wtorek, 19 lipca 2016

ROZDZIAŁ LXXII

Magnus był przerażony, ale póki co jakoś się trzymał. Najgorsze było to, że wszystko działo się tak szybko. Zdecydowanie za szybko. Alec właśnie został przeniesiony na specjalną salę, która znajdowała się bardzo blisko tej, na której sam obudził się jakiś czas temu. Drzwi zostały oczywiście zatrzaśnięte zarówno przed nim jak i przed rodzeństwem chłopaka. Jedynie Maryse była w środku wraz z kilkoma trenerami i tylko Razjel wiedział z kim jeszcze. Robert nie przejął się na tyle, by przerwać walkę i wrócić z synem. Magnus wolał w to nie wnikać, bo przecież jako tako znał Nocnych i miał świadomość tego, że nie byli zbyt wylewni. I tak wielkim zaskoczeniem było dla niego to, że matka Aleca doskoczyła do chłopaka zaraz po nim. Podejrzewał, że przejmie się tym dopiero, gdy skończą walczyć, ale było inaczej. Najwyraźniej źle ją ocenił i bardziej jej zależało na synu niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
– Usiądź – mruknęła Izzy, kierując swoje słowa najpewniej do czarownika, bo sama ze swoim bratem już siedziała.
Magnus jednak nie miał ochoty spełniać jej prośby. Wiedział, że nie był teraz w stanie usiedzieć spokojnie i cierpliwie poczekać, aż ktoś łaskawie raczy ich o czymś poinformować. Posłał jej słaby uśmiech i pokręcił przecząco głową. Zdecydowanie bardziej wolał krążyć wzdłuż ściany i zastanawiać się, co by się stało, gdyby nagle wtargnął do środka, co też teraz robił. Nie miał pewności, jak osoby się tam znajdujące by zareagowały, dlatego na razie nie ryzykował, ale obiecał sobie w duchu, że jeżeli ta sytuacja nie zmieni się w ciągu półgodziny, zrobi to, co ma ochotę zrobić.
– To, że będziesz tak łaził, niczego nie zmieni – wtrącił Jace, który zaraz został zmrożony spojrzeniem starszego.
– To, że usiądę też raczej w niczym nie pomoże – warknął Bane i przystanął na moment. Nie był pewien, ile czasu już to wszystko trwało, ale miał wrażenie, że przynajmniej wieczność. – Co oni tam robią? – zapytał, kierując te słowa bardziej do siebie niż do towarzyszących mu osób.
Mimo to Izzy postanowiła mu odpowiedzieć. Podeszła nawet do niego i położyła mu dłoń na ramieniu. Widziała reakcję Magnusa i w pełni to rozumiała. Bardzo wyraźnie można teraz było zobaczyć, jak bardzo mu zależy na jej bracie.
– Na pewno nie grają w rzutki – rzuciła sarkastycznie, ale zaraz spoważniała. – Wszystkim zależy na tym, by Alec nie ucierpiał jeszcze bardziej. Jestem pewna, że każdy, kto się tam znajduje – wskazała na drzwi, za którymi działy się rzeczy, o których nie mieli pojęcia – w tym momencie dokłada wszelkich starań, żeby tak właśnie było. Poza tym Alec jest silny i da sobie radę. Jego organizm przetrwa wszystko, a w razie co z pewnością będzie walczył – zapewniła go.
Ostatnie zdanie nie zabrzmiało w uszach czarownika zbyt pozytywnie, dlatego lekko się skrzywił, ale też skinął głową na znak, że ta ma rację. Dziewczyna posłała mu ciepły uśmiech i z powrotem usiadła na swoim miejscu.
Sytuacja nie powtarzała się przez przynajmniej dwadzieścia minut i Magnus już zaczynał mieć ataki paniki, nie wiedząc, ile jeszcze będzie w stanie wytrzymać w tej niewiedzy. Powoli zaczynał wychodzić z siebie, robiąc kolejne kilometry przed drzwiami sali, które nagle się otworzyły. Cała trójka automatycznie spojrzała w tamtym kierunku, a Bane nareszcie przystanął, czekając na jakiś ruch ze strony osoby, która najwyraźniej postanowiła ich o czymś poinformować.
– Izzy, przyprowadź mi tutaj proszę... – zaczęła Maryse, zwracając się do swojej córki, która siedziała dokładnie naprzeciwko niej. To do niej się zwróciła, bo to ją pierwszą zauważyła. Zaraz jednak rozejrzała się po korytarzu, a jej wzrok padł na czarownika, którego jeszcze chwilę temu chciała wzywać. Uniosła do góry brwi, wyrażając w ten sposób swoje zdziwienie. Nie miała jednak czasu, by się teraz zastanawiać ani wypytywać Magnusa o powody jego zachowania i po prostu zrobiła to, po co tutaj wyszła. – Magnusie – odwróciła się do niego całkowicie, nie przejmując się już obecnością swoich dzieci. – Obawiam się, że twoja pomoc będzie niezbędna – wyznała, jakoś teraz nawet nie myśląc o tym, że może być też kosztowna.
Magnus pokiwał głową i poszedł, by stanąć bliżej niej. Na jego twarz powróciła wcześniejsza maska opanowania, a sam czarownik starał się bardziej kontrolować. Nie lubił się odsłaniać przed innymi, a już szczególnie przed tą kobietą.
– Oczywiście – odpowiedział i sam się zdziwił, że jego głos zabrzmiał tak spokojnie.
