poniedziałek, 2 lutego 2015

ROZDZIAŁ VII

Alec wstał po piątej. Poleżał kilkanaście minut w łóżku i poszedł do łazienki. Przemył twarz i ubrał się. Założył ciemne dresy, czarną koszulkę, bluzę i adidasy. "Skoro nie mam dzisiaj treningu, to chociaż pobiegam" - pomyślał i zszedł na dół.
W Instytucie panowała niczym niezmącona cisza. Na korytarzach nie widać było żywej duszy. Wszyscy zapewne spali. Alec przez chwilę poczuł się jak wcześniej. Kiedy mieszkali tutaj tylko on, jego rodzeństwo i Hogde. Przeszedł przez korytarz i otworzył drzwi. Bezszelestnie wyszedł na zewnątrz i odetchnął głęboko. Świeże powietrze zawsze dobrze na niego działało. Słońce świeciło i było ciepło mimo, że nie wybiła jeszcze nawet siódma. Alec porozciągał się i zaczął biec.
Miał dobry humor, więc wybrał dłuższą trasę. Zakończył w parku. Usiadł na ławce, żeby trochę odpocząć. Wysunął nogi przed siebie i skrzyżował w kostkach. Głowę odchylił do tyłu i oddychał głęboko. Minęło go kilka osób. Wszyscy byli ubrani podobnie do niego, więc stwierdził, że też wyszli, aby poćwiczyć. Ładna pogoda udzielała się najwidoczniej każdemu, bo ludzie uśmiechali się do siebie szeroko. No ale co poradzić? Niedziela, bez pracy, obowiązków, do tego słonko i niewiarygodne ciepło. Kto w taki dzień może mieć zły humor?
Wstał z ławki i spacerem wrócił do Instytutu. Otworzył drzwi i od progu usłyszał głosy. A więc reszta także już nie śpi. Westchnął. Czas rozpocząć dzień.

***

Izzy i Jace wpadli na dole na Magnusa.
- Hej - powiedziała Isabelle.
Czarownik jej odpowiedział.
- Idziesz na śniadanie? - zapytał Jace.
- Nie, wstałem tak wcześnie, żeby się z tobą zobaczyć - odparł Bane ironicznie.
- To nie było śmieszne - warknął blondyn.
- Ja się nie śmieję - Magnus wzruszył ramionami i ruszył przed siebie.
Szybko dotarł do jadalni. Rodzeństwo Lightwood'ów zaraz do niego dołączyło.
- Masz na dzisiaj jakieś plany? - zapytała Magnusa dziewczyna smarując kanapkę.
- Nieszczególnie - odpowiedział niepewnie.
Nie wiedział, o co jej chodziło. Zarówno ona jak i jej brat zachowywali się podejrzanie. Cały czas czuł na sobie ich spojrzenie. A kiedy w pobliżu był Alec, pożerali wzrokiem także i jego. Przyglądali im się i jakby analizowali każdy ich ruch, każde posunięcie. Magnus nie wiedział, co może być tego powodem. Zgoda, Alec mu się podobał. Ale przecież nikomu o tym nie mówił. I niby dlaczego patrzyliby tak również na swojego brata? Czarownik stwierdził, że albo oni są naprawdę dziwni, albo to miejsce i tak duża ilość Nocnych Łowców wokół działało na niego destrukcyjnie i stopniowo tracił rozum.
Potrząsnął głową, żeby odgonić od siebie te myśli. W tym samym momencie na miejscu obok usiadł Alec.
- Dzień dobry - zaczął wesoło. - Jak się spało?
- Och, genialnie. Wstać z przeczuciem, że nie ma treningu - wyznała z ulgą w głosie Isabelle.
- Spokojnie, jeszcze tylko prawie dwa miesiące - zaśmiał się jej przybrany brat.
- Dzięki za pocieszenie - walnęła go z pięści w bok.
Jęknął.
- Dzięki za cios - burknął. - A ty co taki cały w skowronkach? - zadał pytanie Alecowi.
- A widziałeś tę pogodę za oknem? - odpowiedział pytaniem.
