wtorek, 2 sierpnia 2016

ROZDZIAŁ LXXIV

Izzy pociągnęła Jace’a i razem udali się w stronę biblioteki. To tam mieli spotkać się ze swoją matką, z którą musieli przeprowadzić ciężką rozmowę. Ze względu na stan Aleca przeciągali ją, jak tylko mogli, ale niestety dłużej już się nie da. Niestety bądź stety Alec już wracał do zdrowia i w końcu nadszedł czas, by przekonać się, co takiego ma im do powiedzenia Maryse Lightwood. Z tego, co zdążyli zauważyć, ich matka nie była zadowolona z ich postępowania, ale niczego nie mogli być pewni. Nie mieli pojęcia, co ich czeka. Może gdyby ich bratu się nic nie stało, nawet nie zwróciłaby uwagi na ich obecność, a wszystko rozeszłoby się po kościach, ale tak nie było. Nic już jednak nie mogli zrobić. Czasu się nie dało cofnąć, nawet gdyby bardzo tego chcieli. Poza tym nie mogło być przecież tak źle. Co takiego może im zrobić ich własna matka?
– Dobrze, że już jesteście – powiedziała kobieta na wstępie, kiedy tylko przekroczyła próg pomieszczenia. Weszła do środka i spojrzała po osobach się tam znajdujących. Z jej oczu nie można było niczego wyczytać, co nie było dobrym znakiem. Wyraz jej twarzy był poważny i nic nie wskazywało na to, by coś miało się zmienić. – Musimy porozmawiać – wyjaśniła pokrótce, chociaż było to zbędne, bo i tak wszyscy wiedzieli, jaki był cel ich spotkania.
Poza tym zabrzmiało to bardzo chłodno, podobnie jak to, że ich matka nie poprosiła ich osobiście o to, żeby przyszli do biblioteki, a po prostu przekazała jednemu z ich znajomych, by to zrobili.
– Wiemy, mamo... – zabrała głos Izzy, ale matka zaraz jej przerwała, wykonując w powietrzu nieokreślony ruch ręką.
To sprawiło, że dwójka młodych osób wymieniła się niepewnymi spojrzeniami.
– Zaraz będziecie mówić – zapewniła ją kobieta – ale najpierw ja chcę coś powiedzieć i byłabym wdzięczna, gdyby żadne z was mi nie przeszkadzało – dodała, nie przejmując się tym, że to ona pierwsza przeszkodziła swojej córce. – O ile mnie pamięć nie myli, odsunęłam was oraz Aleca od sprawy, którą mi przedstawiłaś – spojrzała na Isabelle, na co ta kiwnęła głową, by dać jej znak, że o tym pamięta. – Pominę jednak ten mały szczegół, bo to nie jest najważniejsze. Niemniej chcę, żebyście wiedzieli, iż o tym nie zapomniałam. Nie podoba mi się to, że nie posłuchaliście tego, co wam poleciłam, ale zajmijmy się teraz czymś innym. Ta kwestia nie jest tak ważna, bo nie łamie przepisów Nocnych Łowców, ale to, co zrobiliście później i owszem – wytłumaczyła i zrobiła krótką przerwę, by jej dzieci przetrawiły to, co padło z jej ust i aby wniosły jakieś ewentualne sprostowania. Nic takiego nie miało miejsca, więc po chwili kontynuowała, a ton jej głosu nie zmienił się ani odrobinę. – Zabroniłam wam uczestniczenia w akcji zbrojnej, ale po raz kolejny zignorowaliście moje polecenia. Tak naprawdę w ogóle nie powinnam wam niczego zakazywać, bo to wy nie powinniście wyrażać chęci, by nam towarzyszyć. Powszechnie wiadomą informacją jest to, że w bitwach mogą brać udział jedynie Nocni Łowcy, który ukończyli osiemnasty rok życia, a wy z pewnością nie możecie się tym pochwalić – mówiła formalnym tonem, patrząc raz na dziewczynę, raz na chłopaka. Zajęła miejsce przy biurku i usiadła w taki sposób, by mieć doskonały widok na ich oboje. – Mimo to uczyniliście to, co chcieliście i niestety nie może się to obejść bez echa. Nie mogę tolerować takich spraw. Byliście świadkami tego, co stało się waszemu bratu, a ja nawet nie chcę wspominać o tym, jakie kłopoty sprawilibyście mi, waszemu ojcu i całemu Instytutowi, gdybyście byli na jego miejscu – przy tych słowach zerknęła na okno, ale zaraz powróciła do nich wzrokiem. Zdawała sobie sprawę z tego, że była dla nich autorytetem i miała pewność, że mieli do niej ogromny szacunek. Nie chciała wzbudzać w nich strachu, a właśnie ten respekt, który można było zobaczyć w ich oczach. To oraz poczucie błędu. – Rada cały czas debatuje nad tym, czy waszą niesubordynację zgłaszać Clave. Co wy sobie myśleliście? – zapytała na koniec i skrzywiła się delikatnie.
Naprawdę nie podejrzewała swoich dzieci o to, że kiedykolwiek będą działać przeciwko niej. Może i mieli dobre zamiary, ale nie powinni sprzeciwiać się jej poleceniom. Wykazali w ten sposób, że nie są na tyle odpowiedzialni, by brać ich na poważnie. Nie popisali się.
– Nie chcieliśmy zrobić nic złego – zaczęła Izzy, ale tym razem to Jace wszedł jej w słowo.
– Z pewnością nie działaliśmy w żadnej złej sprawie. Zobaczyliśmy na monitorach pewną niedogodność, którą mogliście wcześniej przeoczyć. Nie mieliśmy, jak się z wami skontaktować, więc postanowiliśmy wziąć to na siebie – mówić w imieniu swoim i swojej przybranej siostry.
– O czym mówisz? – zaciekawiła się kobieta, siadając wygodniej i szykując się na wyjaśnienia.
– O tym, że pewien teren był niechroniony przez żadną grupę Nocnych Łowców, a pojawiały się tam demony – rzuciła Isabelle. – Pomyśleliśmy, że nasza obecność może się przydać, bo nie wyglądało to kolorowo.
Maryse zapatrzyła się na swoją córkę, początkowo nic nie mówiąc.
– Nic nie usprawiedliwia tego, że sprzeciwiacie się rozkazom – powiedziała nareszcie, biorąc wcześniej głęboki oddech. – Nawet nie powinniście zdawać sobie sprawy z tego, że którykolwiek z terenów był niechroniony. Na dobrą sprawę idę wam na rękę z tym, że możecie zaglądać do wszystkich pomieszczeń w Instytucie. Większość powinna być dla was zamknięta – wyznała szczerze. – Nie wiem, co wam strzeliło do głowy. Na jakiej podstawie stwierdziliście, że wasza obecność może w czymkolwiek pomóc? Jesteście jeszcze dziećmi i nie ma żadnego znaczenia to, czy uczestniczycie w dodatkowych treningach i szkoleniach, czy nie. Na chwilę obecną nie posiadacie prawa do tego, by uczestniczyć w bitwach i macie tego świadomość.
– Tak, ale... – chciał coś powiedzieć Jace, ale ta zmroziła go wzrokiem.
– Nie przerywaj mi – niemal warknęła kobieta. – Jak już mówiłam, rada zastanawia się, czy nie zgłosić całej tej sytuacji Clave. Jestem temu przeciwna, ale obawiam się, że mój głos nie jest w tym wypadku najważniejszy. Jestem waszą matką i ktoś mógłby pomyśleć, że to niesprawiedliwe. Zrobię, co w mojej mocy, ale musicie brać pod uwagę fakt, że swoim zachowaniem sprowadzicie na siebie kłopoty. Musicie ponieść konsekwencje swoich czynów. Nie muszę chyba wspominać, że dotyczy to także osoby, która wam pomogła? – zapytała na koniec.
Oboje spojrzeli na siebie odrobinę przerażeni. Obiecali przecież Magnusowi, że w razie kłopotów, nie będą go w nic mieszać. To mogłoby się dla niego skończyć jeszcze gorzej, bo był Podziemnym, a nie Nocnym Łowcą jak oni.
– Nikt nam nie pomagał – skłamał gładko Jace, ale ich matka tylko prychnęła pod nosem, nie wierząc mu.
– To niemożliwe. Ładnie z waszej strony, że chcecie bronić Magnusa Bane'a, ale na to już chyba za późno – stwierdziła. – Jeżeli to wszystko, co macie mi do powiedzenia, to możecie już wyjść – oznajmiła surowym tonem.
– Możemy? – dopytała Isabelle, której coś nie pasowało.
Nie poszło aż tak źle, jak myślała. Co z ich karą?
– Tak. Będę was na bieżąco informować o postępowaniach rady. Na chwilę obecną musicie uzbroić się w cierpliwość. Nie mam pojęcia, jaka decyzja zapadnie. Za kilka dni powinno być wiadomo – dodała i wskazała na drzwi, czyniąc tym samym gest świadczący o tym, że nic tu po nich.
Oboje kiwnęli głowami i udali się do wyjścia, już nic nie mówiąc. Dopiero po przekroczeniu progu głos zabrała Isabelle.
– To było dziwne – stwierdziła, patrząc na blondyna. – Chyba mogło być gorzej.
– Może i tak, ale nie wiemy, co ustali rada. To może nie być koniec – przyznał Jace, wzruszając ramionami.

***

Aaron siedział w swoim pokoju i nie bardzo wiedział, co teraz zrobić. Tak naprawdę najchętniej by już nic nie robił, ale za bardzo go to męczyło. Nie miał pojęcia, co to oznaczało i szczerze mówiąc, nie chciał się dowiadywać. Był jednak pewien, że będzie musiał pogadać o tym z Lightwoodem. Trochę namieszał. Do Bane'a nie miał już zamiaru się zbliżać, bo obawiał się tego, że mógłby powiedzieć coś jeszcze. Już dawno pogodził się z tym, że czarnowłosy spotyka się z tym czarownikiem i mu to nie przeszkadzało, póki nie musiał spędzać z nimi czasu. Nie wiedział więc, dlaczego wyjechał z tym pocałunkiem. Przecież to było dawno temu!
Nie. Musiał mu o tym powiedzieć, zanim ten porozmawia z czarownikiem. Może dzięki temu uda mu się coś zdziałać i załagodzić swoją sytuację? Właśnie z takimi myślami Aaron ruszył w kierunku skrzydła szpitalnego, by porozmawiać z Aleciem. Miał nadzieję, że ten jeszcze o niczym nie wiedział.
Planował wejść bez pukania, więc spojrzał najpierw przez małe okienko w drzwiach, by upewnić się, że w sali znajduje się jedynie Alec. Stwierdziwszy, że tak właśnie jest, uchylił drzwi i zajrzał do środka. Od razu zobaczył swojego kumpla leżącego na jednym z łóżek. Nie wyglądał najlepiej, ale też nie do końca źle. Nie miał koszulki, więc Aaron mógł zauważyć bandaże, jakimi zawinięte było jego ciało. Alec automatycznie podniósł na niego swój wzrok, chcąc się najprawdopodobniej przekonać, kto postanowił go odwiedzić. Uniósł brwi, kiedy zobaczył Aarona, ale tego nie skomentował. Kiwnął jedynie w jego stronę, cały czas lustrując go wzrokiem w taki sam sposób, jak ten sam to czynił.
– Żyjesz, Lightwood – zaśmiał się blondyn, podchodząc bliżej i siadając na krześle przy łóżku.
– Jeszcze żyję – odparł równie rozbawionym tonem Alec. – Nie wiedziałem, że tak mnie lubisz, że postanowisz mnie odwiedzić – stwierdził sarkastycznie. – Chyba naprawdę musiało ci się nudzić.
– Nie przesadzaj – stwierdził Aaron, biorąc ze stolika nocnego jakąś gazetkę i zaczynając ją przeglądać. – Nie jestem na pewno jedynym, który do ciebie przylazł. Leżysz jak warzywo, to pomyślałem, że pomęczę cię swoją uroczą obecnością.
– Izzy miała chyba ten sam plan, bo męczyła mnie ze dwie godziny – zaśmiał się czarnowłosy. – Dopiero wyszła. Był też Jace i kilku innych znajomych – wyznał szczerze, zerkając na to, co chłopak trzymał w ręku. – Ktoś zostawił, ale nie pamiętam kto – mruknął, próbując to sobie przypomnieć. – Nie zdążyłem jeszcze nawet przejrzeć. Jest coś ciekawego?
– Nie bardzo – odpowiedział Aaron. – Chyba, że lubisz czytać o jakiś dziwnych maszynach – dodał, nadal przeglądając każdą stronę. Bardziej skupiał się na zdjęciach niż na tekstach, bo te zajmowały bardzo dużo miejsca i zwyczajnie mu się nie chciało ich czytać. – Dostałeś jakieś słodycze? – zaciekawił się blondyn, nareszcie na niego zerkając.
– Nie – odparł automatycznie Lightwood. – Jakoś nikt się nie pofatygował. Zresztą nie przepadam za słodyczami.
– Ja w sumie też nie – powiedział Aaron i odłożył gazetę, by wziąć kolejną. Musiał mieć zajęte ręce i nie chciał dłużej patrzeć na Aleca. Wiedział, co miał zrobić, ale nie mógł się za to zabrać. Nie wiedział, jak zacząć. – Ta lepsza – powiedział i zaśmiał się, widząc jakieś dziewczyny, prezentujące nowe kolekcje ubrań. Na prawie każdej stronie były inne modelki, za to modele pojawiali się sporadycznie. – Na pewno ci się spodoba – dodał i pokazał mu stronę ze strojami kąpielowymi, jawnie się z niego śmiejąc. Oboje doskonale wiedzieli, że Alec nie zwracał nigdy uwagi na dziewczyny, przez cała ta sytuacja była jeszcze śmieszniejsza. Przynajmniej dla Aarona, bo Alecowi początkowo nie było do śmiechu. Uderzył chłopaka w udo, wykorzystując maksymalnie możliwości wykonania jakiegokolwiek ruchu. Nie na wszyscy mógł sobie jak na razie pozwolić. – No weź, Lightwood. Nie mów, że ci się nie podoba – prychnął, pokazując mu kolejną stronę, tym razem z sukienkami letnimi.
Zupełnie zignorował to, że Alec go uderzył, bo wcale go to nie zabolało. Lightwood z kolei zmierzył go wzrokiem, po czym pokręcił z rozbawienia głową.
– Wsadź sobie te gazetki. Jak chcesz, to możesz je sobie wziąć. Wyrażasz większe chęci na przeczytanie ich niż ja – powiedział z chytrym uśmieszkiem.
– Taa, na pewno – odparł Aaron, przywracając oczami i biorąc głęboki oddech. Jakoś musiał mu powiedzieć. – Wpadłem dzisiaj na twojego faceta – przyznał po chwili szczerze, odkładając gazetę na bok.
Alec od razu wbił w niego swój wzrok. Zauważył, jak ten delikatnie drgnął, ale nie miał pojęcia, co było tego przyczyną. Szczerze mówiąc, sam nie widział Magnusa od rana.
– I? – dopytał, bo Aaron nic nie mówił.
– I nic. Gadaliśmy chwilę – odpowiedział blondyn, znowu unikając jego wzroku.
– O czym? – zaciekawił się Alec lekko zaskoczony, ale i zadowolony z tego, że ta dwójka być może w końcu zaczęła się dogadywać.
– O tobie, a o czym? – mruknął i wziął głęboki oddech, po czym nareszcie utkwił w nim swoje spojrzenie. – Nie poszło za dobrze.
Alec również odetchnął głęboko, karcąc się w duchu za swoje wcześniejsze myśli. A już naprawdę miał nadzieję na to, że chociaż trochę ocieplili swoje relacje.
– Co masz na myśli?
– Tylko się nie denerwuj, ok? – zapytał. – I pamiętaj, że nie możesz wykonywać żadnych gwałtownych ruchów – powiedział jeszcze, a po ponaglającym geście ręki czarnowłosego zaczął mu opowiadać, co takiego miało miejsce jakiś czas temu.
Alec wpatrywał się w siedzącego przy jego łóżku Aarona i miał ochotę go zamordować. To, co mu chłopak przed chwilą powiedział, sprawiło, że zapomniał o tym, dlaczego tu leży. Chciał po prostu wstać i mu przyłożyć. Nie wierzył w to, że można być takim idiotą. Na początku myślał, że blondyn się zgrywa, ale po jego wyjaśnieniach wiedział, że tak nie było.
– Czyś ty zgłupiał? – warknął Alec w jego stronę, lekko się unosząc. Poczuł przy tym delikatny ucisk w klatce piersiowej, ale się tym nie przejął. Miał teraz ważniejsze rzeczy na głowie. – Po co w ogóle z nim gadałeś?
– Nie wiem, Lightwood. Myślałem, że uda mi się to załatwić na spokojnie. Poniekąd to przeze mnie tu leżysz i chciałem wiedzieć, czy wszystko w porządku – odpowiedział swobodnym tonem Aaron.
– Serio? Serio, dlatego? – zirytował się czarnowłosy. – Właśnie teraz musiały zacząć gryźć cię wyrzuty sumienia? To bez sensu – warknął i opadł z powrotem na poduszki.
– Nie mówię o wyrzutach sumienia – odparł automatycznie blondyn.
– A o czym niby? – prychnął Alec.
– Nie wiem – wzruszył ramionami. – Ale gdyby ten twój chłoptaś się nie wychylał, to byłbym spokojny – wyznał szczerze, chociaż nie miał pojęcia, czy Alec na to pójdzie. – Nie potrafię z nim gadać. Zachowuje się tak, jakby postradał wszystkie zmysły.
– Wcale się tak nie zachowuje – zaprzeczył szybko Lightwood. – Jest po prostu mądry i doświadczony. Dłużej żyje na tym świecie i czasem ma prawo mieć rację. Nie wiem, dlaczego go tak nie lubisz – dodał jeszcze, zanim nie przeniósł wzroku na sufit nad jego łóżkiem.
– Bo go nie lubię. Właśnie ci powiedziałem dlaczego – odparł. – I on mnie też nie znosi.
– Nic dziwnego, skoro się tak zachowujesz i mówisz mu takie rzeczy – mruknął pod nosem czarnowłosy.
– Cicho – warknął blondyn. – Sprowokował mnie – oznajmił, jakby było to jakimś usprawiedliwieniem. – Ale ty i tak pewnie w to nie uwierzysz.
Alec westchnął i chwilę nic nie mówił, przetrawiając w głowie informacje, jakich udzielił mu jego rówieśnik. Nawet nie chciał sobie tego wszystkiego wyobrażać.
– Co ci odpowiedział? Wściekł się? – zapytał, nie mając pojęcia, jak mógł zareagować czarownik.
Kiedy Magnus wychodził z tego pomieszczenia po ich porannej rozmowie, nie wyglądał na zadowolonego z życia. Nie dość, że musiał być bardzo zmęczony, bo praca, jaką wykonał przy doprowadzeniu go do porządku nie należała do najłatwiejszych, jak już czarnowłosy zdążył się dowiedzieć, to jeszcze chyba był zawiedziony zachowaniem Aleca. Lightwood nic nie mógł poradzić na to, że nie podobał mu się wzrok, jakim Bane obrzucał jego klatkę piersiową i brzuch. Może i dla niego były to po prostu kolejne blizny, ale Magnusowi najwyraźniej nie przypadły do gustu. Nie chciał nie podobać się swojemu facetowi i stąd wzięło się jego wcześniejsze zachowanie. Dlatego nie chciał spędzać z nim rano więcej czasu, bo nie marzyło mu się zatrzymywać czarownika dłużej niż ten tego chciał. Nic na siłę. Miał tylko nadzieję, że blizny rzeczywiście szybko znikną i Magnus równie szybko o nich zapomni.
– No właśnie nie – odparł Aaron, wyrywając go z zamyślenia i odpowiadając na jego pytanie.
– Powiedz mi dokładnie, jak to wyglądało – poprosił go Alec.
– Pytałem się go, jak się czujesz i czy wszystko ok, to mi odpowiadał, że tak. Że już wszystko dobrze, ale chyba nie będziesz mógł skończyć z nami tego kursu – wyznał, a po ostatnich słowach Alec spojrzał na niego zaskoczony. – Nie wiedziałeś? – zdziwił się Aaron, poprawnie odczytując i rozumiejąc jego reakcję. Lightwood kiwnął głową i dał mu znak, żeby kontynuował. – Ogólnie był jakiś taki dziwny. Jakby za wszelką cenę chciał dać mi do zrozumienia, że nie chce mu się ze mną gadać. Wkurzało mnie to, ale byłem grzeczny.
– Powiedział ci, że nie chce z tobą rozmawiać? – zapytał Alec, bo chciał znać dokładne szczegóły.
Zwracał na nie uwagę, bo były dla niego ważne. Nie mógł sobie wyobrazić tego, jak Magnus musiał się zachowywać, by ten tak to odebrał. Czasami Bane prowadził z Jacem suche konwersacje, ale z nim było inaczej. Jace'a Magnus znał dużo lepiej niż Aarona i przede wszystkim Jace był do tego przyzwyczajony. Sam często celowo go zaczepiał, bo taki już miał sposób bycia.
– No niby nie, ale to się przecież da wyczuć, Lightwood – odparł blondyn, używając jak zwykle jego nazwiska.
Tak już się nauczył i naprawdę rzadko posługiwał się imieniem chłopaka, ale nie świadczyło to o braku szacunku czy czymś podobnym.
– Czyli nie wiesz na pewno, co mu chodziło po głowie – mruknął Alec bardziej do siebie niż do niego. – Mów dalej – zaproponował, przecierając twarz dłonią i skupiając się na jego słowach.
– Trochę mnie zaczęło to po jakimś czasie irytować i może rzuciłem jakimś komentarzem – przyznał, próbując sobie wszystko przypomnieć i przymykając jedno oko. – Wtedy on po prostu się obrócił i chciał odejść, to za nim krzyknąłem, że pewnie by cię zdziwiło, jakby zobaczył, że mnie tak olewa. On powiedział coś w stylu, że pewnie miałbyś to gdzieś, to ja mu mówię, że nie, bo przecież mnie lubisz. Zaczął się śmiać i powiedział, że niby na jakiej podstawie tak twierdzę. To mnie już w ogóle wkurzyło. Nie siedzi przecież w twojej głowie i nie ma prawa mówić, kogo lubisz a kogo nie. To nie jego sprawa. Poza tym cały czas szedł, a ja musiałem drzeć się do jego pleców. To było chamskie – mruknął pod nosem. – To mu powiedziałem, że musisz mnie lubić, bo się ze mną całowałeś – zakończył z krzywym uśmiechem.
– Brawo – warknął Lightwood. – Świetny pomysł.
– Przestań. Nawet się nie wściekł – zaczął ponownie Aaron, ale Alec zaraz wszedł mu w słowo.
– No co ty. Na pewno – ironizował. – Powiedziałeś mojemu chłopakowi, że się z tobą całowałem. Skakał pewnie do góry ze szczęścia.
– No nie, ale serio się nie wkurzył – spróbował jeszcze raz. – Obrócił się tylko i zapytał: "co z tobą robił?" – powiedział blondyn, idealnie wczuwając się w sytuację i naśladując ton głosu Bane'a. – Nie brzmiał źle ani groźnie tylko tak, jakby normalnie z tobą gadał. Mówię ci.
– Nie wiesz, jak brzmi zły Magnus – wytknął mu czarnowłosy. – Nawet nie umiem sobie tego wyobrazić. Po co to robiłeś?
– Nie wiem. Chciałem go zatrzymać – powiedział niepewnie. – I się udało.
– Bo nie było innego sposobu, nie? – spytał Alec sarkastycznie.
– Najwyraźniej nie – odparł Aaron. – Nie zwalaj całej winy na mnie.
– No nie. Bo przecież to moja wina – prychnął.
– Nie, ale też nie całkowicie moja. Gdyby ten twój Bane sobie nie poszedł, to bym nie musiał go zatrzymywać.
– A po co niby chciałeś go jeszcze zatrzymywać? – zapytał Lightwood, bo naprawdę nie widział po temu żadnego powodu. – Przecież mówiłeś, że chciałeś zapytać o mój stan i się zapytałeś, a Magnus ci odpowiedział. Co jeszcze dręczyło twój umysł? – chciał wiedzieć, ale kiedy chłopak się nie odzywał, sam sobie udzielił odpowiedzi. – Chciałeś utrzeć mu nosa – bardziej stwierdził niż zapytał i przyjrzał mu się uważniej, a kiedy ten znowu nie reagował, uderzył go gazetą, którą ten wcześniej oglądał.
– No co? – oburzył się blondyn. – Może tak było. Sam mówiłeś, że go nie lubię i najwyraźniej tak właśnie jest. Nie miałbym nic do niego, gdyby nie to, że on ma coś do mnie.
– I użyłeś genialnej zagrywki. Co było dalej?
– Nic. Powtórzyłem to, co mu powiedziałem, a on uśmiechnął się z politowaniem i odszedł. Nawet nie wiem, czy mi uwierzył.
– Ale i tak nie obejdzie się to bez echa. Nie zostawi tak tego – przyznał czarnowłosy.
– Powścieka się, zrobi ci wykład, ale z tobą nie zerwie – odparł Aaron swodobnym tonem, ale widząc jego minę automatycznie spoważniał. – Bo tego nie zrobi, nie?
Alec chwilę myślał nad jego słowami. Nie wiedział, jak przedstawiała się teraz sytuacja między nimi i jak czuł się Magnus. Miał iść do siebie odpocząć, a przez Aarona tego pewnie nie zrobił. Znał swojego faceta i wiedział, że ten prędzej czy później poruszyłby ten temat, ale jeśli chodziło o Aleca wolał to załatwić od razu.
– Skąd mam wiedzieć? – odparł, siląc się na spokój. – Z tego co wiem, nikt nigdy mu nie powiedział, że się całowałem z kimś innym. Nie mam pojęcia, co siedzi w jego głowie – wyznał, cały czas się nad czymś zastanawiając.
Czy Magnus rzeczywiście przyjął to z takim spokojem, o jakim mówił Aaron?
– Ale się nie wkurzał – przypomniał mu blondyn.
– Już to mówiłeś – burknął Alec, chowając twarz w dłoniach. – Razjelu, Aaron. Przecież ja cię nawet nie całowałem.
– No jak to nie? – zaśmiał się blondyn pod nosem. – Teraz będziesz się wypierał?
Lightwood zmierzył go wzrokiem, w tym momencie naprawdę mając ochotę coś mu zrobić.
– No chyba jesteś śmieszny! – oburzył się, zaczynając szybciej oddychać. – Nigdy cię nie pocałowałem!
– Nie wściekaj się tak – poprosił go Aaron. Jego ta cała sytuacja rozbawiała, chociaż miał świadomość tego, że nie zrobił dobrze, mówiąc o tym wszystkim czarownikowi. – Kilka dni po moim przyjeździe – powiedział, mając nadzieję, że tym samym naprowadzi go na właściwy trop.
– Ty mnie pocałowałeś, a nie ja ciebie. Nie brałem w tym czynnego udziału!
– Może i nie, ale mimo to bierny udział miałeś – zaśmiał się pod nosem, chcąc jakoś oczyścić atmosferę. – Wyluzuj. Najpierw z nim pogadaj, a dopiero potem się wściekaj. Może nie będzie tak źle.
– A może wręcz przeciwnie – wyznał Alec. – Aaron, ty nic nie rozumiesz – jęknął czarnowłosy, mając już obecność drugiego Nocnego Łowcy po dziurki w nosie.
– Czego nie rozumiem? – zapytał, ale Lightwood nie miał ochoty mu odpowiadać, więc po prostu pokręcił głową. – No dobra. Jak chcesz – oznajmił, a po jego słowach zapadła cisza. Aaron jednak nie chciał teraz milczeć, bo to mogłoby oznaczać, że Alec jest na niego zły i ma do niego uraz. Nie wiedział, czy działo się tak za sprawą jego sumienia, jak ten wcześniej mówił, czy za sprawą czegoś innego, ale nie mógł przestać myśleć o tej sprawie. – A podobało ci się? – zagadnął go.
Czarnowłosy spojrzał na niego oniemiały.
– Zgłupiałeś? Co mi się miało podobać? Byłem już wtedy z Magnusem – przypomniał mu.
– No wiem przecież. Śmieję się – burknął i znowu sięgnął po gazetę. – Czasem mam wrażenie, że nie powinienem się odzywać – mruknął pod nosem, przeglądając po raz kolejny to samo.
– Masz rację – zgodził się z nim z wielkim entuzjazmem Alec.
– Nie jest ono jednak na tyle silne, żeby wpłynęło jakoś na moje życie – wyjaśnił mu, nie zwracając uwagi na jego wcześniejsze wtrącenie. – Więc je olewam – zakończył z lekkim uśmiechem i wzruszył ramionami.
Alec zaśmiał się pod nosem z jego zachowania. Jakoś pomogło mu to chociaż na chwilę uciec myślami od swojego faceta. Nie miał pojęcia, co ma teraz robić. Spoważniał na moment i zerknął na Aarona.
– Mam nadzieję, że przez twój długi jęzor i wybujałą wyobraźnię Magnus ze mną nie zerwie. W przeciwnym razie źle się to dla ciebie skończy – zagroził mu.
– Jakoś mu to wyjaśnisz i będzie ok. Zresztą jestem pewien, że znasz jakieś sztuczki, żeby go odpowiednio podejść – dodał i poruszył sugestywnie brwiami, wykonując przy tym jednoznaczny gest.
– Niech cię nie interesują nasze sztuczki – warknął Lightwood. – Nic ci do tego. Poza tym dlaczego ja mam to odkręcać, skoro to wszystko przez ciebie? I tak dla twojej wiadomości, to nawet gdybym nie był już wtedy z Magnusem, to i tak bym się z tobą nie całował. Irytowałeś mnie.
– A teraz już cię nie irytuję? – zaciekawił się blondyn. – Więc teraz byś się ze mną przelizał? – zapytał rozbawiony.
– Nie! – odparł automatycznie Alec, nie chcąc nawet brać tego pod uwagę.
– Jaaasne. A tak serio to ty musisz pogadać ze swoim cudownym chłopaczkiem. Ja wolę się do niego nie zbliżać – wyznał Aaron.
– Może i masz rację – westchnął Lightwood i poprawił się na łóżku. Już miał powoli dość tej jednej głupiej pozycji, w jakiej leżał, ale takie dostał polecenie od Magnusa. Na razie miał nie wstawać. – Jeszcze by ci coś zrobił – mruknął pod nosem.
– Co? – prychnął blondyn. – No chyba nie – zaczął i już miał kontynuować, kiedy oboje usłyszeli, że drzwi sali się otworzyły.
Zerknęli w tamtym kierunku i ujrzeli nikogo innego jak mężczyznę, o którym rozmawiali. Magnus przystanął na moment, zdziwiony obecnością Aarona, ale zaraz jak gdyby nigdy nic wszedł do środka.
– Nie wiedziałem, że masz gościa. Wybacz – powiedział do swojego chłopaka, mierząc ich obu wzrokiem. Z jego głosu nie dało się wyczytać niczego złego. – Przyszedłem po rzeczy, które wcześniej zostawiłem. Mam chwilę wolnego, więc mogę przygotować dla ciebie maść – dodał, uśmiechając się oszczędnie. Zobaczył jednak, że Alec ma chyba ochotę wstać, więc dodał spokojnie: – Leż, proszę. Zaraz wychodzę i będziecie mogli kontynuować – wyznał i ruszył w kierunku swojego prowizorycznego stoliczka. Lightwood nic sobie nie zrobił z jego prośby, więc ten musiał użyć magii, by zatrzymać go przy łóżku. Pstryknął palcem, a chłopak momentalnie poczuł, że nie może oderwać się do materaca. Wszystko zadziało się tak szybko i niespodziewanie, że żaden z Nocnych Łowców nie zdążył zareagować. Aaron, widząc, że Alec nie może się ruszyć, otworzył usta, by coś powiedzieć, ale jego także Magnus uprzedził. – A ty się nie odzywaj – warknął zupełnie innym tonem niż ten, którym zwracał się do swojego chłopaka i jednym ruchem ręki sprawił, że ten nie mógł powiedzieć ani słowa.
Blondyn zerknął na Aleca ze zdziwieniem i lekkim przerażeniem w oczach, ale widząc spokój na jego twarzy mógł się domyślić, że Nocny Łowca był pewien, iż czarownik nie zrobi im krzywdy. Bane z kolei niezatrzymywany już przez żadnego z nich dokończył zbieranie odpowiednich rzeczy, po czym podszedł do łóżka. Aaron cały czas bacznie go obserwował. Czarownik podszedł do swojego chłopaka i pogłaskał go po policzku, robiąc zatroskaną minę. Chwycił go pod brodą i delikatnie obrócił jego twarz w swoją stronę.
– Przyjdę wieczorem – obiecał mu i uśmiechnął się pod nosem, widząc zaufanie w jego oczach.
Pochylił się nad nim i złożył jeszcze pocałunek na jego ustach. Nie byłby sobą, gdyby nie rzucił przy tym okiem na siedzącego obok nich Aarona. Uśmiechnął się do niego wrednie i zasmakował ust, do których ten nie miał dostępu. Mimo iż trwało to nie dłużej niż sekundę, Bane był bardzo usatysfakcjonowany. Po tym wszystkim udał się w kierunku wyjścia, ponownie zostawiając ich samym i zdejmując swój czar.
– I co? – rzucił Alec do Aarona. – Dalej uważasz, że wszystko w porządku? – burknął sarkastycznie, przeczesując sobie włosy nerwowym gestem.
Może i nie było tak źle, jak to sobie wyobrażał, ale i tak miał wrażenie, że Magnus zachowywał się inaczej niż dotychczas. Poza tym podejrzewał, że ta jego nagła wizyta nie była przypadkowa, a składniki do maści były jedynie pretekstem.

20 komentarzy:

  1. Dalej nie lubię Arona. Pożartował sobie, ale to nic nie zmienia. Mam nadzieję, że Magnus nie jest jakoś specjalnie zły na Alusia. Biedaczek tam cierpi i przejmuje się tym, że teraz nie podoba się swojemu chłopakowi. Aluś, ty zawsze jesteś piękny. Pozdrowionka i weny, duuuuuużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że Aluś zawsze jest piękny. To najbardziej uroczy i najbardziej urodziwy człowiek na tej ziemi :)))
      Dziękuję :*

      Usuń
  2. Omg!! To jest piękne ^ Musze przyznać,że od tej sceny kiedy Aaron był u Aleca cały czas wiedziałam,że w pewnym momencie wejdzie Magnus.. I BUM ! Pojawia się 😂 Mam nadzieję ,że Magnus wysłucha dokładnie co Alec ma do powiedzenia i wszystko będzie dobrze** Malec! A co do Aarona mimo,że wcześniej jakoś szczególnie go nie lubiłam teraz go kocham 💖 Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojawienie się Magnusa było tylko kwestią czasu :)
      Dlaczego tak teraz pokochałaś Aarona?
      Dzięki i zapraszam do czytania :*

      Usuń
  3. Na Anioła ale się porobiło *.* Aaron może się bać Magnusa ;) Mam nadzieje, że Alec z Magnusem się pogodzą. Hmmmm chyba muszą żeby były kolejne części Maleca ;) No i poza tym oni są tak kochani :* Mam nadzieję, że Rada nic nie zrobi najlepszemu Czarownikowi w całej galaktyce :) Izzy i Jace rzeczywiście zrobili źle, ale to nie jest wina Magnusa on działał pod ich naciskiem ;) W trakcie rozmowy Aarona z Aleciem miałam obawy, że odwrócą się w stronę drzwi a tu Maryse hahah ale by było ;) Bardzo jestem ciekawa czy i w jaki sposób ona się dowie. Tak w sumie teraz myślę, że chyba dawno nie było tu Prezesa Miau ;) Ale cóż pewnie randkuje z Churchem ;) Rozdział świetny i nie mogę doczekać się na kolejny :* A najgorsze jest to że następną część przeczytam dopiero jak wrócę z wakacji :( trening cierpliwości w sumie :')
    ~Ms.Skywalker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha Church nikogo nie lubi :))
      Odpowiadam krótko, bo brakuje mi czasu, ale wiedz, że przeczytałam całość. Wkrótce się wszystkiego dowiesz, a póki co zapraszam na kolejny i dziękuję serdecznie :) :*

      Usuń
  4. Oj Aaron, Aaron.... Nawet nie wiem co powiedzieć. Szkoda mi Magnusa, bo wiem, że go to zraniło :( Alec może mieć przez to kłopoty. Wyczuwam dramę :/ Ale rozdział mimo wszystko świetny jak zawsze! Dużo weny x ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i zapraszam do czytania. Magnusa to zraniło, ale już możesz przeczytać, co takiego wykombinował nasz sprytny czarownik :))

      Usuń
  5. Ja powiem tak: jeśli Aaron doprowadzi do rozpadu Maleca to osobiście wyślę skargę do Clave! Magnus musi porozmawiać z Alexandrem!!! Ah moje feelsy 😊😢😥😜😁😝

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak? Clave by się chętnie zainteresowało :))
      Ah te feelsy :))

      Usuń
  6. Jeden z moich ulubionych rozdziałów *-* Ojojo zazdrosny Magnus hahahah Z niecierpliwością czekam na nexta i niech Wena będzie z tobą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i zapraszam do czytania :))

      Usuń
  7. Ciągła nienawiść do Aarona trwa i nasila się. :// Biedny Magnus musi być zraniony, ale wydaje się być dziwny. Zresztą zobaczymy za tydzień���� WENY!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawał się dziwny, owszem, ale to tylko przez Aarona. Dla Aleca jak zwykle jest milusi 💖
      Dziękuję bardzo :*

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział genialne ale gdzie jest Jason??
    Ja chcę Jarona <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudny rozdzial *^* Mam nadzieje, ze Magnus nie bedzie zly na Aleca i, ze nie bedzie zadnej klotni. Czekam na nastepny rodzial;)
    ~Airy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny już jest i zapraszam do czytania. Tam się wszystkiego dowiesz. Dziękuję :*

      Usuń