poniedziałek, 4 lipca 2016

ROZDZIAŁ LXX

- Co tu się dzieje? – zapytała Maryse surowym tonem, kiedy już znalazła się w tym samym pomieszczeniu co jej córka i nie czekając na jej wyjaśnienia, podeszła szybko do monitora, by wyłączyć alarm.
            Zaraz za nią w pokoju pojawiło się kilkoro nauczycieli i osób monitorujących treningi. Wszyscy skupiali swoje spojrzenia na Izzy, która jako jedyna spośród zebranych miała świadomość tego, co działo się właśnie w małym nowojorskim parku. Nikt jednak o to nie pytał, bardziej interesując się tym, czemu to właśnie ta dziewczyna, która nie miała nawet ukończonych osiemnastu lat, siedziała przed komputerem.
- Dlaczego uruchomiłaś alarm? – zapytał mężczyzna, który prowadził ostatnio zajęcia na temat broni białej, przerywając w ten sposób niezręczną ciszę.
- To nie ja – pospieszyła z odpowiedzią dziewczyna.
Kątem oka zauważyła, że jej matka i jakaś inna kobieta szperają w urządzeniach, chcąc najpewniej się czegoś dowiedzieć. Maryse coś szeptała do drugiej, ale Izzy nie była w stanie dosłyszeć, o czym rozmawiały. Po chwili dołączyło do nich dwóch mężczyzn, którzy od razu zaczęli się z nimi sprzeczać.
- Niestety muszę cię zasmucić i przypomnieć, że to ja mieszkam w tym Instytucie od wielu lat i to do moich obowiązków należy opieka nad nim – usłyszała Isabelle, bo jej matka, mówiąc to, podniosła odrobinę głos, po czym wyprostowała się i zwróciła już do wszystkich zebranych, pozostawiając obu mężczyzn z nietęgimi minami. – Jestem pewna, że moja córka nie włączyła alarmu. Uruchamia się on automatycznie, kiedy wyczuje obecność demonów i chyba właśnie z takim przypadkiem mamy teraz do czynienia – wyjaśniła i odwróciła się do swojej córki. – Możesz nam powiedzieć, czego się dowiedziałaś? – zapytała, a dziewczyna ochoczo i zupełnie automatycznie pokiwała głową.
- Razem z Aleciem zauważyliśmy, że demony pojawiają się z coraz większą częstotliwością i zostają na większe okresy czasu. Nie wyrządzają póki co żadnych szkód, ale sama ich obecność może wiele zdziałać – mówiła, patrząc na swoją matkę. Bała się spojrzeć na któregokolwiek z trenerów, obawiając się tego, że może zostać skrytykowana. – Doskonale wiem, że zakazałaś nam się do tej sprawy zbliżać, ale widziałam, że nikogo nie ma, a moim zdaniem ktoś powinien to cały czas monitorować na wypadek sytuacji, jaka ma teraz miejsce – dodała cicho, odwracając się do komputera. – Tutaj zapisałam wszystkie dane i dokładne współrzędne, w których się znajdują. Myślę, że można by się ich pozbyć, ale potrzeba do tego więcej osób.
- Dobrze – skinęła głową kobieta, która wcześniej rozmawiała z Maryse. – Przejrzałyśmy je. Dobrze się spisałaś – pochwaliła ją. – Miałaś dobry pomysł z tym, żeby ktoś się temu przyglądał.
- Masz rację – zgodził się z nią mężczyzna, który dotąd nie zabierał głosu. – Niemniej jednak nie wydaje mi się, że to ona powinna się tym zajmować. Nie jesteś jeszcze pełnoletnia, moja droga – przypomniał, kiwając Izzy głową. – My już dalej sobie z tym poradzimy – stwierdził, zabierając jej z dłoni papiery, które mogły być dla nich przydatne.
- Tak, Isabelle – odezwała się Maryse. – Możesz nas zostawić? – poprosiła ją ale dziewczyna wiedziała, że i tak nie miała wyboru. Czy tego chciała, czy nie, musiała opuścić pomieszczenie. Jeszcze zanim przekroczyła próg, usłyszała ostatnie pytanie. – Gdzie jest teraz Alec?
- Wybiegł, kiedy tylko uruchomił się alarm – powiedziała. – Myślę, że poszedł zająć się bronią, jaka może być potrzebna.
            Kobieta skinęła głową, po czym ponownie zabrała głos.
- Przekaż mu proszę, żeby zebrał swoich rówieśników. Może i nie ma ich teraz w Instytucie za wielu, ale każda dodatkowa osoba może się przydać – wytłumaczyła, zerkając na trenerów, którzy chyba mieli takie samo zdanie jak ona, bo nie zaprzeczali. – Spotkamy się w holu.