- A ty widziałeś? - zdziwiła się jego siostra.
Kiwnął głową i wyznał, że wstał wcześniej i postanowił pobiegać. Magnus spojrzał na niego przerażony.
- To o której wstałeś? - zapytał.
- Jakoś po piątej - odparł, na co Bane prychnął. - Co?
- Masz możliwość pospania dłużej, a wstajesz o piątej? - Alec potaknął i uśmiechnął się szeroko.
- Nie jestem leniem, który wstaje jak najpóźniej i warczy na każdego kogo spotka, jeśli nie dostanie kawy - powiedział.
- Nie jestem leniem! - oburzył się czarownik.
- Przeraża cię możliwość wstawania wcześnie. Dla Nocnego Łowcy to normalka.
- Wybacz, ale nie jestem Nocnym Łowcą - przypomniał mu Bane.
- Naprawdę? - zapytał ironicznie Lightwood. - Ty patrz, zapomniałem - rzucił z sarkazmem.
- Jesteś .. - zaczął.
- Tak, jestem - przerwał mu niebieskooki i uśmiechnął się zadziornie. - Ale przecież i tak mnie lubisz.
- Kto nagadał ci takich głupot? - warknął Magnus.
Alec przewrócił oczami, ale nie skomentował tego. Przeniósł wzrok na swoje rodzeństwo, które przyglądało mu się przez cały ten czas. Jace z głupkowatym uśmieszkiem, a Izzy z nieprzeniknioną miną. Zignorował to i zaczął mówić.
- Wracając do tego, co zostało nam brutalnie przerwane przez pewnego teraz obrażonego na cały świat osobnika, bo nazwałem go leniem ..
- Nie jestem obrażony. Wisi mi to, co o mnie sądzisz - prychnął Magnus.
- Tak, tak. Wszyscy to wiemy - Alec uśmiechnął się do niego ciepło niezrażony tym, co usłyszał. - Ale proszę, nie przerywaj mi - dodał i kontynuował. - Jest coraz cieplej i ludzie będą spędzać coraz więcej czasu na świeżym powietrzu. Dlatego pomyślałem, że moglibyśmy w ogrodzie na tyłach Instytutu dostawić kilka ławek. No wiecie, żeby każdy miał, gdzie odpocząć. Co o tym myślicie?
- Świetny pomysł - zachwyciła się Isabelle. - Zawsze chciałam tam coś zrobić, ale nigdy mi nie pozwalaliście.
- Bo ty zawsze masz poranione pomysły - przypomniał jej blondyn.
Pokazała mu język i uśmiechnęła szeroko do Aleca.
- Zaproponuję to później mamie i wszystkim się zajmę - oznajmiła.
- Jakbyś potrzebowała pomocy to się zgłaszaj - powiedział Alec.
- Zgłoszę się na pewno, nie będę sama tego wszystkiego nosić - prychnęła.
Brat posłał jej uśmiech i wrócił do jedzenia śniadania. Po kilku minutach został doniesiony do ich części stołu jeszcze jeden dzbanek. Rodzeństwo spojrzało na starszego brata zdziwione. Chłopak wziął go i nalał sobie przyniesionego napoju do kubka.
- Poprosiłem mamę, żeby do śniadania podawali również kawę - wyjaśnił. - Bo niektórzy z nas tu siedzących są od niej uzależnieni i są strasznie niemili, jeśli jej nie dostaną - mówiąc to spojrzał sugestywnie na czarownika.
Magnusowi momentalnie poprawił się humor. Wyszczerzył się do Lightwooda i nalał sobie kawy. Podmuchał i upił łyk.
- Mmm - wymruczał zadowolony.
Cała trójka przeniosła na niego wzrok i w jednej chwili wybuchnęli śmiechem.
Po skończonym śniadaniu Izzy i Jace wrócili do swoich pokoi, a Magnus i Alec poszli obejrzeć gabinet czarownika.