Kobieta powtórzyła jego poprzedni gest i wskazała ręką na drzwi, mając pewnie na myśli, by ruszył za nią. Mężczyzna nie musiał się dwa razy zastanawiać. Teraz zrobiłby dla Aleca wszystko. Ignorował tępy ból głowy, jaki dopadł go jakiś czas temu, obiecując sobie, że po tym wszystkim będzie musiał nieźle odpocząć. Kroczył za matką Aleca, ale myślami był już za drzwiami, za jakimi miał się znaleźć za kilka sekund. Nic nie mógł poradzić na to, że widok Nocnego Łowcy zwijającego się z bólu na tyle wyrył mu się w pamięci, że teraz nie mógł o tym zapomnieć. Ściągnął po drodze płaszcz, który przed samym progiem wcisnął w ręce Izzy, będąc pewien tego, że w środku mu się na nic nie przyda. Rękawy koszuli podwinął za to do łokci, mając nadzieję, że w ten sposób nie będą mu zanadto przeszkadzać. Przejechał jeszcze dłonią po włosach, próbując coś z nimi zrobić, ale chyba się nie dało. Już i tak były za bardzo zmierzwione od ciągłego poprawiania. To był naprawdę nerwowy wieczór, a wiedział, że to jeszcze nie koniec.
– Co z nim, mamo? – zabrała głos Isabelle, stając im na drodze i uniemożliwiając zniknięcie w środku.
Bane doskonale ją rozumiał. Może i nie powinna zagradzać im wejścia, ale sam by pewnie postąpił podobnie. Nie miało już dla niego znaczenia to, czy Maryse o nich wiedziała, czy nie. Wiedział, że nie dałby rady wytrzymać kolejnego okresu czasu bez jakichkolwiek informacji i Izzy miała prawdopodobnie tak samo. W końcu była siostrą Aleca.
– Nie teraz, Izzy – zbyła ją, machając dodatkowo dłonią. – Jeszcze nic nie wiemy – przyznała szczerze i odczekała chwilę, by dziewczyna odeszła na bok.
Izzy niechętnie bo niechętnie, ale w końcu skapitulowała i spełniła jej prośbę. Spojrzała jednak na stojącego za nią Magnusa ze smutną miną. Zdawała sobie sprawę z tego, że pewnie jeszcze tu sobie z Jacem posiedzą.
– Będzie dobrze – pocieszył ją, pochylając się i cmokając w czubek głowy. Wolał teraz nie patrzeć na Maryse, ale wiedział, że była zdziwiona relacjami, jakie miał z jej dziećmi. – Alec jest silny – dodał, po czym oboje się cicho zaśmiali, kiedy zdali sobie sprawę z tego, że jeszcze nie tak dawno temu to Izzy pocieszała go tymi właśnie słowami.
Isabelle czuła się teraz spokojniej. Wiedziała, że na niewiele zdałaby się jej obecność w pomieszczeniu, ale Magnus mógł coś zdziałać. Jemu tak samo zależało na szczęściu i zdrowiu Aleca jak jej samej, a może nawet i bardziej. To właśnie dlatego postanowiła już nie przedłużać i po prostu pogodzić się z tym, że nie we wszystkim może uczestniczyć.
– Dobrze, Izzy – zaczęła Maryse, chcąc przerwać im te czułości. Czuła się odrobinę zagubiona, ale nie zadawała pytań. Teraz nie było na to czasu. – Zapraszam, Magnusie – wskazała ręką na drzwi, po czym zwróciła się do swoich dzieci – a z wami porozmawiam sobie później – dodała już bardziej surowym tonem. – Jak mogliście zrobić coś tak niepoważnego? I to bez mojej wiedzy?! – zagrzmiała.
Ani Isabelle ani Jace nie mieli pojęcia, co powiedzieć. Czuli się źle z tym, że jej się sprzeciwili, a tym bardziej kiedy mieli przed oczami swojego brata. Teraz wiedzieli, że źle zrobili, a ich matka miała stuprocentową rację, kiedy zakazywała im pojawienie się na polanie.
– To nie tak – pierwszy zabrał głos Jace, ale Maryse szybko weszła mu w słowo.
– Powiedziałam "później", Jace – przypomniała mu i weszła do środka, nie zaszczycając ich nawet ostatnim spojrzeniem.
Magnus automatycznie ruszył za nią, nie chcąc już ani sekundy zwlekać. Zamknął za sobą drzwi, odgradzając tym samym siebie i rodzeństwo swojego chłopaka.
Izzy i Jace spojrzeli po sobie, nie wiedząc jak się zachować. Znali swoją matkę i wiedzieli, kiedy była wściekła, a teraz z pewnością taka była. Mieli świadomość tego, że jej zły humor wiązał się też w jakiejś mierze z nimi. Nie dość, że jej syn został ranny, to jeszcze oni nie zastosowali się do jej poleceń i zrobili to, co chcieli, a nie to co powinni zrobić. Teraz niestety nie mogli już nic zdziałać. Musieli poczekać aż to całe piekło zniknie i będą mogli w spokoju przyjąć swoje kary. W tym momencie wydawało im się to niczym, bo cały czas w głowach mieli swojego brata, który został zraniony przez jednego z najpotężniejszych demonów.
– Trzeba czekać – stwierdziła prosto Izzy, siadając z powrotem na swoim miejscu.
Kątem oka zauważyła, że blondyn zrobił to samo, ale żadne z nich się już nie odzywało. Nie widzieli w tym jakiegokolwiek sensu.
Magnus wszedł w głąb sali i przeraził się tym, co zobaczył. Jego chłopak leżał na jednym z idealnie wyścielonych łóżek i wił się, przypięty do niego pasami. Bane nie wiedział, jak zareagować na ten widok. W pierwszym odruchu chciał wyprzedzić Maryse i po prostu do niego podbiec, ale zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że nie zostałoby to dobrze przyjęte przez inne osoby tam się znajdujące. W końcu był profesjonalistą i nigdy nie powinien tracić animuszu. Dlatego więc powstrzymał swoje żądze i w miarę spokojnie doszedł do łóżka, przyglądając się wykrzywionej twarzy Nocnego Łowcy. Dopiero po tym odwrócił od niego wzrok, by rozejrzeć się po pomieszczeniu. Wyglądało zupełnie inaczej niż to, w którym się wcześniej obudził. Tutaj znajdowało się dużo więcej sprzętów i lamp, a cała sala była bardzo dobrze wyposażona zapewne w razie, gdyby runy nie działały i trzeba by podjąć inne środki, by uratować jakieś zagrożone życie. Magnus cały czas miał nadzieję, że dzisiaj nie będzie potrzebny żaden sprzęt, ale kiedy zerknął na Aleca, źle to widział. Chłopak był rozpalony, a czarownik wiedział to nawet bez sprawdzania temperatury jego ciała. Cały był pokryty kropelkami potu i przeraźliwie się krzywił. Niewątpliwie  cierpiał, na co Bane nie mógł patrzeć.