- Wiesz, że ja i Jace też możemy… - zaczęła Izzy, ale matka jej zaraz przerwała, wchodząc w słowo.
- Nie możecie – zapewniła ją surowym tonem. – Poradzimy sobie. Teraz idź i zrób to, o co cię prosiłam – zażądała, a Izzy nie mogła zrobić nic innego, jak ponownie spełnić jej prośbę.
            Przed wyjściem usłyszała jeszcze, jak Maryse wydaje kolejne rozkazy, tłumacząc gdzie i jak zaatakują. Odnalezienie brata nie zajęło jej dużo czasu, bo rzeczywiście był tam, gdzie podejrzewała. Na stoliku leżał już jego łuk, a on wybierał właśnie strzały.
- Masz zebrać wszystkie pełnoletnie osoby i iść z nimi do holu. Tam będą czekać już wszyscy trenerzy i inni Nocni Łowcy, którzy także pójdą na misję – powiedziała prosto z mostu, nie trudząc się tym, by wprowadzić go w temat.
            Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to właśnie takiej wypowiedzi oczekiwał jej brat. Krótko, zwięźle i na temat.
- Od kogo jest to polecenie? – dopytał jeszcze, nawet na nią nie zerkając.
- Od mamy – odparła i stanęła przed nim, odrobinę zirytowana tym, że na nią nie patrzył. Denerwował ją również jego spokój i opanowanie. – Zrób coś – rozkazała, łapiąc w dłoń strzałę, którą się właśnie zajmował i na której skupiał swoją uwagę.
- Co takiego? – zdziwił się i podniósł na nią swój zaskoczony wzrok. Nie miał pojęcia, dlaczego dziewczyna się tak zachowała i dlaczego chciała, by na nią patrzył, skoro miał inne zajęcia, ale mógł się domyślać. – Co? – powtórzył, kiedy ta się nie odzywała.
- Przekonaj mamę, żebym też mogła iść – poprosiła.
- Nie ma szans – pokręcił głową, od razu odrzucając jej propozycję i wyrywając jej z dłoni przedmiot, który należał do niego. – Już o tym rozmawialiśmy. Nie ma powodu, żebyś szła z nami. Ponadto to niebezpieczne, mogłoby ci się coś stać, a Clave nie byłoby zadowolone, gdyby dowiedziało się, dlaczego twój stan zdrowia nagle się pogorszył.
- Nic mi się nie stanie. Potrafię walczyć i wiem, jak o siebie zadbać. Naprawdę mogę okazać się przydatna – zapewniła go żarliwie. – Poza tym mam szczerze gdzieś to, co pomyśli sobie Clave. Jestem niemal pewna, że nie mieliby nic przeciwko, gdyby wiedzieli, że walczyłam z demonami jak prawdziwa Nocna Łowczyni – dodała.
            Poszła za chłopakiem, który bez żadnej zapowiedzi postanowił sobie przejść od drugiej sali. Wziął stamtąd swoją stelę i inne potrzebne mu rzeczy oraz specjalny strój, który zakładał jedynie na ważne misje.
- I właśnie to potwierdza fakt, że nie dorosłaś jeszcze na tyle, by walczyć przeciwko potężnym demonom – warknął, obracając się w jej stronę i celując w nią palcem.
            Wyglądał naprawdę groźnie, a Izzy nie miała pojęcia, dlaczego traktował to wszystko tak poważnie. Czym ta wyprawa różniła się od wszystkich innych, w jakich brali udział?
- Niby co? – zapytała szczerze.
- A to, że nie zdajesz sobie sprawy, jakie mogą być tego konsekwencje. Nie bierzesz pod uwagę oczywistych faktów i nie traktujesz tego poważnie – wyrzucił na jednym oddechu, wymijając ją i wracając do pomieszczenia, gdzie zostawił łuk.
            Izzy odrobinę wcięło, kiedy usłyszała taki ton u swojego brata. Nigdy się tak nie zachowywał, chociaż zawsze wiedziała, że się o nią martwić i chciał ją chronić. Była już jednak na tyle duża i samodzielna, że uważała, iż sama może to zrobić. Ruszyła za nim, tracąc cierpliwość.
- Ja nie traktuję tego poważnie? – zapytała, wymachując rękoma. – A to dobre! Gdyby nie ja, nikt nie wiedziałby, co się tak naprawdę dzieje. Jakoś nie zauważyłam, by komukolwiek zależało na tym, by wcześniej się tym zająć, a teraz nagle wszyscy są tym zainteresowani!
- Może i masz racje z tym, że to twoja zasługa, ale to nie zmienia faktu, że zostajesz w Instytucie – warknął Alec, kończąc tym samym dyskusję i wychodząc na korytarz.
            Miał zadanie do wykonania i musiał się nim zająć. Nie w głowie mu teraz były sprzeczki z siostrą.

***

Jason czuł się coraz gorzej. Niby już powinien wychodzić z domu, jeśli nie chciał się spóźnić na umówione spotkanie, ale jakoś nie mógł się ku temu przemóc. Siedział na swoim łóżku i zastanawiał się, czy w ogóle pojawi się dzisiaj w parku. Z jednej strony coś go tam ciągnęło i za wszelką cenę starał się wyprzeć to, że powodem mógł być Aaron, a z drugiej nie chciał tam iść, bo podejrzewał, że jedno słowo tego chłopaka, a on znowu zmięknie i nie da rady tego wszystkiego przerwać. Bardzo chciał się wyrwać spod wpływów blondyna, ale obawiał się, że nie ma na tyle silnej woli. Chciał wrócić do wcześniejszego życia, do spontanicznych wypadów ze znajomymi i do wszystkiego, co z Aaronem nie miało nic wspólnego. Tylko, że kiedy tak o tym myślał, to coraz częściej dochodził do wniosku, że z chłopakiem też było mu dobrze. Lubił spędzać z nim czas i opowiadać mu o swoim życiu. Lubił chwile, kiedy Aaron rzeczywiście wydawał się być tym zainteresowany. Jason nie był pewien, czy blondyn wtedy udawał, czy naprawdę tak było, ale nie miało to dla niego większego znaczenia. Jeśli o niego chodziło, to mogli się nawet oszukiwać. Przecież i tak nie wiedzieli o sobie żadnych podstawowych i istotnych informacji, a fakt, że przyjemnie spędzali czas, był… miły.
- No coś ty, Jason – powiedział sam do siebie po dość długiej bitwie z myślami. – Przecież nie możesz teraz stchórzyć – dodał, zmuszając się do tego, by wstać z posłania.
            Chwycił bluzę i zarzucił ją sobie na ramiona, szybko wychodząc z pokoju. Bał się, że jeśli nie zrobi tego teraz, to już wcale nie ruszy się do wyjścia. Po drodze nie myślał za wiele. Nie chciał dochodzić do żadnych wniosków ani rozplanowywać rozmowy, jaką przeprowadzi z Aaronem. Niczego nie był pewien, więc wolał zostawić to w spokoju. Co ma być, to będzie.
            Przejście z domu do parku nie zajęło mu dużo czasu. Trasę znał zresztą tak dobrze, że idąc, nawet nie odczuwał tego, że wskazówki jego zegarka wykonywały jakiekolwiek ruchy. Na miejscu był po niecałych piętnastu minutach i zdziwił się nieco, widząc, że Aaron już tam był. Chłopak zawsze się spóźniał, a teraz siedział jak gdyby nigdy nic i to dokładnie w tym samym miejscu, w którym spędzili noc, po tym jak się pierwszy raz spotkali. Jason początkowo wolał do niego nie podchodzić, chcąc po prostu na niego popatrzeć. Jak to się stało, że tak bardzo się do siebie zbliżyli? Przecież Aaron był zupełnie inny niż on sam.
            Nocny Łowca doskonale zdawał sobie sprawę z obecności drugiej osoby, ale nie pokazywał tego. Chciał dać Jasonowi czas, bojąc się trochę, że może go spłoszyć. Słyszał, że chłopak przestępował z nogi na nogę, zastanawiając się pewnie, czy podejść, ale póki co tego nie robił. Aaron był bardzo ciekawy powodów jego zachowania, dlatego walcząc z samym sobą, po kilku minutach się do niego odwrócił. Uniósł delikatnie jeden kącik ust, kiedy go ujrzał.
Jason stał pod jednym z drzew z rękami włożonymi do kieszeni spodni i mu się przyglądał. Teraz, kiedy chłopak go zobaczył, nie było już odwrotu. Poczuł dziwną ulgę, kiedy Aaron się obrócił. Niby ta ich przerwa nie trwała długo, ale i tak miał wrażenie, jakby nie patrzył w tę konkretną twarz całe wieki.
- Nie myślałem, że już będziesz – przyznał cicho i zaraz odchrząknął.
            Nie mógł się rozczulać, a jego głos właśnie na taki brzmiał. Niech to szlak! Jeszcze sobie coś pomyśli, przeszło mu przez myśl i zaraz skarcił się za to w duchu. Co cię obchodzi, co sobie pomyśli!
- Chciałem być wcześniej – odpowiedział mu Aaron, którego głos również zabrzmiał nieswojo. Jason przyjrzał mu się uważniej i nawet zmarszczył brwi, ale to tylko sprawiło, że na twarz blondyna powróciła mina, której nigdy nie mógł rozszyfrować. – Nie chcesz usiąść? – dodał, udając, że nie widzi prześwietlającego go wzroku młodszego i przesunął się, by pokazać w ten sposób, że chciałby, by ten zajął miejsce obok niego.
            Tak się jednak nie stało, bo Jason nie chciał obok niego siedzieć. Zdecydowanie wolał mieć się na baczności, więc przycupnął obok drzewa, swobodnie się o nie opierając. Nogi zgiął w kolanach, a na jednym z nich położył nadgarstek. Teraz już na niego nie patrzył, bo mimo iż nie siedzieli blisko siebie, to i tak bliżej niż dotychczas. Jason tak bardzo starał się go przez ostatnie dni unikać, a tu nagle wylądowali nieco ponad metr od siebie. Według Aarona to było… dziwne. Dekoncentrujące i odrobinę frustrujące. Jakby dostał cukierek, ale nie był w stanie go skosztować. Musiał trzymać ręce przy sobie, chociaż te same pchały się w stronę Jasona.
- Myślałem, że chcesz o czymś pogadać – odezwał się pierwszy Jason, chcąc przerwać ciszę. Nadal na niego nie zerkał, rozglądając się dookoła. Wszędzie, byle nie na niego. – Nie mam zamiaru spędzić tu całego wieczora – dodał cicho, chwytając za źdźbło trawy i zaczynając się nim bawić.
            Chciałbym, żeby tak było, cisnęło się Aaronowi na usta, ale zrezygnował z tej wypowiedzi. Wiedział, że dzisiaj musi ważyć słowa, jeżeli chce naprawić swoje relacje z Jasonem. A dlaczego chciał je naprawić? Tego nie wiedział.
- Jason… - zaczął i przysunął się bliżej niego, kładąc rękę na ziemi i pochylając w jego stronę.
Zauważył, że ten od razu się spiął i podciągnął nogi do klatki piersiowej, więc powrócił na swoje miejsce, rozkładając ramiona na boki. Cały czas nie spuszczał z niego wzroku, chcąc dokładnie widzieć każdą jego reakcję.
- Po prostu mów! – warknął rozdrażniony, ale zaraz po tym przymknął oczy i odetchnął kilka razy głęboko. – Zostań na swoim miejscu – poprosił, unosząc powieki i wreszcie na niego zerkając. – Zostań i mów – powtórzył.
            Aaron przełknął ślinę i pokiwał głową. Nigdy nie widział w oczach Jasona tylu sprzecznych ze sobą emocji. To było bardzo zgubne, bo przez to blondyn nie wiedział, czego mógł się spodziewać.
- Chciałem cię zobaczyć – przyznał szczerze, ale było to chyba błędem, bo młodszy tylko prychnął i uśmiechnął się kpiąco, a przecież te słowa miały przynieść zupełnie odwrotny efekt.
- Nie chrzań, Aaron – odpowiedział Jason. – Po prostu nie masz kogo pieprzyć i tyle – stwierdził bez ogródek, wykrzywiając twarz.
            Nocny Łowca patrzył na niego z niedowierzaniem w oczach. Przecież to nie o to chodziło! To nieprawda! Zdołał się jednak na tyle opanować, by udzielić mu spokojnej odpowiedzi.
- To nie o to chodzi – zaprzeczył blondyn i spuścił na chwilę wzrok.
- Nie? – zaśmiał się młodszy, a jego śmiech zabrzmiał odrobinę histerycznie. – Oczywiście, że nie – odpowiedział sam sobie, a Aaron po raz kolejny podczas tej rozmowy czuł się tak, jakby rozmawiali na zupełnie różne tematy. – Przecież ty możesz mieć każdego – dodał, kręcąc głową. – Zawsze to powtarzałeś – przypomniał sobie. – Łudziłem się, że jesteś inny, ale ty chyba naprawdę jesteś dupkiem. Uważasz, że wszystko ci się należy i nikt nie ma prawa ci się sprzeciwiać – mówił na jednym wydechu. – Mylę się?
- Nigdy tak nie powiedziałem – oznajmił Aaron, który był coraz bardziej rozdrażniony. Nikt nie dawał prawa Jasonowi, by mógł mówić takie rzeczy. – A ty się mylisz.
- Mylę się? A to dobre. Jesteś zadufanym w sobie chłopcem, który mimo wieku jeszcze nie dorósł i jeśli będziesz się tak dalej zachowywał, to to nigdy nie nastąpi!
            Aaron miał ochotę coś uderzyć. Już od jakiegoś czasu kumulowała się w nim dziwna siła, której nie mógł za nic w świecie z siebie wyrzucić. Często chodzić rozdrażniony i podenerwowany, ale nawet nie chciał wiedzieć, co to oznaczało i z czym było związane.
- Skoro wszystko mi się należy, to dlaczego nie mam czegoś, co tak bardzo chcę mieć?! – zapytał, zbliżając się do niego i zostawiając między nimi niebezpiecznie małą odległość. Jego oczy ciskały gromy, przez co Jason był odrobinę przestraszony. Przysunął się maksymalnie do drzewa, ale to mu w niczym nie pomogło. Nadal był uwięziony przez ręce Aarona, które nie wiadomo kiedy znalazły się po obu jego stronach. – Skoro jestem taki zły, to dlaczego nie mogę tego tak po prostu sobie wziąć? To ja nie dorosłem? Nic o mnie nie wiesz! Nie masz pojęcia… - odwrócił twarz, którą wykrzywił grymas bólu i przymknął na chwilę oczy. Kiedy mówił to ostatnie zdanie, Jason miał wrażenie, że jego głos stracił na sile. Teraz Aaron nie wyglądał już na takiego, za jakiego się podawał. Teraz wyglądał, jakby go coś rzeczywiście dręczyło. – I to ja nie odbieram telefonów? Unikam spotkań? Robię wszystko, co możliwe, żeby tylko cię nie spotkać? – mówił dalej, dokładnie ważąc słowa i wypowiadając je z goryczą w głosie.
- Nie mów tego – poprosił słabo Jason, który bał się usłyszeć teraz niewłaściwych słów.
            Nie chciał, by chłopak powiedział coś, czego może później żałować. Nie chciał, by ten mówił coś pod wpływem chwili i żeby słowa ulatywały z niego tylko dlatego, że Jason go rozwścieczył, ale Aaron miał najwyraźniej inne zdanie na ten temat. Chyba wolał się wykrzyczeć.
- Mam nie mówić? – zapytał szyderczo. – Dlaczego? Ty możesz mówić, a ja nie?
- Nie o to mi chodziło – zaprzeczył szybko, chcąc mu jakoś pomóc.
            Nie miało dla niego znaczenia to, że nie powinien teraz o nim myśleć. Powinien jakoś przetrwać ten jego wybuch, a potem po prostu odejść. Zdawał sobie z tego sprawę, ale póki co nie potrafił inaczej.
- Dlaczego mi się wymykasz, skoro chcę cię mieć przy sobie? – zapytał Aaron, a Jason przeklął go w duchu.
            Tak bardzo bał się takich słów z ust tego chłopaka. Nie miałby nic przeciwko, gdyby Aaron był dziewczyną, ale w taki wypadku sytuacja przedstawiała się zupełnie inaczej.
- Byłem na każde twoje skinienie palcem, Aaron – przypomniał mu z goryczą w głosie. – Już tak nie chcę – dodał cicho.
- Już nie chcesz – powtórzył po nim blondyn i usiadł na ziemi.
- Mącisz mi w głowie, nie rozumiesz? – tym razem to Jason się zdenerwował. – Pół roku temu nawet bym nie pomyślał o tym, że jakiś facet zaciągnie mnie do łóżka, a już na pewno nie, że sam będę tego chciał! Już wcześniej miałem przyjaciół, ale z nimi nie gadało mi się tak jak z tobą – wyznał słabym głosem. – To jest beznadziejne.
- Dlatego się do mnie nie odzywałeś? – zapytał Aaron, oczekując szczerej odpowiedzi.
            Jason pokiwał głową, opierając ją o pień za sobą. Przymknął oczy i pozwolił by ciepły wiatr owionął jego twarz.
- Boję się brnąć w to dalej. Nie chcę się angażować – wyznał, przełykając ślinę i kontynuując cicho – bo wiem, że to nie ma przyszłości. Nie z tobą, Aaron – powiedział łamiącym się głosem.
            Blondyn pochylił się w jego stronę, korzystając z jego nieuwagi oraz z tego, że chłopak się niczego takiego nie spodziewał. Na początku chciał go pocałować, ale tym tylko by wszystko zniszczył. Jason najprawdopodobniej odsunąłby się od niego z krzykiem i nie chciałby się ponownie spotkać. Chociaż z drugiej strony Nocny Łowca cały czas miał wrażenie, że chłopak coś takiego zrobi.
- Nie mówię o tym, że ci się oświadczę i pobiegnę powiedzieć o wszystkim twoim rodzicom, bo to nigdy się nie stanie – oznajmił zgodnie z prawdą. – Ale dlaczego mamy się od siebie teraz odsuwać? – teraz, kiedy nie zostało już tak dużo czasu, chciał dodać, ale chłopak i tak by tego nie zrozumiał. – Wręcz przeciwnie. Możemy przecież czerpać z tego przyjemność – coraz bardziej się nakręcał.
- Nie wiem, Aaron – pokręcił głową Jason, nie bardzo przekonany do tego pomysłu. Nie taki był jego plan i nie z takim zamiarem tu przyszedł. – Chyba już tego nie chcę. Wiem, że nie będziesz przede mną klękał i nawet bym tego nie chciał, ale…
- Ale co?
- Wciąż mam w głowie to, co kiedyś mówiłeś – wyznał, chowając twarz w dłoniach. – I to mnie boli. Nie powinno mieć dla mnie znaczenia, ale tak nie jest. I ja… - pociągnął nosem. Nie płakał, ale było mu źle. – Wbrew temu, co próbuję sobie wmówić, sam się w to wplątuję – mówił, chociaż Aaron nie bardzo rozumiał sens jego słów.
- W co się wplątujesz? – dopytał, by mieć pewność, że myślą o tym samym.
- W tą dziwną relację! – warknął, odpychając od siebie jego ręce. – Nie chcę, żeby to miało na mnie jakiś wpływ, ale nie mogę nic z tym zrobić!
            Aaron przez chwilę zastanowił się nad sensem jego wypowiedzi i nad tym, co sam mógłby odpowiedzieć, ale nie miał żadnego pomysłu. Nie wiedział, że tak to wyglądało. Sam miał wrażenie, że od jakiegoś czasu myśli o chłopaku więcej niż powinien, ale nie miał pojęcia, że działało to w obie strony. Dla Jasona to również nie było obojętne, a raczej męczące i drażliwe. Kiedy tak o nim myślał i zastanawiał się, co byłoby, gdyby się nie spotkali, przypomniało mu się to, co ostatnio usłyszał, kiedy był pod jego domem. Skoro teraz miał możliwość, żeby o to zapytać, stwierdził, że nie może z tego nie skorzystać i tym samym nakarmić swojej ciekawości, więc zagadnął go kojącym głosem:
- Spotykasz się z kimś?
            Celowo zadbał o to, by barwa jego głosu nie była zbyt mocna, bo chłopak mógłby wtedy to odwrotnie odczytać i tylko jeszcze bardziej się zirytować.
- Z tobą? – zakpił Jason, który nie miał pojęcia, o co temu nagle chodzi.
- Ale poza mną? – dopytywał, chcąc wyciągnąć z niego tą konkretną informację.
            Musiał się dowiedzieć. Nie wiedział dlaczego, ale musiał.
- Niby z kim? – zaśmiał się szyderczo. – Nie jestem taki. Jak już to chciałbym się spotykać z kimś zamiast ciebie, a nie poza tobą, ale tak nie jest – wyznał, unosząc na niego wzrok. Aaron był zdecydowanie zbyt blisko, a on był już wyczerpany. Nie miał już siły na kłótnie ani odtrącanie jego wścibskich dłoni, które pociągnęły jego jedną nogę bliżej siebie. – Powiedziałem swoim kumplom, że umawiam się z dziewczyną z miasta – zaczął mówić, chociaż sam nie do końca rozumiał czemu. – Brakowało mi już wymówek na to, dlaczego nie mam dla nich czasu. Nie wierzyli, kiedy mówiłem, że się uczę albo pomagam mamie. Gry też nie działały. Nie wiedziałem, jak wytłumaczyć to, że nigdzie z nimi nie wychodzę, a nie mogłem przecież powiedzieć, że lubię czasem rozłożyć nogi przed takim jednym kretynem – oznajmił, prychając pod nosem i czując się jak śmieć. Uderzył go w ramię, bo miał nadzieję, że przyniesie mu to jakąś ulgę. Po chwili ponowił ruch, a Aaron ani myślał, by mu przerwać. – Zmyśliłem historyjkę o fajnej lasce, która nie chodzi z nami do szkoły. Było fajnie. Wychodziliśmy do kina – uśmiechnął się pod nosem, jakby wcale nie mówił o rzeczach, które nigdy nie miały miejsca. – Ale to nieważne. Teraz i tak wszyscy myślą, że z nią zerwałem albo to ona postanowiła kopnąć mnie w dupę.
- Ale przecież możecie jeszcze do siebie wrócić – zaproponował Aaron, uśmiechając się przebiegle pod nosem. Miał wielką ochotę, by go pocałować. – Jeszcze nie wszystko skończone – wyznał, ciesząc się w duchu z tego, że żadna dziewczyna nie istniała.
            Jason cały czas mówił im o nim. To z nim spędzał ten czas, a nie z jakąś idoitką.
- Nie, Aaron. Nie możemy – powiedział cicho, przyglądając się czemuś, co znajdowało się za plecami blondyna. – Raczej wątpię w to, czy moglibyśmy się ponownie dogadać, a mówiłem ci, że nie chcę w to brnąć. To…
- Mam ochotę cię pocałować – wszedł mu w słowo, przerywając jego wypowiedź.
            Jason uśmiechnął się pod nosem, ale zaraz pokręcił głową.
- Nawet nie próbuj – zastrzegł, ale zanim zdążył się zorientować usta chłopaka już zbliżały się do jego własnych.
- Możesz mnie odepchnąć – powiedział, niemal nie zahaczając przy tym o jego wargi.
- Nie całuj mnie – poprosił słabo, a jego wzrok mimo jego woli zjechał w dół na usta drugiego.
            Jason przygryzł wargi, czekając na kolejny ruch Aarona. Mimo tego co mówił, chciał, żeby chłopak go pocałował. Tęsknił za władczym i mocnym pocałunkiem, jakim ten go zawsze darzył. Aż się oblizał, kiedy poczuł na ustach oddech blondyna. Tylko milimetry dzieliły ich od tego, czego tak bardzo obawiał się młodszy i czego jednocześnie tak bardzo chciał. Położył rękę na boku Aarona, zerkając w jego oczy.
            Chłopak już pochylał się bardziej, kiedy nagle zesztywniał. Jason dokładnie to wyczuł i przyjrzał mu się uważniej, ale blondyn już na niego nie patrzył. Rozglądał się dookoła, dziwnie się zachowując.
- Musisz stąd iść – powiedział w pewnym momencie surowym tonem.
- Co? – zapytał zdezorientowany, automatycznie się prostując i od niego odsuwając. – Jeżeli chciałeś zniszczyć nastrój to ci się udało – wyznał zaskoczony jego zachowaniem.
- Nie żartuję. Musisz jak najszybciej wracać do domu – powtórzył, również zmieniając swoją pozycję.
            Ustawił się tak, by swoim ciałem zasłaniać ciało młodszego. Jason nie zdawał sobie sprawy z tego, co właśnie się wokół nich działo, ale Aaron jak najbardziej. Widział, że pojawiło się dużo więcej osób, które najwyraźniej nie były zwykłymi Przyziemnymi, skoro Jason ich nie widział i nie zwracał na nich uwagi. Aaron doskonale wiedział, co to oznaczało. Potrafił rozpoznać nerwowe zachowania demonów i to, jak zawsze wszędzie się rozglądały. Przyziemni tak nie robili.
- Alec… - szepnął, bo rzeczywiście zauważył Lightwood’a, który szedł wzdłuż ścieżki.
            Dzięki runom jego łuk był niewidoczny dla demonów, a i on sam nie zwracał na siebie zbytniej uwagi. Aaron rozejrzał się dookoła i dopiero teraz zauważył i wyczuł obecność innych Nocnych Łowców. Wiedział, że to nie był dobry znak. Nie, kiedy Jason nadal tu przebywał.
- Jason – poprawił go zły chłopak, również się obracając. Poza nimi w parku znajdowało się tylko kilkoro ludzi, a jego zdaniem blondyn zachowywał się teraz jak wariat. – Co się dzieje?
- Nic – odparł szybko, wstając i pociągając chłopaka za sobą. – Wyjaśnię ci kiedy indziej – dodał, a w parku zrobiło się nagle ciemniej i zimniej.
- Aaron? – zapytał go Jason, który również to zauważył i automatycznie przysunął się bliżej niego. Może i zachowanie Aarona było dziwne, ale przecież nie mógł mieć on wpływu na pogodę. – Co jest?
- Nie wiem – skłamał i popchnął go w stronę skrótu do jego domu. Chciał, by chłopak jak najszybciej się stąd zwinął. – Idź do domu – powtórzył już trzeci raz. Jason miał jednak chyba jakieś obiekcje, ale ten był nieugięty. Pocałował go tylko w głowę i popchnął ponownie. – Jason – jęknął.
- Nie skończyliśmy rozmawiać – przypomniał mu.
- Porozmawiamy kiedy indziej – obiecał mu, nawiązując kontakt wzrokowy z Lightwood’em.
            Alec był szczerze zdziwiony obecnością Aarona, którego wcześniej nie mógł znaleźć, ale zdziwił się jeszcze bardziej, kiedy zobaczył, kto mu towarzyszy.
- Aaron! Co się do cholery dzieje? - zapytał Jason, nie mając pojęcia, że ten na kogoś patrzy.
- Nic. Idź już – poprosił, a chłopak się zawahał.
         Kiedy jednak jedno z drzewek niemal na niego nie spadło, przestraszył się i rzeczywiście spełnił prośbę blondyna, zastanawiając się przy okazji, co ten zrobi. Bo przecież tam nie zostanie, prawda?

27 komentarzy:

  1. W takim momencie?!!!
    No wiesz co?!!!
    Co tam się stało? Co z Jaronem? Gdzie jest Magnus? I czemu mam wrażenie że zaraz wpadną rodzice Jasona...
    Tyle pytań, a na odpowiedź trzeba poczekać.
    Oj! Nie wiem czy wytrzymam...
    Ogólnie rozdział niesamowity i trzyma w napięciu, a Marys niech naje siana, a nie tylko rozkazuje i rozkazuje.
    Gorąco pozdrawiam i czekam na Jarona w "bohaterach" <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że na odpowiedzi trzeba poczekać, ale przecież to nie problem, prawda? ;)))))
      Koniecznie muszę znaleźć chwilkę czasu. Jaron zresztą przez jakiś czas już tam był, ale pod wpływem impulsu go usunęłam. Nie pytaj dlaczego, bo sama nie wiem.
      Dziękuję ♡

      Usuń
  2. O matko niee w takim momencie przerwać! Uhh , cudowny rozdział! Nareszcie Jason i Aaron razem tak jakby hehe :D Ale jestem ciekawa co dalej ! Teraz aż tydzień czekania no niee:((( Może uda się cos szybciej? ^^ WENYYY!! ♥♥♥♥♥♥♥
    Pierwsza hihi :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak druga :( ale jak pisałam to jeszcze nic nie było XD ♥

      Usuń
    2. Teraz napiszę już tylko dziękuję, ale przy następnym komentarzem się rozpiszę. Obiecuję :* ♡
      PS pierwsza czy druga? Co za różnica. Ważne, że coś napisałaś :)))

      Usuń
  3. Na litość Razjela! O.o
    Aaron! <3 "- Dlaczego mi się wymykasz, skoro chcę cię mieć przy sobie? – zapytał Aaron, a Jason przeklął go w duchu." (KOCHHAM TOoo!)
    Jason! "- Boję się brnąć w to dalej. Nie chcę się angażować – wyznał, przełykając ślinę i kontynuując cicho – bo wiem, że to nie ma przyszłości. Nie z tobą, Aaron – powiedział łamiącym się głosem" (Ty jeszcze nie wiesz,ale chcesz w to brnąć i to z Aaronkiem <3)
    Rozdział jest przecudny! Ale...
    WHERE IS MAGNUS???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię dręczyć ludzi pytaniami bez odpowiedzi :))))
      Dziękuję ♡

      Usuń
  4. Ło Matko Bosko Razjelosko... to ja tu już zestaw chusteczek szykuję, co by tu ino ekranu nie pobrudzić od tego seksualnego napięcia, które tylko czeka by wybuchnąć, już tu usta przy ustach, myślę sobie... no tak zaraz, rzucą się w ramiona ciuchy będą fruwać, majtki spadać, a penisy ocierać jeden o drugi, a tu co? A tu demony... kobieto, serca nie masz! Czekam na rozdział, w którym jak się w końcu ten Aaron do tego Jasona dobierze, to tylko wióry będą lecieć, tak ma go wyobracać, że mu wszystkie wątpliwości mają odejść! :) Ps. fajny rozdział, jeden z fajniejszych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha kocham twoją wyobraźnię ♡♡
      Dziękuję bardzo :*

      Usuń
  5. Gdzie jest Magnus? Ja chcę Magnusa. O bosz kocham Twoje opowiadanie <3 Rozdział świetny choć jak dla mnie za dużo Jarona (nic nie poradzę na to że moim zdaniem Aaron to dupek ;-) ) z niecierpliwością czekam na kolejny :*
    ~Ms.Skywalker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Aaron to dupek :)))
      Dziękuję bardzo ♡ :*

      Usuń
  6. Omg, genialny rozdział! Ale no wiesz... w takim momencie przerwać... :((
    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz :( i dziękuję haha, buziole :*

      Usuń
  7. Nieeeeeeeeeeeeeee. Co? Dlaczego? ;-;
    Znalazlam tego bloga trzy dni temu i tak sie wciagnelam, ze nie zauwazylam, ze zblizam sie do terazniejszosci wyobraz sobie moja reakcje na brak przycisku "nastepny post".
    Nie komentowalam poprzednich, bo stwierdzilam, ze zrobie to dopiero na biezaco.
    Moje oko w poprzednich rozdzialach wychwicilo pare bledow, w tym nie, bo kto by sie tym przejmowal, kiedy tu tyle akcji. <3
    Kocham ta historie, postaci!
    Oczywiscie Wyczekuje nastepnego rozdzialu, z
    Zycze weny, Pozdrawiam i Uwielbiam
    ~Liz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowa czytelniczka, witam :))
      Zdaję sobie sprawę z błędów, ale po zakończeniu historii planuję przejrzeć całość jeszcze raz i je poprawić :)
      Dziękuję bardzo :*

      Usuń
  8. Woooooow
    O ja pierdziu. Hahahahaha
    Dawno mnie nie było i się nieźle zdziwiłam. Wchodzę. Patrzę, a tu chyba ze 4 nowe rozdziały. ŁOOOOŁ lubię to
    Co tam się dzieję do cholery? Jakieś demony i Magnusowe omdlenia. O maj gad XDDDD
    Gdzie masz kochany czarownik się zapodział? Co dalej się wydarzy w parku? Jezuuuuuuusie!!! Tyle pytań! !!! I jak na razie zero odpowiedzi :( Ale ćwiczę cierpliwość i będę czekać. :P powiem Ci Lily, że tak bardzo przyzwyczaiłam się do określenia "czarownik" że teraz jak czytam książkę " Czarodzieje " to mnie krew zalewa kiedy czytam, patrzę i słyszę to słowo. Hahahaha XDDD Standardowe pytanie: kiedy next i czy ze względu na to, że są wakacje to czy jlnie byłoby problemu dwóch rozdziałów tygodniowo? ( taką samą prośbę mam jak rok temu. Pamiętasz? XDDD)
    Czasu, weny i wielorybów XDDD
    Buzioleeeeee i na nexta :*******
    Kaczorek*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam ponownie :*
      Pamiętam, pamiętam, ale w tym roku to raczej nie przejdzie. Pracuję i załatwiam masę innych spraw. Już i tak z opóźnieniem odpowiadam na komentarze :)) Poza tym do końca nie zostało już tak wiele, a ja nie chcę tego jeszcze bardziej przyspieszać.
      Dziękuję bardzo :* Mam nadzieję, że mimo upływu czasu jeszcze to przeczytasz :)) ♡

      Usuń
  9. Cudny rozdzial*^* Trzyma w napieciu. Jak moglas zakonczyc w takim momencie!:(Chcem Magnusa i duzo Malca<3 Kiedy kolejny rozdzial? ;(
    ~Airy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przepraszam, no :))
      Dziękuję bardzo :*

      Usuń
  10. Wspaniały rozdział!
    Trzyma w napięciu
    Ciekawe co dalej
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Z niecierpliwością czekam na nowy rozdział :) uwielbiam te opowiadanie. Życzę jak najwięcej weny x

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy następny rozdział i czy w ogóle będzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy doszło do pomyłki, ale następny już jest od 13 lipca. https://malecmagnusalec.blogspot.com/2016/07/rozdzia-lxxi.html?m=1
      A kolejny prawdopodobnie jutro :))

      Usuń