Znajdował się on na końcu prawego skrzydła, na parterze. Wyglądał dokładnie tak, jak opisywał go chłopak. Najbardziej rzucało się w oczy wielkie biurko. Po jednej stronie był fotel, wyglądał na w miarę wygodny, po drugiej zaś dwa identyczne krzesła. Blisko biurka stał regał. Leżało już na nim kilka książek. Po przeciwległej stronie pokoju znajdował się stolik i dwa fotele. Okna były duże i wpuszczały dużo światła. Miały też piękny widok na Nowy Jork. Mimo, że tkwili na parterze, to panorama wyglądała jak widziana z co najmniej trzeciego piętra. Magnus stwierdził, że to pewnie sprawka runów. Ściany pomieszczenia zostały pomalowane na kolor jasnobrązowy, meble były dwa odcienie ciemniejsze, co dawało świetny efekt. Dominowały ciepłe barwy, przy których się lepiej pracuje. Gabinet sprawiał wrażenie odłączonego od świata, przez co przypadł Magnusowi do gustu.
- Podoba ci się? - zapytał Alec, bo miał już dość ciszy, jaka zapadła, kiedy weszli.
Bane skinął głową i zbliżył się do biurka. Rozsiadł się wygodnie w fotelu i uśmiechnął do chłopaka. Lightwood podszedł bliżej i oparł się o mebel. Skrzyżował ręce na piersi i zerknął na czarownika. Zauważył, że ten patrzy się w okno. Spojrzał w tę samą stronę.
- Miałeś rację, świetny widok - zaczął Magnus. - Zastanawiało mnie tylko, jak to możliwe, że panorama jest widoczna, hmm, jakby to powiedzieć - kiedy szukał w głowie odpowiedniego słowa, wspomagał się gestykulacją rąk. Nie znalazł jednak nic odpowiedniego, więc po prostu powiedział - z góry?
Alec przyglądał mu się kątem oka i uśmiechał pod nosem.
- To runy – wyjaśnił.
Magnus się zaśmiał. Alec spojrzał na niego zdziwiony.
- Tak myślałem – wyjaśnił Bane.
Zapadła cisza. Alec znowu zaczął wpatrywać się w widok za oknem.
Niedziela dla Aleca zawsze była takim przyjemnym dniem. Dniem, w którym mógł odpocząć. W którym nie musiał trenować, ani uczyć się z Hodge'em. W tym dniu nawet demony dawały sobie spokój. Owszem, zdarzały się ataki w tym ostatnim dniu tygodnia, ale były one rzadkością.
Często w niedzielę czytał jakieś księgi lub książki albo najzwyczajniej w świecie przesiadywał godzinami w parku. Robił to dlatego, że te czynności dawały mu odprężenie. Im było cieplej na zewnątrz, tym więcej osób odwiedzało park. Przyziemni mu nie bardzo przeszkadzali, a jeśli chciał być sam, nakładał na siebie runę niewidzialności. Było to jednak zbędne, ponieważ i tak prawie nikt do niego nie podchodził. Chociaż zdarzały się takie przypadki. Rozmowy zazwyczaj i tak szybko się kończyły, bo Alec nie był osobą towarzyską. Nie lubił mówić o sobie i był trochę nieśmiały, jeśli chodziło o poznawanie nowych osób. Tak więc siedział na ławce i po prostu przyglądał się Przyziemnym. Analizował ich ruchy i zachowanie. Po pewnym czasie rozpoznawał już niektórych ludzi, którzy tak jak on, regularnie przychodzili w to samo miejsce. Kobiety, które spotykały się, żeby poplotkować, rodziny, które przychodziły z dziećmi, żeby te mogły się wyszaleć i od czasu do czasu widywał także dwójkę starszych panów, którzy byli chyba dobrymi znajomymi, bo potrafili przegadać kilka godzin.
