za dobrym Nocnym Łowcą, by ktokolwiek chciał się go pozbywać.
- Naprawdę – odpowiedział czarnowłosy, nieświadom rozmyślań swojego chłopaka. – Nie wiem jak… - zaczął, ale tym razem to jemu przerwano.
- A czy byłoby to czymś strasznym? – zapytał Bane, zerkając na Aleca.
            Lightwood otworzył usta, ale zaraz je zamknął. Chciał coś powiedzieć, ale zupełnie wyleciało mu to z głowy.
- Już sam nie wiem – przyznał bardzo cicho, ale zaraz dodał drwiąco: - Jak to sobie wyobrażasz?
            Czarownik prychnął cicho pod nosem, zaskoczony tonem Aleca. Nie wiedział, że dla niego to wszystko było takim problemem. Poza tym nie lubił, kiedy ten na niego warczał i nie miał zamiaru mu na to pozwalać.
- Nie rozumiem twojego zachowania – odparł, nawet na niego nie zerkając. Patrzył wprost przed siebie, co równało się temu, że wzrok wbijał w siostrę Lightwood’a. Uśmiechnął się do niej przepraszająco, żałując jednocześnie, że musi być świadkiem ich wymiany zdań. – Tylko zapytałem. Nie mówię, że zaraz do niej pobiegnę i o wszystkim powiem. Uspokój się – dodał, kładąc na ułamek sekundy dłoń na jego udzie i ściskając pokrzepiająco. – Jak z tego wybrnęliście? – zwrócił się tym razem do dziewczyny i blondyna, mając jak na razie dość rozmów z Aleciem.
- Jace rzucił coś o tym, że czasem z tobą gadamy, bo siedzisz z nami przy stole i zmienił temat, co chyba podziałało korzystnie – wyznała Izzy. – To naprawdę nie było nic wielkiego – dodała, żeby udobruchać zarówno Magnusa jak i swojego brata. – Po prostu coś napomknął, jak to zawsze Jace, ale udało nam się ominąć tłumaczenia. Alec jak zwykle dramatyzuje.
- Bo się obawiam, że to kiedyś wyjdzie na jaw. Nie wiem, jak rodzice zareagują – przyznał szczerze, bawiąc się jedzeniem. Stracił apetyt.
- To już dawno wyszło na jaw, słońce – odparł mu Magnus, patrząc mu w oczy. Lightwood zarumienił się na jego słowa, bo nie przypominał sobie, by jego chłopak określał go tym mianem przy jego rodzeństwie kiedykolwiek wcześniej. – Prawie wszyscy w tym pomieszczeniu o tym wiedzą i jakoś jeszcze nie umarłeś z tego powodu, a świat się nie zawalił.
- To co innego – mruknął czarnowłosy, zmieniając ton głosu na łagodniejszy.
            Nie wiedział, czym się tak przejmował. Miał wokół siebie same przyjaźnie nastawione osoby. Nie spotkał się do tej pory z jakimiś nadmiernymi negatywnymi zachowaniami ze strony innych, więc czego się bał? Odrzucenia?
- Wątpię – odpowiedział mu Bane i wyciągnął telefon, bo poczuł, że dostał wiadomość.
            Chwilę wcześniej pisał z Cate i ta teraz pytała, czy wszystko u niego w porządku. Celowo uniósł urządzenie wyżej, tak, by Lightwood również widział to, co jej odpisuje. „Tak, w porządku. Poza tym, że mój cudowny Alec na mnie warczy. A nic nie zrobiłem!”
- Nie warczę – mruknął Nocny Łowca, mając ochotę oprzeć się o jego ramię.
            Już dawno temu zauważył, że przy czarowniku jego zły humor szybko ustępował, a sam czarnowłosy stawał się potulniejszy i łagodniejszy w obyciu. Nie podobało mu się to, ale jeśli miało być tak tylko przy czarowniku, to mógł do tego przywyknąć.
- Raz warknąłeś – przypomniał mu Bane, który nie zdawał sobie sprawy z wniosków, do jakich ten doszedł. Zaśmiał się, kiedy otrzymał odpowiedź i pokazał ją chłopakowi. „Siedzi obok ciebie i to czyta, prawda?”, głosiła. – Jak ona mnie dobrze zna – zachichotał i schował telefon z powrotem do kieszeni, uprzednio wystukując potwierdzenie. – Dlaczego poruszyliście mój temat? – zaciekawił się Magnus, powracając do przerwanego tematu. – Bo pewnie nie bez powodu, prawda?
- Izzy zauważyła coś ciekawego w programie monitorującym obecność demonów. Jace zaproponował, żeby ci to pokazać – wyjaśnił prosto Alec.
- Co to takiego? – chciał wiedzieć, kierując swoje pytanie do dziewczyny. Ta po raz kolejny dzisiejszego popołudnia musiała mówić to samo, ale dzięki temu tym razem poszło jej to szybko i sprawnie. Już chyba miała wprawę. – Ciekawe – mruknął Bane pod nosem, zastanawiając się nad tym przez chwilę. – Mógłbym to później zobaczyć?
- Nie masz swoich spraw na głowie? – chciał się upewnić Alec, na co ten pokiwał głową, dodając, że nic się nie stanie, jeśli poświęci chwilę na coś innego. – To ekstra, że chcesz nam pomóc, ale Maryse Lightwood ma chyba wobec ciebie inne plany – przyznał czarnowłosy. – Powiedziała, że poprosi o to osoby, które się bardziej na tym znają i nas od tego odsunęła.
- Jakoś nie słyszę w twoim głosie, żeby ten pomysł przypadł ci do gustu – stwierdził czarownik, uśmiechając się delikatnie.
            Właśnie to uwielbiał w swoim chłopaku. Jego zdecydowanie i chęć do działania. Może i był inny od Jace’a, który był zawsze skory do walki, ale to mu nie przeszkadzało. Alec również był wojownikiem i według Magnusa był wiele lepszy od swojego brata. Walczył stawiając bardziej na taktykę i precyzję niż na siłę, co ich obu od siebie wyróżniało.
- Może i nie chciałbym biec na to miejsce, by się od razu z nimi rozprawić, ale chciałbym się temu lepiej przyjrzeć – przyznał szczerze, potwierdzając to, o czym myślał sekundę temu czarownik.
- A ty czemu szukałeś Maryse? – zaciekawił się Jace, który dzisiaj wyjątkowo rzadko zabierał głos.
            Alec był mu za to pytanie odrobinę wdzięczny, bo sam również chciał to wiedzieć. Czy było to związane z tym, co ostatnio udało mu się usłyszeć?
- Obiecała mi randkę. Musimy dogadać szczegóły – odpowiedział żartobliwym tonem i zaraz poczuł delikatnie kopnięcie w kostkę. – Auć! – powiedział do swojego chłopaka, robiąc wielkie oczy, chociaż tak naprawdę nie poczuł bólu. – Nie bądź zazdrosny, Alec – zaśmiał się pod nosem. Nadal oczywiście żartował, bo przecież każdy wiedział, że z ich dwójki to on był większym zazdrośnikiem. Pokazał mu język, kiedy chłopak skomentował jego słowa cichym prychnięciem i odpowiedział raz jeszcze na pytanie blondyna. – Mam do niej sprawę. Muszę o coś wypytać – wyjaśnił, nie patrząc już na czarnowłosego.
- O co takiego? – dopytał siedzący obok niego Nocny Łowca, kładąc mu dłoń na udzie i masując delikatnie.
            Bane był zaskoczony tym gestem i nawet pozwolił sobie na chwilę spuścić wzrok na swoją nogę. Trwało to jednak tylko chwilę, bo zaraz powrócił do tonięcia w oczach Aleca. Zobaczył w nich nieskrywaną ciekawość i coś jeszcze, czego nie mógł nazwać. Uśmiechnął się do niego prowokująco, zastanawiając się jednocześnie, co chłopak mógłby jeszcze zrobić, jeśli zamiast w jadalni byliby teraz w jego gabinecie. Dlaczego zależało mu na poznaniu odpowiedzi?
- Alec? – zagadnęła go jego siostra. – Przestań, cokolwiek robisz – mruknęła pod nosem. – Zaraz się na niego rzucisz – dodała rozbawionym tonem.
            Doskonale wyczuwała atmosferę, jaka się budowała między tą dwójką i widziała, jak na siebie patrzyli. Nie chciała nawet podejrzewać, co by się stało, gdyby po jej słowach Magnus nie odwrócił wzroku, a Alec nie odsunął od niego, zwiększając dystans między nimi. Jej brat miał odrobinę bardziej zaróżowione policzki i najwyraźniej nie zdawał sobie do końca sprawy z tego, co się przed chwilą działo. Chyba się zapomnieli.
- No ładnie – zaśmiał się Jace i zagwizdał pod nosem. – Jeszcze trochę a byście sobie porozrabiali. Nie mam nic przeciwko, jeśli nie muszę na to patrzeć – przyznał szczerze. – Miło byłoby również, gdybyście to robili w bardziej ustronnym miejscu – dodał półżartem półserio. – Teraz może nikt nie zwrócił na was uwagi, ale następnym razem może być inaczej – zauważył bystrze i wstał od stołu.
            Jego śladem ruszyła również jego siostra i po chwili oboje wyszli z pomieszczenia, zostawiając dwójkę samą. Alec rozejrzał się dookoła i stwierdził, że w jadalni zostało już tylko niewiele osób, ale sam nie miał jeszcze ochoty wychodzić.
- Trochę się zapędziliśmy – przyznał szczerze Lightwood, kiedy był pewny, że nikt inny poza Magnusem go nie słyszy. – Wybacz, mogłem nie zaczynać. Nie jesteśmy sami.
- Do niczego nie doszło – przypomniał mu Bane, posyłając mu piękny uśmiech.
            Alec pokiwał żywo głową, zgadzając się z nim w ten sposób.
- Chyba nie powinienem być zły na Jace’a za to jego gadulstwo, podczas gdy sam mało co przed chwilą cię nie pocałowałem – dodał, patrząc przed siebie.
- Nie miałbym nic przeciwko, gdyby tak się stało. Wiesz o tym i znasz moje zdanie, Alec – odparł, również odsuwając od siebie talerz. On z kolei zjadł znacznie więcej niż jego chłopak. – Nie dziwię ci się, że jesteś rozgniewany na swojego parabatai, bo to czy twoja matka będzie wiedziała, czy nie zależy tylko i wyłącznie od ciebie. Chociaż czy byłoby źle, gdyby dowiedziała się tak przypadkowo? Nie chcesz mnie przecież oficjalnie przedstawiać, prawda? – zaśmiał się, ale Alec i tak wyczuł w jego głosie smutek.
            Szczerze mówiąc, Nocny Łowca nie zastanawiał się, jak z tym wszystkim czuje się czarownik. Przecież to dotyczyło ich obojga. Może i decyzja o powiedzeniu prawdy należała do niego, ale było to związane z Magnusem, czy by tego chciał, czy nie. A bardzo chciał.
- Nie mógłbym sobie tego nawet wyobrazić – przyznał szczerze, posyłając mężczyźnie pokrzepiający uśmiech, po czym westchnął głęboko. – Tęsknię za naszymi wspólnymi nocami. Znowu zaczynasz przychodzić coraz później i jestem w stanie cię zauważyć dopiero rano – pożalił się. – Ostatnio obiecałeś mi, że wyrwiesz się wcześniej – przypomniał mu i rzucił znaczące spojrzenie.
- Nie dałem rady – wyznał szczerze. – I też za tym tęsknię. Za tym jak mruczałeś, kiedy cię całowałem i kiedy… - szeptał, widząc rozmarzony uśmiech swojego chłopaka.
- To nie jest odpowiednie miejsce na takie rozmowy – zganił go Nocny Łowca, wracając do rzeczywistości.
- Ty zacząłeś, piękny – wytknął mu z uśmiechem. – I dlaczego nie? Miejsce jak każde inne – przyznał i rozejrzał się dookoła. Może i osób było niewiele, ale liczył się fakt, że w ogóle były obecne. – Może towarzystwo niesprzyjające temu, co chciałbym zrobić, ale… - urwał, przenosząc na niego swoje spojrzenie.
- Wolałbym nie mieć żadnego towarzystwa – wyznał Lightwood, siadając bliżej niego. Nie mógł się powstrzymać, żeby się przysunąć. Tak bardzo go chciał. – Zarówno teraz jak i w przyszłości. Zapamiętaj to – zażądał, nawet nie komentując określenia, jakim uraczył go czarownik. Powoli się przyzwyczajał do tych wszystkich komplementów, a przynajmniej się starał. – Więc może się gdzieś przeniesiemy? – dopytał, posyłając mu gorące spojrzenie.
            Bane sam nie wiedział, co odpowiedzieć. Chciał skorzystać z jego propozycji, ale zdawał sobie sprawę z tego, że zaraz po obiedzie miał wrócić do gabinetu. Poza tym Alec miał przecież za niedługo popołudniowy trening, o którym najwyraźniej zapomniał, bo kiedy ten mu o tym powiedział, zrobił kwaśną minę.
- Okoliczności nam nie sprzyjają – burknął niezadowolony czarownik i wstał od stołu, chcąc zakończyć tę rozmowę w jakimś ustronniejszym miejscu.
            Pociągnął więc za sobą Aleca, ale zaraz puścił jego dłoń, by mogli swobodnie iść nieodprowadzani wzrokiem przez kogokolwiek. Zdążyli wyjść na korytarz i dopiero wtedy Lightwood się odezwał, przerywając tym samym ciszę. Poza nimi nie było nikogo, kto mógłby ją zmącić.
- Jasne, zawsze mi pozostaje ręka – odparł Nocny Łowca i sam zastanowił się nad tym i dlaczego to powiedział. To było do niego tak niepodobne, że cicho się zaśmiał, a Bane mu zaraz zawtórował. – To było dziwne – przyznał i włożył dłonie do kieszeni spodni.
- Odrobinkę – zgodził się z nim czarownik. – Ale jakie gorące. Teraz nie będę mógł myśleć o niczym innym niż o tobie i twoim… - zaczął, ale nie zdążył dodać nic więcej, bo Alec zamknął jego usta pocałunkiem.
            Przysunęli się bliżej ściany, a Bane objął jego szyję, jeszcze bardziej się do niego zbliżając. Przytulił się do niego całą długością ciała i uśmiechnął się szeroko, oddając pocałunek.
- Nie będziesz o niczym myślał. Masz skupić się na pracy i szybko do mnie wracać – powiedział Lightwood pewnym siebie głosem.
- Ale jak to, Alec? Tak się nie da. Już teraz wyobrażam sobie ciebie z ręką w…
- Magnus! – oburzył się młodszy, ponownie go całując. Jego policzki pokryły się ogromnymi wypiekami, które bardziej rozbawiły czarownika i sprawiały, że chciał więcej. – Nie mów takich rzeczy! – poprosił, rozglądając się dookoła, by sprawdzić, czy aby na pewno wciąż są sami. – Nie będę nic robił.
- Nie? – dopytał się Bane.
- Nie – powtórzył twardo i spojrzał w jego oczy. – Poczekam na ciebie – dodał, a Magnus aż sapnął, kiedy to usłyszał.
            Widok jego chłopaka w tym momencie i jego słowa działały pobudzająco na czarownika. Bane nie mógł się powstrzymać i otarł się o Aleca, wyrywając z jego ust jęk, który został zaraz zagłuszony przez jego usta. Przez chwilę nie pozwolił, by ten coś mówił, całując go mocno i z precyzją.
- To mi w niczym nie pomaga – pożalił się Magnus, kiedy się nareszcie od niego oderwał – i tylko sprawia, że moja wyobraźnia coraz bardziej się nakręca. Nie wiem, czy wytrzymam, Alec – westchnął i szepnął mu do ucha, całując w szyję.
            Lightwood już miał mu odpowiedzieć, kiedy usłyszeli czyjeś kroki.
- Nie teraz – jęknął Nocny Łowca i obejrzał się w tamtą stronę.
            Po chwili na końcu korytarza mógł zobaczyć jakiś dwóch chłopaków, którzy na szczęście ich jeszcze nie zauważyli. Pocałował Magnusa po raz ostatni i wyplątał się z jego ramion, odsuwając na bezpieczną odległość.
- Skończymy kiedy indziej – obiecał starszemu i pociągnął go do przodu, tak aby wyglądało, że cały czas po prostu grzecznie sobie szli.
- Nienawidzę tego, że nie możemy skończyć teraz – odpowiedział mu Bane i zerknął na jego profil. – Cały czas się tu ktoś kręci.
- To Instytut – wzruszył ramionami Alec. – Tu wiecznie będzie się ktoś kręcił.
- Będziemy się musieli przenieść do mnie – stwierdził Magnus, składając mu tym samym niemą propozycję.
- Czyżbyś coś sugerował? – zapytał Lightwood, unosząc brwi.
- Być może – odparł czarownik i bez słowa skręcił w stronę swojego gabinetu.
            Alec na moment przystanął, zastanawiając się nad jego słowami. Patrzył za oddalającym się Magnusem i wyobraził sobie, jakby to było, gdyby rzeczywiście mieszkali razem z dala od wścibskich oczu innych osób. Wtedy mogliby robić to, co im się tylko podobało. Potrząsnął głową, chcąc wyrzucić to z głowy. To nie czas ani miejsce na takie przemyślenia. Ruszył więc szybko w drugą stronę, by zapobiec w ten sposób temu, by pójść za Banem. Odbiją to sobie wieczorem.

20 komentarzy:

  1. Świetne!! Tak!! Tak!! TAK!! Czekam również na Aarona i Jasona bo pokochałam ten ship i jestem również ciekawa co się dzieje w ich zwiazku :D Czekam z niecierpilowścią na następny wspaniały rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Tak! Tak! Jakże mi miło, kiedy czytam twój komentarz. Aaron i Jason już niedługo.
      Dziękuję bardzo i przesyłam buziole! :* :))

      Usuń
  2. Ja jednak wole maleca ❤❤ Moi kochani .. Ciekawe kiedy Maryse się dowie o ich związku.Interesująco by było gdyby przyłapała ich w jednoznacznej sytuacji 😂😂 Kocham twoje dzieła ,aż niemoge wytrzymać tygodnia 😢 Powodzenia w dalszym pisaniu 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze! Nasz kochany Malec <3
      Już niedługo się dowie. Jeszcze tylko trochę... Dziękuję bardzo i zapraszam do czytania :*

      Usuń
  3. „Jasne, zawsze mi pozostaje ręka"- hahah padłam :D Nie spodziewałam się tego po Alecu :D Rozdział bardzo fajny, szybko i fajnie mi się go czytało, trochę chyba za szybko, bo patrze a tutaj już koniec i trzeba czekać kolejny tydzień., ale trudno jakoś doczekam :P to będzie ostatni rozdział w roku szkolnym. No to Weny jak zawsze i więcej takich śmiesznych tekstów ;). Do nexta !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój koniec roku już był jakiś czas temu, także tego... :D
      Dzisiaj już następny i zapraszam do czytania :))
      Dziękuję bardzo :*

      Usuń
    2. Dobrze ze trafilam.jak jest 79 rozdzialow.nie musze czekac:) a i tak sobie dozuje bo.nie chce skonczyc, chyba jak skoncze to jeszcze raz zaczne. Haha

      Usuń
  4. O mój Razjelu! Uwielbienie moje dla twojej twórczości osiągnęło szczyt! MalecLoveLove ! <3 czekam na moją drugą ulubioną parę Aarona i Jasona! ;) ciekawe co u nich? ;) pod ostatnim rozdziałem rozważałam kilka opcji ;)
    Pozdrawiam i weny życzę ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej nie wiem czy mi się wydaje, czy widzę nowe zakładki?
      "Spis rozdziałów" i "Bonusy" :D
      A tak wgl wydaje mi się, że gdyby Maryse ich nakryła... to pomimo faktu, ze Alec jest nieśmiały, to powie jej wszystko - podniesiona wysoko głowa i śmiertelna powaga na twarzy ;) a to wszystko powiedziane na jednym wydechu ;p
      Wybacz... te moje rozkminy ;*

      Usuń
    2. Już nie możesz go bardziej uwielbiać? Chociaż odrobinkę? *robi maślane oczka*
      Wiem, wiem. Wszystko czytam i staram się komentować ;)
      Tak. Są nowe zakładki.
      Czy Alec zachowa się honorowo?
      Wybaczam i ściskam mocno. Proszę też o wyrozumiałość dla mojej wypowiedzi. Mam nadzieję, że wiesz, co czego dotyczy :*

      Usuń
    3. Jasne, że wiem ;* jestem bardzo wyrozumiała ;D

      Usuń
  5. Cudny rozdział!
    Malec forever ❤
    Ale co z Jasonem? :( Mam nadzieje ze niedługo wróci do akcji.
    Weny życzę i pisz dalej, bo świetnie ci to wychodzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo dowiesz się, co z Jasonem. Na razie zapraszam na nowy rozdział :))
      Piszę cały czas i przyznaję, że po zakończeniu tego opowiadania można się będzie spodziewać kolejnego.
      Malec <3
      Dziękuję i przesyłam buziaki :*

      Usuń
  6. OMG OMG OMG! Super!! Właśnie się tak teraz zastanawiam jak Maryse się dowie o ich związku? Raczej Alec jest zbyt nieśmiały, aby powiedzieć jej to prosto w oczy. #choreteorie :D Mega rozdział, oby takich więcej ^^
    WENYY! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maryse się dowie... Dowie się. Tyle możesz wiedzieć.
      Dziękuję bardzo :*
      #lubięchoreteorie

      Usuń
  7. Zakochałam się w tym opowiadaniu! Dostałam ataku, kiedy zobaczyłam, że dodałaś nowy rozdział XD Jestem wielką fanką sposóbu twojego pisania i wyobraźni, zwłaszcza tej "niestosownej" ;) :D Mam nadzieje, że jak najszybciej napiszesz kolejny rozdział! Życzę duży napływ weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podoba. Kolejny też już jest, także zapraszam :))
      Dziękuję :*

      Usuń
  8. Zakochałam się w tym opowiadaniu! Dostałam ataku, kiedy zobaczyłam, że dodałaś nowy rozdział XD Jestem wielką fanką sposóbu twojego pisania i wyobraźni, zwłaszcza tej "niestosownej" ;) :D Mam nadzieje, że jak najszybciej napiszesz kolejny rozdział! Życzę duży napływ weny :)

    OdpowiedzUsuń