– Podaliśmy już podstawowe substancje i użyliśmy właściwych run, ale jego stan nie ulega zmianie – wyjaśniła Maryse, a jej głos brzmiał zupełnie inaczej niż dotychczas.
Bane rzucił na nią okiem i zauważył, że zdążyła porzucić już swoją maskę oschłej Nocnej Łowczyni. Pochylała się nad synem i szeptała coś pod nosem. Magnus wiedział, że chciałaby być najpewniej teraz sama i zadbać o to, by nikt nie widział tego  jak martwi się o kogoś innego, ale nie mógł na to pozwolić. Nie teraz.
– Tu są wszystkie wyniki i parametry, jakie udało nam się zmierzyć – odezwał się jakiś mężczyzna i ruchem ręki wskazał mu, by ten do niego podszedł.
Magnusowi to było trochę nie w smak, bo nie chciał w tym momencie oddalać się od łóżka, ale miał świadomość tego, że bez tego nie dowie się niczego konkretnego. Z bólem serca po raz ostatni spojrzał na Aleca, po czym zbliżył się do jednego z trenerów, biorąc od niego automatycznie kartę, która trzymał.
– Nie wygląda za dobrze – stwierdził po szybkim przejrzeniu wszystkich rubryczek.
– Alec też nie – burknął pod nosem mężczyzna, po czym od razu został zmrożony wzrokiem przez czarownika i Maryse, która wszystkiemu się przysłuchiwała, wycierając jednocześnie czoło syna mokrą ściereczką.
– A co mu podawaliście? – zapytał Bane rzeczowo pozbawionym emocji głosem, postanawiając nawet nie komentować jego wcześniejszego wtrącenia, bo nie było ani śmieszne, ani na miejscu.
Mężczyzna trochę się speszył wzrokiem i wyrachowaniem czarownika, bo odpowiedział szybko i precyzyjnie, podając dokładne dane i nie myśląc już nawet o tym, by dodawać coś od siebie.
– Dobra – kiwnął głową Magnus, oddając mu teczuszkę i ponownie podchodząc do łóżka. – Zobaczymy, co tu mamy – stwierdził, sięgając kurtki swojego chłopaka.
Nie zważając na spojrzenia innych i czując na sobie wzrok każdego człowieka znajdującego się w tym pomieszczeniu, zaczął powoli i ostrożnie zdejmować mu górne odzienie. Z kurtką nie było większych problemów, bo ta była zapinana na zamek błyskawiczny, a poza tym i tak była prawie cała zniszczona i w strzępach. Jedyną przeszkodą było to, że chłopak cały czas się wiercił, ale Bane nie miał mu tego za złe. Podejrzewał, jak ten musiał cierpieć i w pełni go rozumiał. Czarownik więc poczekał cierpliwie i dopiero po chwili ponownie podjął próbę ściągnięcia z niego czegokolwiek. Z koszulką było trochę gorzej, bowiem była ona w większości przemoczona przez krew Aleca i jakąś śliską substancję, należącą najpewniej do demona, który postanowił umilić chłopakowi dzisiejszy wieczór.
– Potrzebujesz czegoś? – zapytała cicho Maryse, kiedy zauważyła, że Magnus zaprzestał swoich czynów i po prostu wpatrywał się w mocno poharataną klatkę piersiową jej syna, która była w naprawdę opłakanym stanie.
– Ciepłej wody – odpowiedział po namyśle, ale nie zaszczycił jej swoim spojrzeniem.
Dalej wbijał wzrok w tors Nocnego Łowcy zastanawiając się, jak to możliwe, że w ułamek sekundy mogło dojść do czegoś takiego. Demon go zaledwie drasnął i naprawdę nie trwało to dłużej niż jakby ktoś miał powiedzieć "Lightwood", a tak bardzo zmieniło tego chłopaka.
Maryse podała czarownikowi to, o co prosił i stanęła z boku. Wolała być w pogotowiu, jakby miała się jeszcze na coś przydać. Nie była świadoma myśli, jakie dręczyły Bane'a, ale wiedziała, że ten nie zrobi krzywdy jej synowi. Nie miała pojęcia dlaczego, ale była pewna, że tak właśnie było. Magnusowi w jakiś sposób zależało na Alecu, co można było zauważyć obserwując jego poczynania. Traktował jej syna z wielką delikatnością.
Cała koszulka dosyć mocno kleiła się do ciała chłopaka. Bane najpierw powoli i ostrożnie zmoczył wszystkie jego rany, po czym złapał za nożyk, który leżał z boku na stoliku i równie ostrożnie naciął fragment zakrwawionego materiału. Zdjęcie całości zajęło mu bardzo dużo czasu oraz wymagało dużej precyzyjności, ale w końcu mu się to udało. Aż syknął, kiedy zobaczył to, co się do tej pory przed nim kryło. Tors młodego Nocnego Łowcy dzieliły trzy ogromne szramy. Jedna przecinała jego brzuch, a dwie pozostałe klatkę piersiową, która unosiła się i opadała w bardzo szybkim tempie. Magnus nie wiedział, czy było to spowodowane tym, że Alec może nie mógł oddychać, czy bólem, jaki temu wszystkiemu towarzyszył.
– Są dosyć mocno zaczerwienione i robią się dookoła sine – przyznał szczerze, kierując swoje słowa do matki chłopaka.