Park często odwiedzała również młoda dziewczyna. Była od niego rok młodsza. Początkowo nie zwracała na niego uwagi, ale później zaczęła na niego zerkać. Ot tak, po prostu. Kiedy ją na tym przyłapywał spuszczała wzrok. Po pewnym czasie niepewnie się uśmiechała, aż w końcu się do niego dosiadła. Nie mówiła za dużo, wnioskował, że była nieśmiała. Z czasem jednak zaczęła opowiadać mu o sobie, o swojej rodzinie, o problemach w szkole. Przyznała się nawet przed nim, że nigdy nie miała chłopaka. Sam nie mówił jej praktycznie nic. Bo co niby miał powiedzieć? Jestem Nocnym Łowcą, poluję na demony i jestem gejem? Wzięłaby go za wariata. Także tylko słuchał jej uważnie i co jakiś czas dopowiadał coś od siebie. Bardzo ją polubił. Czasami nawet przyłapywał się na tym, że oczekuje jej przyjścia. Ale nie myślał o niej nigdy jako o kimś więcej. Traktował ją jak przyjaciółkę. Jej to jednak nie wystarczało. Dowiedział się o tym w chwili, kiedy przybliżyła do niego swoją twarz. Chwilę później poczuł na swoich wargach coś ciepłego. Jej usta. Nie odwzajemnił pocałunku. Wstał, przeprosił ją i odszedł. Nie powiedział o tym nikomu, bo nie czuł takiej potrzeby. Kiedy przyszedł do parku następnym razem, nałożył na siebie runy niewidzialności. Nie chciał z nią rozmawiać. Nie miał jej tego za złe. Sobie także nic nie wyrzucał. Nie dawał jej przecież żadnych znaków na to, że między nimi mogłoby coś być. Było mu tylko strasznie żal. Żal, że taka wspaniała i ładna dziewczyna zauroczyła się właśnie nim. Widział ją. Siadała na ławce, na której zawsze razem siadali i na niego czekała. Nie mogła wiedzieć, że jest obok niej. Że również przychodził i jej się przyglądał. Po pewnym czasie przestała to robić. Przestała przychodzić i przestała go wypatrywać. Od tamtej pory spotkał ją tylko raz. Przyszła z chłopakiem. Trzymali się za ręce. Było to kilka miesięcy po ich nieudolnym pocałunku. Nie nałożył na siebie runy. Siedział tam, gdzie zwykle. Kiedy myślał, że na niego spojrzała uśmiechnął się lekko. To był uśmiech mówiący "przepraszam". Był zadowolony z tego, że kogoś sobie znalazła. Ona jednak go zignorowała. Nie odwzajemniła uśmiechu, mimo że był pewny, że go dostrzegła. Może nadal była na niego zła? Tego nie wiedział. Nie spotkał jej już nigdy więcej, ale może to i lepiej. Nie miał pojęcia, o czym mogliby gadać. Miał jednak nadzieję, że mu wybaczyła to, że z nią nie porozmawiał po tym wszystkim, co się wydarzyło.
Uświadomił sobie, że odpłynął. I to nieźle. Zerknął w bok i przypomniało mu się, że jest w gabinecie Bane'a.
Magnus przyglądał mu się od dłuższej chwili. Chłopak był pogrążony w myślach. Nie chciał mu przerywać, dlatego nic nie mówił. Bardzo go ciekawiło, o czym Alec tak zawzięcie rozmyśla, ale wiedział, że nie może go o to tak po prostu zapytać. Jeśli będzie chciał, sam się z nim tym podzieli. Uśmiechał się co jakiś czas, pewnie zupełnie nieświadomie, do swoich wspomnień. Osoba, która go zupełnie nie znała, mogłaby powiedzieć, że to był zwykły uśmiech. Magnus wiedział jednak, że tak nie jest. Oczy Aleca z jakiegoś nieznanego mu powodu nadal pozostawały smutne. Na ten widok Magnusowi również robiło się smutno. "Czekaj, czekaj Bane" - skarcił sam siebie - "przecież sam znasz chłopaka od jakiegoś czasu. Dlaczego w takim razie robi ci się smutno, kiedy tak na niego patrzysz?" Nie znał odpowiedzi na to pytanie, ale wiedział, że prędzej czy później ją pozna.
Alec potrząsnął głową chcąc w ten sposób odgonić myśli.
- O kurczę, przepraszam. Zamyśliłem się – powiedział bardziej do siebie niż do Magnusa. Przeniósł na niego wzrok i odezwał się ponownie. - Kiedy chcesz przenieść tu swoje rzeczy? - jego głos był lekko ochrypły, ale to zapewne dlatego, że nie używał go od jakiegoś czasu.
- Jak najszybciej - odpowiedział szybko czarownik i uśmiechnął się do niego ciepło. Cisnęło mu się na usta pytanie czy wszystko w porządku, ale powstrzymał się i go nie zadał. Wiedział, że wyszedłby na kretyna, a chłopak i tak by mu nic nie powiedział. Zapytał więc tylko - chcesz wracać?
Alec skinął głową.
- Pójdę tylko umyć zęby i pomogę ci z "przeprowadzką" - palcami nakreślił cudzysłów w powietrzu, zaśmiał się cicho.
Zamknęli gabinet i w ciszy udali się do swoich pokoi.
Lightwood stanął w drzwiach jak wryty. W pomieszczeniu znajdowało się około dziesięciu osób. Meg, Julie, Sophie, Clary i Izzy zajmowały łóżko, a Ethan, Peter, Noah, David, Jace i Simon siedzieli na krzesłach wokół biurka i o czymś rozmawiali. Simon trzymał w ręku jakieś pudełko. Drzwi się otworzyły i do środka weszła jeszcze czwórka osób, Emily, Diana, Suzie i Jake. Alec zaczął przepychać się do łazienki.
- Wiecie - zaczął mówić - nie chcę wam przeszkadzać, ale co do diabła robicie u mnie w pokoju?
- Simon przyniósł PSP, instalujemy - wzruszył ramionami Jace i wskazał na pudełko trzymane przez Przyziemnego.
- No dobra, ale czemu u mnie w pokoju? - drążył.
- Masz największy ekran - Simon machnął ręką w stronę komputera.
- Tylko nic nie popsujcie - Lightwood poddał się i wszedł do łazienki.
Kiedy drzwi za Alec'iem zamknęły się, do jego pokoju weszła jeszcze jedna osoba. Odświeżony Magnus zareagował podobnie do właściciela pomieszczenia. Stanął w drzwiach i patrzył zdziwiony na ludzi przed nim.
Izzy podniosła głowę, żeby sprawdzić, kto przyszedł.
- Cześć - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko.
- Hej, jest Alec? - zapytał trochę niepewnie.
- W łazience - odpowiedział mu Jace.
Alec wychylił głowę z łazienki, żeby zobaczyć, kto jeszcze ma zamiar koczować w jego pokoju. Uśmiechnął się widząc Magnusa.
- Czeszcz - powiedział niewyraźnie ze szczoteczką w ustach. Wyjął ją na chwilę. - Poczekaj tu, dobrze? - zapytał.
Magnus się zgodził i usiadł na wolnym krześle. Ręce splótł na piersi, a nogi zgiął i skrzyżował w kostkach. Dziwnie czuł się wśród tych wszystkich osób, ale skoro Alec chciał, żeby zaczekał to zaczeka.
Rozejrzał się po pokoju chłopaka. Był prosty w stylu i ubogo urządzony, ale w jakiś sposób pasował do Lightwood'a. W ścianę naprzeciwko niego były wbite dwa haczyki, a na nich wisiał łuk. Był dosyć mały, ale miał coś w sobie. Bardzo chciał przyjrzeć mu się bliżej, ale wiedział, że teraz nie może tego zrobić. Wszyscy zaczęliby się na niego dziwnie patrzeć. Nie chciał pogarszać sytuacji.
Nie wiedział, kiedy podeszła do niego siostra Aleca.
- Gdzie idziecie? - zapytała cicho. Chyba chciała, żeby nikt oprócz niego jej nie usłyszał. Zupełnie niepotrzebnie.
- Alec obiecał, że pomoże mi przenieść rzeczy z biblioteki do gabinetu - wyjaśnił. Nie silił się, żeby zniżyć głos, bo w pomieszczeniu panował taki hałas, że było mało prawdopodobne, żeby ktoś oprócz Izzy go usłyszał.
- A później? - zapytała zaciekawiona dziewczyna.
- On pewnie wróci tutaj, a ja do swojego pokoju - wyznał. Nie wiedział, o co jej chodziło.