Wiedział, że zaczerwienienia, o których mówił, nie były krwią, bo zanim się odezwał dokładnie go obmył.
– Co to może oznaczać? – zapytała Maryse, która nie była już niczego pewna.
Wolała się skonsultować z kimś, kto miał większą wiedzę od niej niż działać na własną rękę. W jakiś sposób ufała Magnusowi i wiedziała, że może mu powierzyć tak ważne zadanie. Z drugiej strony nie była pewna, czy w pobliżu kilku kilometrów znajdowała się osoba, która zajęłaby się lepiej jej synem, a nie mieli czasu, by wzywać kogoś z daleka.
– Obawiam się, że to jad demona – wyznał szczerze Bane, unosząc dłoń nad klatką piersiową Aleca i wymawiając pod nosem jakieś słowa. Zaraz po tym z jego palców wystrzeliły strużki niebieskiego pyłku, który zniknął w połączeniu z rozpaloną skórą. – Ale pewien będę dopiero za kilka chwil. Teraz jednak idź do Izzy i poproś ją o to, by przyniosła moją torbę i telefon. Zostawiłem te rzeczy w gabinecie – dodał i obrócił się do niej na chwilę.
Kobieta skinęła głową i wyszła z sali. Przekazała dziewczynie polecenie, ale nie wróciła do środka, postanawiając, że to właśnie na korytarzu poczeka na powrót swojej córki. W tym samym czasie Magnus dalej rzucał różne czary. Niektóre miały pomóc Alecowi przetrwać ból, inne stwierdzić jego stan, a jeszcze inne były bardziej kontrolne. Nie mógł jednak z nich zrezygnować, bo nie chciał przeoczyć niczego ważnego i istotnego. Położył też dłoń na czole swojego młodego mężczyzny, poprawiając mu włosy, które zaczęły przyklejać mu się do skóry. Był bardzo zmartwiony jego stanem, ale był też pewien, że rano chłopak będzie jak nowy. Uda mu się przejść przez to piekło.
– Mam tu wszystko, czego potrzebowałeś – wyznała kobieta, wchodząc do środka. Automatycznie rozejrzała się dookoła, stwierdzając, że podczas jej nieobecności sala opustoszała. – Gdzie są wszyscy? – zapytała, podając czarownikowi jego torbę.
Magnus już zdążył zabrać rękę z czoła swojego chłopaka i od razu zaczął grzebać w swoich rzeczach. Szukał jakiś ziół, które mogłyby mu się teraz przydać. Wiedział, że jakieś musiał mieć.
– Wyprosiłem ich – odpowiedział, nie bardzo przejmując się swoim zachowaniem i dalej szperając. – Nie byli użyteczni, a ja nie potrzebuję widowni – wyjaśnił prosto i wyciągnął fiolkę ze zmielonym proszkiem.
Maryse skinęła głową, chociaż po raz kolejny nie bardzo rozumiała, co miał na celu w swoich działaniach, ale wolała się nie sprzeczać. To on miał tu teraz władzę i skoro tak chciał, to niech tak będzie. Przyjrzała się jego poczynaniom, sprawdzając przy okazji stan Aleca. Chłopak nadal wił się na łóżku, ale teraz przynajmniej już nie mamrotał pod nosem i nie majaczył. Za to jego tors wyglądał okropnie. Do posiniaczonych obwódek doszła teraz delikatna opuchlizna, co tylko dodawało koszmarnego widoku. Cała jego skóra była pewnie cała klejąca, mimo iż Magnus nie tak dawno temu ją przemywał. Było to bowiem skutkiem tego, że chłopak wciąż niemiłosiernie się pocił i tylko Razjel wiedział, ile to jeszcze potrwa.
Magnus wysypał na dłoń odrobinę proszku i potarł go palcem wskazującym i kciukiem drugiej ręki, po czym podsunął to sobie pod nos. Zapewne coś sprawdzał, ale kobieta nie miała pojęcia co takiego. Wystarczyło jej tylko czekać na rezultaty, bo pytać o nic nie miała zamiaru. Nie chciała mu przeszkadzać i w miarę możliwości dać swobodę w działaniu. Bane starał się nie zwracać na niej uwagi, chociaż czuł jej wzrok na swoich dłoniach i miał świadomość tego, że każdy jego ruch jest śledzony. Na szczęście podczas swojego długiego życia zdążył się już do tego przyzwyczaić i nie wprawiało go to w stan jakiegokolwiek skrępowania. Bez przeszkód mógł więc krzątać się po sali i przygotowywać wywar, którym miał zamiar posmarować rany Aleca. Miał nadzieję, że to chociaż na jakiś czas pomoże. Nie miał przy sobie wszystkich potrzebnych składników, które umożliwiłyby przygotować mu coś mocniejszego i bardziej długotrwałego, ale liczył w tym aspekcie na pomoc swojej przyjaciółki.
– Posmaruj tym, proszę, jego szramy – zwrócił się do matki Aleca, podając jej glinianą miseczkę, którą do tej pory trzymał. – Pamiętaj jednak, żeby nie dotykać za bardzo otwartych ran – dodał i zamyślił się na chwilę. – W zasadzie lepiej by było, gdybyś smarowała jedynie dookoła – wyznał i sięgnął po telefon i książkę, którą miał w torbie.
– Myślałam, że ty to zrobisz – przyznała cicho Maryse, która nagle się dziwnie poczuła.
Obawiała się tego, że mogłaby coś źle zrobić i jej syn mógłby poczuć się jeszcze gorzej. Spojrzała na Magnusa, ale zobaczyła na jego twarzy, że jest pewien zadania, jakie jej przydzielił.
– Równie dobrze możesz zrobić to ty – oznajmił i pochylił się nad chłopakiem, sięgając po pędzelek, który znajdował się w naczynku. Posmarował fragment jednej rany, przytrzymując przy tym ramię Aleca, by za bardzo nie wierzgał. I tak był zadowolony z tego, że czynili postępy, bo kiedy się tu pojawił, chłopak wyglądał, jakby zaraz miał uciec stąd razem z łóżkiem, a teraz tylko od czasu do czasu mocniej się szarpał. – O tak – wyjaśnił, pokazując kobiecie, co ma robić. – Ja w tym czasie przygotuję coś jeszcze i zadzwonię do znajomej, żeby przywiozła mi potrzebne rzeczy. Nie masz nic przeciwko? – zapytał jeszcze, chociaż był pewien, że Maryse nie będzie mu robiła teraz żadnych wyrzutów.
Nie, kiedy jej syn leżał na łóżku i zwijał się z bólu. Jego podejrzenia okazały się słuszne, bo Nocna Łowczyni pokręciła głową, zgadzając się na propozycję czarownika.
Już po niecałej półgodzinie Magnus miał wszystko, co w tym momencie było mu niezbędne. Cate niestety nie mogła zostać i mu pomóc, bo sama była bardzo zajęta. Bane nie wątpił w jej wymówki, bo był pewien, że z chęcią by uczestniczyła w łataniu jego chłopaka. Musiała mieć naprawdę poważny powód, żeby mu odmówić.
– Magnusie – zaczęła Maryse, przerywając potok jego myśli.
Mikstura, która wcześniej uraczyli Aleca niemal od razu zaczęła działać, bo chłopak już od dłuższego czasu leżał grzecznie na łóżku, chociaż wciąż miał rozgrzaną skórę. Najgorsze nie minęło, a dopiero było przed nimi, ale czynili chociaż jakieś postępy.
Bane zerknął na kobietę, chcąc się dowiedzieć, dlaczego wymówiła jego imię, skoro był teraz odrobinę zajęty. Pracował nad wywarem, który będzie im potrzebny w odkażaniu ran, a ten wymagał niemałej precyzji i pełnego skupienia. Przerwał to jednak od razu, kiedy zauważył powód, dla którego matka Aleca oderwała go od pracy.
– Budzi się? – zapytał, podchodząc do łóżka i stając nad chłopakiem, który poruszał właśnie palcami prawej dłoni.
– To źle? – dopytała kobieta, popatrując raz na syna, raz na czarownika.
Nie wiedziała, jak interpretować zachowanie Magnusa i czy to, że Alec odzyskiwał przytomność było dobrą informacją, czy złą. Czekało go bowiem jeszcze dużo, zanim będzie mógł normalnie funkcjonować. Nie zostawią go teraz przecież z niemal otwartą klatką piersiową. Jego skóra nie może pozostać w takim stanie. Cieszyła się jednak w duchu z tego, że opuchlizna odpuszczała. Chociaż tyle.
– Oczywiście, że dobrze – rzekł Bane i skarcił ją delikatnie wzrokiem. – Będzie lepiej, jak chwilę pobędzie w pełni świadomy. Będzie też mógł odpowiedzieć na kilka pytań – wyjaśnił łagodnie, patrząc na twarz chłopaka.
– Chcesz go teraz o coś wypytywać? – zdziwiła się Maryse, której ten pomysł nie bardzo się podobał.
Nie była pewna, czy Alec będzie w stanie teraz odpowiedzieć na cokolwiek. Czarownik jednak rzucił jej spojrzenie pozbawione jakichkolwiek obaw, uspokajając ją w ten sposób.
– Nic konkretnego – mówił. – Zapytam tylko, jak się czuję i czego jest świadomy. To wszystko – dodał, a kobieta miała wrażenie, że Bane robi to po to, by ją wesprzeć i pocieszyć.
Zmarszczyła brwi, ale nie zdążyła już o nic zapytać, bo usłyszeli cichy i strasznie charczący głos Nocnego Łowcy.
– Co...? – zaczął, ale zaraz zaczął kaszleć.
Mrużył też oczy, bo zapewne przeszkadzały mu lampy, które znajdowały się tuż nad nim. Magnus jednym pstryknięciem palców sprawił, że lampy pogasły, a włączone zostały tylko te, które znajdowały się dalej niż w zasięgu wzroku chłopaka. Nie zmieniło to drastycznie poziomu oświetlenia, a przynajmniej było dużo lepsze dla Aleca. Nie paliło jego spojówek.
– Jesteś w Instytucie – zaczął Magnus spokojnym i kojącym zmysły głosem, kładąc od razu dłoń na jego ramieniu, by przytrzymać go na łóżku w pozycji leżącej. Lightwood kaszląc, chciał pewnie usiąść, ale póki co lepiej, żeby tego nie robił. – Nie wstawaj – poprosił go, patrząc mu w oczy. – Podczas walki trochę ucierpiałeś – wyjaśnił, dalej zachowując spokojny i opanowany ton, co bardzo pomagało całej trójce znajdującej się w sali. – Pamiętasz coś? – zapytał, chcąc mieć pewność, czy wszystko może mówić.
– Większość tak – przyznał Alec z wyraźnie słyszalną chrypką.
Odkaszlnął ponownie, masując się przy okazji po szyi.
– Boli cię gardło? – zadał kolejne pytanie Bane, posyłając mu przy tym ciepły uśmiech.
Maryse nie wiedziała, skąd w nim teraz tyle opanowania, skoro jeszcze jakiś czas temu sam niemal szalał.
– Trochę – przyznał szczerze, krzywiąc się nieznacznie.
Magnus niemal automatycznie spojrzał na jego klatkę piersiową i brzuch, by zobaczyć, czy nic złego się tam nie dzieje, ale stwierdzając, że wszystko jest w porządku, powrócił spojrzeniem do twarzy Lightwooda. Jego matka również mu się cały czas przypatrywała, nie chcąc się póki co wtrącać. Magnusowi szło bardzo dobrze, więc nie widziała powodów, dla którym miałaby coś mówić.
– Masz trzy szarpane rany na torsie, ale uda nam się je wyleczyć – kontynuował spokojnie, postanawiając go uświadomić we wszystkim, co robił. – Niestety są połączone z jadem, jaki demon w sobie zostawił.
– Co to oznacza? – zapytał Alec rzeczowo, marszcząc brwi.
Magnus ponownie się do niego uśmiechnął, chcąc go uspokoić. Pomasował też jego czoło w celu pozbycia się zmarszczki, jaką tam powstała. Alec wyglądał dużo ładniej bez niej.
– Nic takiego. Już pozbyliśmy się zakażenia, ale sam jad jeszcze w tobie jest – tłumaczył. – Wyczyścimy cię z niego, posmaruję rany, a potem jeszcze zostaniesz obłożony dodatkowymi runami. Może to być jednak bolesne, bo rany są dosyć mocno otwarte i trzeba będzie je zamknąć. Mógłbym zrobić to za pomocą magii, ale raczej wolałbyś, żeby nie zostało dużych blizn, prawda? – chciał wiedzieć, na co Lightwood skinął głową. – Tak też myślałem – przyznał szczerze Bane, po raz kolejny się uśmiechając. To dodawało pewności siebie zarówno jemu jak i chłopakowi. – Gdybym rzucił odpowiednie czary, zostałyby blizny mniej więcej tej wielkości – pokazał mu na jego ciele. Alec nie widział jego dłoni, ale czuł, jak ten dotykał okolic jego brzucha i klatki piersiowej, wskazując odpowiednie fragmenty. – A dzięki runom i wywarom oraz maściom będą one ledwo widoczne, a może nawet i wcale – wyznał. – Jesteś senny?
– Odrobinę – wyznał szczerze Nocny Łowca, któremu zaczęły przymykać się ze zmęczenia oczy.
– Lepiej by było, gdybyś został jeszcze chwilę przytomny. Przynajmniej przy oczyszczaniu ran z jadu. Będziesz mi wtedy mówił, czy odczuwasz różnice, dobrze? – chciał wiedzieć, a chłopak skinął głową. Bane odszedł na chwilę, wrzucił do przygotowywanej mikstury ostatnie składniki i to właśnie z nią z powrotem zawitał przy Alecu. – Po zakończeniu sam zadbam o to, byś nie był przytomny, zgoda? – zapytał po raz kolejny, a Lightwood się z nim zgodził. – Czułeś coś wcześniej? – zagadnął go, biorąc w dłoń pędzelek. – Będzie piec – uprzedził go. Nie sprawiło to jednak, że reakcja Nocnego Łowcy była inna niż gdyby Bane o tym nie wspomniał. Lightwood i tak syknął głośno oraz poderwał się do góry, nie mogąc wytrzymać. Ból był okropny i nieporównywalny z niczym innym. Magnus zerknął na niego z troską w oczach, a Alec odpowiedział mu przepraszającą miną. – Nie możemy inaczej – zapewnił go czarownik, żałując tego, że tak właśnie było.
– To nic – wychrypiał młodszy, zaciskając zęby. – Kontynuuj – powiedział, mając ochotę mieć już to za sobą. – A co czułem? – powrócił do wcześniejszej rozmowy. – Przeraźliwy ból w okolicach klatki piersiowej.
– To że byłeś nieprzytomny nie pomagało?
– Nie do końca byłem nieświadomy – wyznał szczerze. – Chociaż na początku odnosiłem takie wrażenie – mruknął i przymknął na moment powieki.
Nie miał już siły walczyć ze zmęczeniem, a wiedział, że jeszcze trochę musi być przytomny. To mu w niczym nie pomagało.
– Hej, ale nie zasypiaj – zaśmiał się cichutko Magnus, obserwując jak jego chłopakowi oczy same się zamykają. – Będę do ciebie mówił, żebyś nie odleciał, dobrze?
– Dobrze. Mów – zgodził się Alec, patrząc mu w oczy.
Zupełnie zapomniał o swojej matce, która jakiś czas temu odsunęła się na bok, chcąc dać im możliwość swobodnej dyskusji. Wiedziała, że ton Magnusa i niezobowiązująca rozmowa mogą dać Alecowi przynajmniej odrobinę ukojenia.
– Co widzisz, kiedy zamykasz oczy? – chciał wiedzieć Bane, uśmiechając się pod nosem.
Cały czas smarował tors Nocnego Łowcy, a dzięki tej spokojnej wymianie zdań, Alec nie reagował już tak gwałtownie. Mimo iż nadal zaciskał dłonie na zabudowie łóżka i bardzo szybko i płytko oddychał, to chyba już się powoli przyzwyczajał.
– Białe światło – wyznał szczerze Lightwood, którego głos nadal zawładnięty był przez chrypkę.
– I to białe światło jest na tyle ciekawe, że wolisz je od rzeczywistego świata? – zaśmiał się krótko.
– Podchwytliwe pytanie – zauważył Alec, nieznacznie się rozluźniając. – Mam wrażenie, że jeśli za nim pójdę, to przestanę to wszystko czuć – dodał po chwili.
– Jeszcze tylko trochę – obiecał mu Magnus, marszcząc brwi.
Po tych słowach zaczął mu opowiadać różne zabawne historyjki, by jakoś zatrzymać go w stanie świadomości i zająć jego myśli czymś innym niż bólem. Na szczęście udało mu się tego dokonać, chociaż pod koniec było już znacznie ciężej. Skóra Aleca aż kleiła się od potu, a sam chłopak ledwo wytrzymywał. Oddychał bardzo ciężko i strasznie charczał przy każdym słowie.
– Skończyłem – wyznał nareszcie Bane, patrząc czule w zmęczone oczy Lightwooda. Nocny Łowca spojrzał na niego zbolałym wzrokiem, ale widać było też w nich wdzięczność. Wdzięczność za to, że męki dobiegły końca. – Śpij – mruknął i podniósł na niego dłoń. Wypowiedział kilka słów w nieznanym Nocnym Łowcom języku, czemu towarzyszyły niebieskie strużki mocy, a chłopak po prostu zamknął oczy. – Teraz nie będzie już nic czuć – zwrócił się do Maryse i skinął głową, by podeszła bliżej. – Czeka nas jeszcze ciekawa noc, ale rano będzie jak nowy – obiecał jej spokojnym tonem, bo sam w to wierzył.
Najgorsze minęło.

30 komentarzy:

  1. W końcu! Świetny rozdział :)
    Dałoby radę żebyś szybciej dodała kolejny? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybciej go nie było, ale już jest. Zapraszam do czytania kolejnego.
      Dziękuję :*

      Usuń
  2. Co chwilę sprawdzałam czy jest nowy aż tak się niemogłam doczekać.Rozdział cudowny ..Niema innych słów żeby to opisać .Alec Alec uwielbiam cię! A Magnus po prostu świetny jak zawsze! Niewyobrażam sobie co czuł czekając tak pod tymi dzrzwiami i niemogąc nic zrobić. Maryse i ta jej obserwacja zachowania Magnusa hehe .. Jejku czekam na next^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magnus musiał być opanowany za całą trójkę i myślę, że mimo wszystko mu się to udało. Może i na początku szalał, ale nie pozwolił sobie na to przy Alecu i jego matce, co myślę, że jest dużym plusem.
      Dziękuję bardzo :))

      Usuń
  3. Nawet nie wiesz jak się cieszę z rozdziału! Teraz mogę spać spokojnie - Alec jest bezpieczny. Ale co ja tutaj przeszłam, autentycznie się bałam XD to niesamowite, potrafisz tak przedstawić sytuację, że mam wrażenie, że rozgrywa się na prawdę i sama chciałam im pomóc :D Magnuuuuus Mistrzu Ty mój kochany, wspaniały i brokatowy, pokazałeś klasę ^-^ Wiemy już komu należy się tytuł najleszego czarownika ... Co ja gadam, przecież wiedzieliśmy to już dawno XD Czytam, czytam i jaką ja miałam nadzieję, że któremuś coś się wymsknie przy Maryse, ehh nie tym razem ... Jejuuu dalej jestem rozanielona tym spokojnym gadaniem Magnusa i jego czułością, no rozpływam się, ALE TY JESTEŚ GENIALNA! Masz taki ogroooomny talent i wspaniały i niesamowity, że coraz bardziej kocham tego bloga (o ile się da XD) Dobra, co ja będę się tu rozpisywać, to Ty masz talent a nie ja, ale mam nadzieję, że moje słowa sprawią Ci przyjemność :* działaj dalej, bo czekam z niecierpliwością :** ~JokerFan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że sprawiają przyjemność :*
      I to nie ja jestem genialna, a nasi panowie. Magnus kochany, a Alec cierpiący :(( ale na szczęście już może być tylko lepiej. Magnus nie pozwoli na to, by teraz coś się popsuło.
      Dziękuję bardzo :* :))

      Usuń
  4. O jejciu jejciu ;) Niesamowity jest ten rozdział!
    Magnus! Ja od zawsze wiedziałam, że jesteś mega genialnym i utalentowanym czarownikiem - w końcu tytuł Wielkiego Czarownika Brooklynu zobowiązuje! ;)
    Alec! Mój Ty biedny kochany Alexandrze! ;c takie boleści!
    Ale przyszedł Magnusik i zrobił swoje abrakadabra i już będzie lepiej ;)
    Myślałam, że Alec w jakimś amoku albo gorączce zacznie przy mamuśce mówić do Bane'a jak on to go kocha i wgl xd
    No cóż... Pożyjemy, zobaczymy xd czekam na nastepny rozdział ;) jestem też ciekawa co z Aaronem! Szkoda mi Jasona ;c
    On musi sie dowiedzieć o Świecie Cieni! ;D
    Pozdrawiam Cię kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pożyjemy, zobaczymy. Masz rację :))
      Co do Jasona, to musimy być cierpliwi. Na razie niech nasze słodkie groszki poukładają wszystko między sobą.
      Dziękuję bardzo :*

      Usuń
  5. Jejku jak dobrze , ze Alec jest bezpieczny. Rozdzial cudowny *^* Jak Magnus martwil sie o Alec<3 Nie moge doczekac sie nastepnego rozdzialu!
    ~Airy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że się martwił! Nie mogło być inaczej. Przecież to jego kochany groszek :)))
      Dziękuję :*
      PS zapraszam do czytania

      Usuń
  6. WOW, rozdział genialny. Biedny Alec, aż sama bym chciała mu pomóc. A Magnus jak zwykle kochany, taki zdolny. Mam nadzieję, że z Alekiem będzie lepiej. Z niecierpliwością czekam na nowy rozdział. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny już jest :))
      Nie było opcji, żeby Magnus mu nie pomógł. Sama bym sobie coś zrobiła, jakby coś poszło nie tak :(
      Dziękuję bardzo :*

      Usuń
  7. *.*
    Wierzę, że umiejętności Magnusa są niebywale wielkie i jego talent nie podlega dyskusji, ale obawiam się że coś pójdzie nie tak :/ mam nadzieję że się mylę :) kocham maleca i nie mogę się doczekać reakcji Maryse:P Alec wracaj do zdrowia ;) czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Ty to potrafisz trzymać człowieka w napięciu ;) Nie no tak tera, ale myślę, że Magnuś go wyleczy da radę na pewno :D
    ~Ms.Skywalker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, zaraz w napięciu :)))
      Magnus jest Wielkim Czarownikiem Brooklynu. Ten tytuł do czegoś zobowiązuje ;)
      Dziękuję :*

      Usuń
    2. Gdzieś już czytałam podobne zdanie ;) hyhy

      Usuń
    3. W rozdziale 10 twojego opowiadania :))))

      Usuń
  8. Jakie to było stresujące i ciekawe, mam, traumę przez jedno FF gdzie w podobny bardzo sposób Alec ginie i miałam zawał, że to może się powtórzyć, ale ufff nic mu nie jest :D , Kurde a cały czas czekałam aż powie do niego „kocham cię” tak nieświadomie a tutaj nic, ale mam nadzieję, że niedługo Maryse dowie się o tym ;3 , Weny :* Do nexta bay bay.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alec nie zginie! Popłakałabym się na samą myśl, więc wolę o tym nie myśleć. Nie mój ukochany groszek :(((
      Maryse już coś podejrzewa. W końcu to, że jej dzieci mają taki dobry kontakt z czarownikiem, samo w sobie jest podejrzane :)
      Dziękuję. Zapraszam do czytania :*

      Usuń
  9. Boże, dziękuję Ci za ten rozdział! Nie mogę się doczekać kolejnego, obyś dodała go jak najszybciej. xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już jest i zapraszam gorąco. To ja ci dziękuję :))

      Usuń
  10. Ojejku biedny Alec:(( Najważniejsze, że nic mu nie jest! Sądze, że Maryse się niedługo dowie, bo chyba zaczyna coś podejrzewać. Jak zawsze fantastyczny i takie tam *-* Uh teraz czekać tydzień na kolejny rozdział :O ^^
    WENY!♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak. Maryse nie jest głupiutka :)
      Dziękuję bardzo :*

      Usuń
  11. Jeden z moich ulubionych rozdziałów. Z pewnością. I cieszy mnie powrót Maleca na pierwszy plan.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malec powinien być cały czas na pierwszym planie. Takie było ogólne założenie. Jaron się jakoś po drodze wplątał :))
      Dziękuję :*

      Usuń
  12. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! Proszę dodaj jak najszybciej

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniały jak zwykle! Mam nadzieję, że Maryse dowie sie o ich zwiazku! Nie moge sie doczekac nastepnego

    OdpowiedzUsuń
  14. Per-fect! Ale szkoda mi Aleca :(

    OdpowiedzUsuń