- Też możesz tutaj przyjść.
- To chyba pokój Alexandra i to on decyduje o tym, kto się tu znajduje, a kto nie - Magnus lekko się do niej uśmiechnął.
- Znam go dłużej i wiem, że nie miałby nic przeciwko, żebyś również z nami posiedział - wzruszyła ramionami i odwzajemniła uśmiech.
- Właściwie to dlaczego wszyscy tutaj siedzą? - wskazał na ludzi przed nimi.
- Coś tam instalują - powiedziała patrząc na chłopaków. - A nam się nudzi, więc siedzimy z nimi – wyjaśniła.
O więcej nie pytał. Dziewczyna też dała sobie spokój, nie próbowała ciągnąć rozmowy. Po kilku minutach z łazienki wyszedł Alec. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Jego wzrok chwilę dłużej zatrzymał się na czarowniku. Uśmiechnął się i zapytał głośno:
- Widział ktoś mój telefon?
Każdy zaczął przeszukiwać wszystko wokół siebie. Jake pierwszy znalazł zdobycz i podał koledze. Alec próbował go włączyć, ale na ekranie pojawiła się informacja: bateria rozładowana. Jęknął cicho.
- Okej, a teraz jeszcze jedno. Widział ktoś moją ładowarkę? - zadał pytanie, a jego znajomi wybuchnęli śmiechem.
Zirytowany przeczesał włosy palcami.
- Daj go – zaczęła Izzy i wyciągnęła rękę po urządzenie. - Jak się znajdzie to podłączę.
Poddał się i zrobił to, o co go prosiła. Chwilę później byli już z Magnusem w bibliotece. Szybko spakowali wszystkie rzeczy. Przenieśli je do gabinetu i rozpakowali. Skończyli jeszcze przed obiadem, na który udali się zaraz po wykonanej pracy.
Dalsza część dnia upłynęła spokojnie. Po obiedzie wszyscy wrócili do pokoju najstarszego z Lightwood'ów. Magnus został przestawiony reszcie grupy. Dziewczyny zaraz zajęły go rozmową. Po kolacji nastąpił czas na ogłoszenia. Nocni Łowcy otrzymali podstawowe informacje dotyczące kolejnego tygodnia. Alec ze znajomymi posiedzieli jeszcze chwilę razem w salonie i około godziny dwudziestej trzeciej poszli do siebie szykować się do snu.

__________________________________________

Hejo, kolejny post! :)
Jak to zawsze mam w zwyczaju, dziękuję za wszystkie komentarze, wejścia i obserwacje.
Oceńcie proszę rozdział i napiszcie, co o nim sądzicie.
Chciałabym was również zapytać o ferie. Jakieś plany? Zaczęliście już, a może ktoś już skończył? Łączę się w bólu z tymi drugimi (tak, ja już po :( ).
Dobrze, to już kończę. Miłego czytania! :)
I do następnego :*

7 komentarzy:

  1. I w końcu nie zapominam skomentować! ^^
    Czytam twojego bloga systematycznie, a on robi się coraz ciekawszy i bardziej wciągający. Niektóre momenty potrafią rozbawić mnie do łez. Nadal utrzymuję to, co mówiłam wcześniej - podoba mi się, że relacja Magnusa i Aleca potrzebuje czasu, takie powolne zbliżanie się do siebie lubię najbardziej <3
    Życzę weny i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do łez? O kurczę! To ekstra, nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy.
      Dziękuję bardzo <3

      Usuń
  2. Świetny
    Ja już po feriach ;c
    Życze weny i czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Awrr... Uwielbiam Magnusa i Aleca. Genialny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny jak zawsze.
    Ja już mam w końcu ferie xd

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej:) od dawna czyfam twoje opowiadanie i je uwielbiam:)))))) Chyba komentowałam poprzednie z innego konta wiec tu tylko wspomnę,że sama zaczęłam pisać bloga o malecu.Nie jestem taka dobra jak ty ale mam nadzieje,że ci sie spodoba,,,:)))
    www.herbata-i-opowiadanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń