wtorek, 30 sierpnia 2016

ROZDZIAŁ LXXVII

Kolejnym plusem, jakiego Alec miał okazję doświadczyć przy ponownej przeprowadzce do własnego pokoju, była możliwość jedzenia posiłków w specjalnie przeznaczonej do tego sali. Dzięki temu mógł chociaż przez chwilę pobyć w towarzystwie większej ilości osób, co było zbawieniem po tych kilku dniach spędzonych niemal przez większość czasu samotnie. Nigdy by nie podejrzewał, że tak bardzo zatęskni za obecnością innych ani za to, że zwykła wzmianka o obiedzie wywoła pełne niecierpliwości i oczekiwania napięcie, jak to miało miejsce również teraz.
Lightwood szedł do jadalni w eskorcie swojego rodzeństwa i Magnusa. Czuł na sobie spojrzenia Nocnych Łowców, ale o dziwo mu to nie przeszkadzało. Naprawdę zdążył za tym zatęsknić. Miał jednak dziwne wrażenie, że wszyscy trzymają się na uboczu. Co prawda podeszło do niego kilku znajomych, rzucając teksty typu „witaj z powrotem wśród żywych”, ale nic poza tym. Nikt nie zatrzymał się by dłużej pogadać i nikt nie chciał utrzymywać z nim dłuższego kontaktu wzrokowego. W zasadzie to w ogóle nie chcieli mierzyć się z nim wzrokiem, bo kiedy tylko na kogoś zerkał, ten ktoś automatycznie odwracał głowę.
– Wiecie o co im chodzi? – zapytał osoby z nim idące.
Jace tylko wzruszył ramionami, więc to Isabelle postanowiła udzielić mu odpowiedzi. Widziała, że jej brat zauważył zachowania innych i pewnie nie czuł się z tym zbyt komfortowo.
– Mało kto wie, co tak naprawdę ci się stało – przyznała, zbliżając się do niego o krok. – Większość widziała tylko jak upadałeś, a potem zniknąłeś na cztery dni – dodała w ramach wyjaśnień. – To pewnie zaskoczenie, że nagle idziesz sobie i wyglądasz, jakby nic takiego nie miało miejsca. Wszyscy o tobie gadali, ale nauczyciele zakazali nam mówić o tym, co się z tobą działo.
– Dlaczego jest to dla nich zaskoczeniem? – nie rozumiał Alec, którego głowę zapełniły dziwne myśli.
– Po Instytucie chodziły przeróżne plotki. Na początku twierdzono nawet, że przeniesiono cię do Idrisu, co przecież jest nonsensem. Nawet gdybyś był umierający, to wątpię w to, czy transport do Domu Nocnych Łowców by coś dał – wyznał Magnus, który postanowił mu to wytłumaczyć. – Nikt nie miał pojęcia, co się z tobą działo, ale po informacji, że nie będziesz mógł kontynuować treningów, można się spodziewać wszystkiego. Było źle, nie mówię, że nie, ale teraz już jest lepiej, za co sam mogę poświadczyć. Oni jednak tego nie wiedzą. W ich oczach jeszcze cztery dni temu byłeś na granicy śmierci, a teraz już przechadzasz się, jak gdyby nigdy nic. To mylące, ale nic nie poradzimy. Dobrze, że masz wspaniałego chłopaka, który jest też czarownikiem, bo gdyby nie to, to nie byłoby tak kolorowo – zaśmiał się, a Alec zauważył, że ten pierwszy raz przyznał się do tego, że bądź co bądź fakt, iż mógł już swobodnie się poruszać, był jego zasługą.
– A inni nie patrzyliby na mnie jak na powstałego z umarłych – odparł Lightwood, rzucając mu niepewne spojrzenie. – Dziękuję – dodał z uśmiechem.
– Taka moja rola – odparł mu Magnus, kiwając głową i uśmiechając się pod nosem.
Już od ponad stu lat nie czuł do nikogo niczego tak głębokiego jak do Aleca. Chłopak sprawiał, że chciało mu się żyć i miał powód do tego, żeby zwlekać się co rano z łóżka, chociażby po to, by zobaczyć jego uśmiech. Warto było, bo Nocny Łowca miał najpiękniejszy uśmiech na świecie. Cieszył się z tego, że chłopak postanowił powiedzieć o ich związku ich matce. Wiedział, że niemało go to kosztowało i dlatego znaczyło to dla niego jeszcze więcej. Miał świadomość tego, że Maryse mogła nie przyjąć tego za dobrze, ale w razie czego był w stanie przyjąć go pod swój dach. Miło było znowu kochać i co ważniejsze być kochanym. Magnus z Aleciem czuł się tak, jakby przeżywał swoje życie od nowa i wiedział, że byłby w stanie zrobić dla niego bardzo wiele. Kiedy zobaczył go upadającego na polu bitwy, czuł, jakby coś rozrywało jego serce. To było równie okropne jak fakt, że chłopak zaraz po tym mdlał w jego ramionach, a on czuł się zupełnie bezradny. Nie był to jednak odpowiedni czas na to, by wszystko sobie przypominać. Liczyło się to, że Alec był już zdrowy i teraz potrzebował w nim oparcia, bo czekała go niezmiernie ważna rozmowa, która może zmienić jego życie. Magnus widział w oczach czarnowłosego, że ten miał zupełnie takie samo zdanie na ten temat. Bał się, ale czarownik wiedział, że teraz się nie wycofa. Zagra w otwarte karty i zobaczy, co z tego wyniknie.
– Co się tak nagle cicho zrobiło? – zagadała ich Izzy, patrząc jednak głównie na Magnusa.
Alec nigdy nie był gadułą, więc w jego wypadku nie było to niczym dziwnym, ale to, że czarownik szedł, nie mówiąc przy tym ani słowa, było zaskakujące. Zazwyczaj nie zamykała mu się buzia, a już szczególnie wtedy, kiedy był z Aleciem. Lightwood również był ciekaw odpowiedzi, więc także utkwił swoje spojrzenie w Magnusie.
– Zamyśliłem się – odparł Bane, uśmiechając się ciepło do swojego chłopaka.
Nocny Łowca zmarszczył brwi, ale kiedy nie doszukał się w jego oczach niczego podejrzanego, odpowiedział mu tym samym. Nikt jednak nie zdążył już nic dodać, bo właśnie przekraczali próg sali, w której mieli zjeść posiłek.
– Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek to powiem, ale chyba brakowało mi jedzenia czegokolwiek z kimkolwiek. Można dostać szału, wpatrując się po kilka godzin w ścianę – wyznał Alec, zajmując swoje miejsce.
Kilka osób kiwnęło mu głową, na co oczywiście odpowiedział. Widział też uśmiechy skierowane w swoją stronę i zrobiło mu się jeszcze lepiej. Najwyraźniej szok wywołany jego obecnością minął.
– O tak – stwierdził Magnus niezwykle ironicznym tonem. – Hałas, gwar i ciągłe rozmowy przeplatane okropnym zachowaniem to moje ulubione połączenie – przyznał i westchnął. – Tu wylana kawa, tam poplamione obrusy, jeszcze indziej okruchy, które powinny znajdować się na talerzu, a zdecydowanie się tam nie znajdują – wyliczał. – Najwyraźniej mamy inny tok rozumowania, mój drogi – dodał na koniec, patrząc po wszystkich z krzywą miną.
Alec wiedział, jaki był stosunek czarownika do tego wszystkiego i że najchętniej, gdyby mógł, zamknąłby się w ich pokoju i nie wychodził albo omijał całą populację Nocnych Łowców, którzy mieli teraz okazję przebywać w Instytucie. Nie mógł jednak nic na to poradzić. Poza tym zachowanie Magnusa nie było żadnym poświęceniem. Bane lubił po prostu zwracać na siebie uwagę. Tak naprawdę już dawno się do tego przyzwyczaił i może mu się to nie podobało, ale jakoś dawał sobie radę i jeszcze nie wykorkował.
– Najwyraźniej – stwierdził więc jedynie, zaśmiał się pod nosem i obrócił się do swojej siostry.
Magnus za karę kopnął go pod stołem, chcąc w ten sposób pokazać, jak bardzo nie podobała mu się taka olewająca odpowiedź. Spojrzał też na niego z oburzeniem, ale odpuścił, kiedy spostrzegł, że ten nawet na niego nie patrzył.
– A więc to prawda, że nie wracasz na treningi? – zagadnęła Izzy.
– Prawda – odparł jej brat i zamierzał coś dodać, ale Magnus wszedł mu w słowo.
– To zbyt niebezpieczne – przyznał czarownik, zwracając się zarówno do niej jak i Aleca. – Poza tym do końca nie zostało znowu tak dużo czasu. Zaledwie kilka dni, z tego co słyszałem. Wątpię w to, czy nauczyłby się czegoś nowego. Bierny udział oczywiście może mieć, bo co mu szkodzi podpatrzeć to i owo, ale lepiej, żeby póki co się nie nadwyrężał – wyznał, mówiąc teraz głównie do Isabelle.
– Myślałem, że skoro już się normalnie porusza, sam wszystko za siebie robi i nareszcie się w pełni ubiera, to wszystko w porządku – wyznał Jace, który jak dotąd nie odezwał się słowem.
– Bo tak jest, ale pod koszulką ma jeszcze opatrunki – oznajmił Magnus i jak gdyby nigdy nic, nie przejmując się otoczeniem, oparł delikatnie rękę na jego piersi.
– Bardzo by mu przeszkadzały w ćwiczeniach? – chciał wiedzieć blondyn.
– Nie jestem pewien, ale wolę nie ryzykować. Z tego co mówi Alec, niektóre czynności dalej sprawiają mu pewnego rodzaju dyskomfort – stwierdził Bane, zachowując się tak, jakby jego chłopaka przy nich nie było.
Alec już od jakiegoś czasu czuł się tak, jakby był wykluczony z rozmowy, chociaż przecież dotyczyła jego osoby. Kto mógł wiedzieć więcej niż on sam?
– Nie zapominajcie o tym, że też tu jestem – wtrącił Lightwood.
– Oczywiście, słońce. Pamiętamy – powiedział Magnus, chociaż jego oczy mówiły coś zupełnie innego.
Alec kiwnął głową i włączył się do rozmowy. Przyjemnie spędzili czas do końca posiłku, gadając na przeróżne tematy. Później przenieśli się do pokoju czarnowłosego, ale nie mieli za dużo czasu, bo dwójka jego rodzeństwa musiała iść na zajęcia. Planował się do nich dołączyć, ale póki co miał coś ważniejszego do zrobienia i nie zamierzał już tego odwlekać.
– Wybierasz się gdzieś? – zapytał Magnus, kiedy zauważył, że jego chłopak wstał i ruszył w kierunku drzwi.
– Tak – przyznał szczerze Alec i cofnął się, by pocałować go w policzek. – Idę do biblioteki. Tam pewnie jest moja matka – wyjaśnił i odetchnął głęboko.
Magnus już nic więcej nie dodał, a po prostu uśmiechnął się pocieszająco. Miał świadomość tego, że nie było to dla Lightwooda łatwe, ale niestety nie mógł nic zrobić. Nocny Łowca musiał to załatwić sam, a on mógł tylko wierzyć w to, że wszystko pójdzie dobrze.
– Powodzenia – rzucił, ale Aleca już nie było.
Lightwood szybkim krokiem przemierzał korytarze Instytutu, by jak najszybciej znaleźć się u celu swojej wędrówki. Wiedział, że im szybciej to załatwi, tym lepiej dla niego. Męczyło go już to ukrywanie się i podejrzewał, że Magnusa także. Nie miał pojęcia, jak może zareagować jego matka, ale chciał znać jej opinię, nawet gdyby miało okazać się, że tego nie akceptuje.
– Dzień dobry – przywitał się z nią formalnie, jak to miał w zwyczaju, kiedy tylko przekroczył próg pomieszczenia, w którym znalazł Maryse.
– Witaj, Alec – odpowiedziała mu, nie przerywając swojego zajęcia. Nie robiła nic konkretnego, bo stała przy oknie i wpatrywała się w widok rozpościerający się przed jej oczyma. Alec nie był pewien, czy aby nie wszedł w złym momencie, ale nie miał zamiaru wychodzić. Jego matka najwyraźniej o czymś rozmyślała, bo raczej nie robiłaby czegoś takiego w innym celu. W końcu jednak się do niego odwróciła i spojrzała mu w oczy. Uśmiechnęła się przy tym lekko, ale Lightwood miał wrażenie, że daleko było temu uśmiechowi do szczerego i wesołego. – Co cię do mnie sprowadza?
– Przyszedłem porozmawiać – wyznał szczerze chłopak, przyglądając się swojej matce z troską. Wyglądała na wyczerpaną i bezradną. Nocny Łowca nie był pewien, czy widział ją w takim stanie kiedykolwiek wcześniej. – Coś nie tak, mamo?
Maryse spojrzała na niego czujniej i pokręciła głową, przybierając poważniejszą minę. Nie chciała, by jej problemy przeszły na syna. Zawsze chroniła przed tym swoje dzieci i teraz nie zamierzała tego zmieniać.
– Wszystko w porządku – odpowiedziała niemal automatycznie. – Nic, w czym mógłbyś mi pomóc – dodała, kiedy zobaczyła jego sceptyczne spojrzenie. – O czym chciałeś porozmawiać? – zapytała rzeczowo.
Alec spiął się delikatnie, ale zrobił wszystko, by tego nie zauważyła. Ta rozmowa nie była dla niego czymś łatwym i naprawdę się stresował. Miał nadzieję na to, że uda mu się zachować spokój, ale ręce same zaczęły mu drżeć.
– To może ci się nie spodobać – wyznał na wstępie. Kobieta przyjrzała mu się uważniej, ale mu nie przerwała. Była ciekawa tego, co chłopak miał jej do powiedzenia. Zajęła miejsce po przeciwnej stronie biurka i splotła dłonie, czekając na ciąg dalszy. – Ale zawsze powtarzałaś, że co by się nie działo, mamy was o wszystkim informować, bo ty i tata będziecie mogli nas zrozumieć – kontynuował. – Dlatego więc do ciebie przyszedłem, bo uznałem, że czas byś poznała prawdę.
– Do czego zmierzasz, Alec? – chciała wiedzieć, bo jej syn do tej pory strasznie kluczył.
Miała wrażenie, że tymi tłumaczeniami chciał ją do czegoś przygotować. Jako jego matka była mu bliską osobą. Zawsze zachęcała swoje dzieci do tego, by niczego przed nią nie ukrywały. Sama była młoda i robiła, co robiła, przez co nie chciała, by jej najbliżsi powtarzali jej błędy. Jednak z całej czwórki, bo Jace'a również uważała za swojego syna, to Alec był zawsze najbardziej skryty. Nikogo nie obarczał swoimi problemami, a kiedy wpadał w jakieś tarapaty, sam się z nich wyplątywał. Całe życie radził sobie sam i świetnie na tym wychodził. Był wspaniałym Nocnym Łowcą, a Maryse mogła być tylko z niego dumna. Wiedziała, że wyrośnie na silnego i zdecydowanego mężczyznę, który nie będzie się poddawał. To tak go sobie wyobrażała już, kiedy dorastał, a teraz była bardzo zadowolona z tego, że jej podejrzenia okazały się słuszne. Mało która matka mogłaby się pochwalić takim synem. Dojrzały, odpowiedzialny i dbający o innych. Dlatego właśnie zaintrygował ją fakt, że teraz przed nią siedział i nie wyglądał tak, jak dotychczas. Wyraźnie go coś dręczyło i musiało być to dla niego ważne, skoro do niej przyszedł.
– Myślałem, że pójdzie bardziej gładko – zaśmiał się nerwowo, ale w końcu uniósł spojrzenie i utkwił je w swojej matce. W kobiecie, która go urodziła i która, jak miał nadzieję, go nie znienawidzi. – Ja chyba nie jestem taki jak wy – stwierdził, łamiącym się głosem. – To znaczy jak ty i tata – sprostował i odetchnął głęboko. Nie miał zamiaru się załamywać.
– Co masz na myśli? – wtrąciła Maryse, chcąc mu jakoś pomóc.
Niezależnie od tego, co miał jej do powiedzenia, nie mogło być to takie straszne.
– Ty jesteś z tatą, tata jest z tobą – wyjaśnił i machnął przy tym rękami w jakimś pokręconym geście. – Ja też się z kimś spotykam, ale to jest coś innego. To znaczy nie innego pod względem samego związku – zaplątał się i odczekał chwilkę. – Nie jestem z tą osobą długo, ale wiem, że mi na niej zależy. Jest dla mnie ważna i nie wyobrażam sobie teraz, żebym z nią nie był. Już od jakiegoś czasu wiedziałem, w która stronę kroczą moje upodobania i on jest tego doskonałym potwierdzeniem. Wiem, że ma takie samo zdanie na ten temat i traktuje to tak samo poważnie jak ja – dodał i przerwał na moment, by dać matce czas na przetrawienie jego słów. Już nie było odwrotu. Powiedział to i musiał czekać na ruch kobiety. Powiedział, że spotyka się z mężczyzną i cały ciężar z niego uszedł. Miał to z głowy i czuł się naprawdę o niebo lepiej. Już nie miało dla niego wielkiego znaczenia to, jak jego matka zareaguje. Dowiedziała się i to od niego. Znalazł w sobie siłę, by w końcu przestać to tłumić w sobie. – Mamo? – zapytał, kiedy kobieta się nie odzywała. – Chcesz coś powiedzieć? – dodał, a ona wstała i podeszła do okna.
Czuła na sobie wzrok syna, ale na niego nie patrzyła. Musiała to przemyśleć. Alec spotykał się z mężczyzną. Nie mogła powiedzieć, że to ją zabolało albo coś podobnego, bo tak nie było. Ten fakt nie sprawiał, że chłopak przestawał być jej synem. Dalej mogła być z niego dumna i chwalić się nim na prawo i lewo. To dalej był jej Alec. Szczerze mówiąc,  trochę się tego obawiała, kiedy patrzyła jak dorasta i trzyma się na uboczu. Nigdy nie zagadywał żadnych dziewczyn, podczas gdy Jace robił to co i rusz. Nigdy nie ciągał nikogo za włosy, nigdy nie popisywał się przed nikim na zajęciach. Stał w cieniu swojego brata i w ten sposób dotarł na szczyt. Zamiast przejmować się takimi błahymi sprawami, szkolił się i trenował, by być jak najlepszy.
– Magnus?
Alec aż otworzył szerzej oczy, kiedy usłyszał imię swojego chłopaka wypowiedziane takim tonem. Nie było w nim nic szorstkiego czy chłodnego. Jego matka chyba po prostu dodała dwa do dwóch i sama wysnuła taki wniosek. Lightwood nie wiedział, o co konkretnie pytała, ale skinął głową. Widział jej krzywą minę, ale nie miał pojęcia, czym była spowodowana. Nie do końca wszystko pojmował, a jego matka wcale mu nie pomagała tym swoim milczeniem. Już chyba wolałby, żeby zaczęła na niego krzyczeć. Byłby wtedy na pewnej pozycji, a tak? Nie wiedział nawet, jaki będzie jej kolejny ruch.
– Tak – powiedział nareszcie, sam się sobie dziwiąc.
Myślał, że jego głos będzie brzmiał bardziej słabo, a okazał się być mocny i twardy jak wcześniej, czego nie można było powiedzieć o nim samym. W momencie kiedy wszystko z siebie wyrzucił, poczuł się stabilniej i lepiej, ale teraz już sam nie wiedział. Był pewny tego, że Maryse zareaguje instynktownie i po kilku chwilach będzie już po wszystkim. Tak się jednak nie stało, a on musiał przyglądać się swojej matce, którą z pewnością to męczyło.
– Dlaczego, Alec? – zapytała, a chłopak aż się zdziwił, kiedy usłyszał te słowa wypowiedziane słabym i łamiącym się głosem. To przecież powinno być na odwrót! To on miał się przejmować a nie ona. – Dlaczego... – zaczęła, ale nie skończyła, bo najzwyczajniej w świecie nie dała rady.
Odwróciła się całkowicie do okna, tym samym stając do swojego syna tyłem. Zanim jednak to zrobiła, Alec zauważył łzę spływającą po jego policzku. Jego mama się rozpłakała, a to sprawiło, że on sam nie wiedział, co miał zrobić. Poczuł się okropnie. Jak ostatnie zero. Żadne dziecko nie powinno nigdy przyczyniać się do łez swoich rodziców i on o tym wiedział. To dlatego tak go ten widok zabolał. To było jego winą.
– Przepraszam – powiedział, a jego głos również się załamał. Już nie mógł się powstrzymać. Obiecał sobie, że niezależnie od tego, co powie Maryse Lightwood, pozostanie opanowany i przyjmie jej słowa na przysłowiową klatę, ale nie dał rady. Nie mógł patrzeć na płaczącą matkę i nic nie poczuć. Niemal automatycznie w jego oczach również stanęły łzy, na które nawet nie zwrócił uwagi. – Przepraszam – powtórzył i wstał, by przytulić matkę.
Bał się tego, że kobieta go odtrąci, ale na szczęście tak się nie stało. Wtuliła się w jego klatkę piersiową, a Alec objął ją ramionami. Nie miało dla niego znaczenia to, że w tym momencie przypomniały mu o sobie jego rany, które zaczęły pulsować tępym bólem. Chciał jedynie naprawić to, co zniszczył.
Maryse otarła płynącą łzę i zerknęła na swojego syna, kładąc mu dłoń na policzku. Widziała jego zatroskaną minę i pełne bólu spojrzenie. Alec także spuścił na nią swój wzrok i uśmiechnął się przepraszająco, na co kobieta nie zdołała dłużej patrzeć. Nie mogła znieść myśli, że jej syn cierpi. Nawet nie mogła sobie wyobrazić tego, jak musiał się czuć, żyjąc w ukryciu przez tyle lat. Co z niej za matka, że tego nie zauważyła? Co z niej za matka, że teraz zamiast go pocieszyć i zapewnić o tym, że to nic złego i nie skreśla go to w jej oczach, stoi i nic nie mówi, pozwalając tym samym, by po jego głowie tułały się błędne i okropne wnioski? Nie chciała, by Alec się obwiniał, bo to nie było jego winą. Nie miał daru wybierania sobie orientacji i decydowania o tym, w którym kierunku będzie brnęło jego serce. Był młody i miał prawo do tego, by kochać. Nocni Łowcy z reguły byli mniej emocjonalni niż wszystkie inne gatunki, ale to nie oznaczało, że w ich klatkach piersiowych bił kamień. Alec nie powinien czuć się gorzej z tego powodu, że zadurzył się w mężczyźnie. Był wspaniałym wojownikiem i sam na to zapracował. Kiedy spojrzała na twarz swojego syna, w jej głowie pojawiła się myśl, że może właśnie dlatego tak bardzo się starał, ponieważ chciał być jak najlepszy i trenował po to, żeby rodzice byli z niego dumni i żeby zdobył szacunek innych.
– To ja powinnam cię przeprosić, kochanie – powiedziała nareszcie, kiedy jej głos wrócił do normy.
Odetchnęła jeszcze głęboko, po czym pogłaskała go po policzku i odsunęła się na długość ramienia, by się poprawić i doprowadzić do ładu.
– Nie masz za co, mamo – zapewnił ją czarnowłosy i uśmiechnął się blado. Dalej jednak miał smutny wyraz twarzy i zmartwione oczy. Przejmował się jej opinią, mimo że tego nie planował. Wszystko poszło nie tak. – To ja zawaliłem – dodał i wzruszył ramionami.
– Oczywiście, że nie – zaprotestowała szybko, ale Alec pokręcił głową.
– Jeżeli ci to przeszkadza, to mi po prostu powiedz – zaproponował, chcąc to wyjaśnić raz na zawsze i już do tego nie wracać.
Kobieta chwyciła go za dłoń i ścisnęła ją lekko.
– Alec, nie ma znaczenia to, że poczułeś coś do innego mężczyzny, rozumiesz? – zapytała, a on ostrożnie pokiwał głową. – To twoje życie. Ważniejsze jest to, żebyś był szczęśliwy, bo zasługujesz na szczęście jak nikt inny, a skoro to... – przerwała na moment, po czym przełknęła ślinę i kontynuowała: – skoro to Magnus ci daje szczęście, to niech tak będzie.
Alec zapatrzył się na nią i nie wiedział, co powiedzieć. Kamień spadł mu z serca.
– Ale jeśli tak myślisz, to dlaczego płakałaś? – chciał wiedzieć, bo tej jednej kwestii wciąż nie mógł rozgryźć.
Maryse uśmiechnęła się delikatnie i gdyby nie jej lekko zapuchnięte oczy, nikt by nie wpadł na to, że jeszcze chwilę temu płynęły z nich łzy.
– Jesteś moim dzieckiem i boję się, że w końcu stanie na twojej drodze ktoś, komu się to nie spodoba. Będziesz musiał sobie wtedy z tym poradzić, ale wierzę w to, że dasz radę – wyznała szczerze. – Nie chcę, żebyś cierpiał, ale to samo tyczy się twojej siostry. Wkraczacie już w ten wiek, w którym wokół was będzie kręciło się coraz więcej osób – dodała i westchnęła. – Chyba za dużo rzeczy zwaliło mi się teraz na głowę, a twój ojciec zostawił mnie z tym samą. Czasem każdy musi dać upust emocjom – tłumaczyła. – Zapomnijmy o tym – poprosiła łagodnym tonem. Na jakiś czas zapadła cisza. Maryse odeszła kilka kroków, by móc się w pełni uspokoić, a Alec przysiadł na skraju biurka i myślał o tym, co mu powiedziała jego matka. Cieszył się z tego, że kobiecie nie przeszkadzało to, iż spotyka się z mężczyzną. Nie mówiła za wiele o samym stosunku do Magnusa, więc czarnowłosy nie mógł mieć pewności, czy do końca go akceptuje, ale ważne było to, że się go nie wyrzekła. Nie krzyczała na niego, nie próbowała mu wybić tego z głowy, a po prostu przyjęła to do wiadomości. Alec bardzo to docenił, bo dzięki temu dowiedział się także, co jego matka myślała o nim samym. Gdyby nie traktowała go poważnie, nie potraktowałaby również na poważnie jego wyznania. Spodobało mu się to, że nie uważała go za dziecko, które nic nie wie o życiu i że pozwoliła mu na podejmowanie własnych decyzji. Miała rację. To jej nie dotyczyło, więc nie mogła mu niczego zabronić. – Jesteś taki przystojny, Alec – zaczęła po chwili, wyrywając go z zamyślenia. Lightwood automatycznie podniósł na nią swoje spojrzenie i zauważył, że matka także się w niego wpatruje. Nie wiedział, do czego zamierzała, więc po prostu uśmiechnął się delikatnie. Chyba nigdy nie słyszał takich słów z jej ust. – Naprawdę wyrosłeś na wspaniałego mężczyznę, który przyciąga swoim wyglądem. Masz też mnóstwo dobrych cech, o których nie możesz zapominać. Jesteś waleczny, silny, odważny, dbasz o swoje, dążysz do upragnionego celu. Widać, że lubisz to, co robisz i doskonale się na tym znasz. Niejeden Nocny Łowca mógłby ci tego zazdrościć. Boli mnie trochę to, że nie będę świadkiem tego, jak po Instytucie będą biegać twoje małe kopie i jak będziesz uczył ich tego wszystkiego, czego my nauczyliśmy ciebie. Miałam nadzieję na to, że być może znajdziesz sobie jakąś kobietę, która byłaby dla ciebie odpowiednia i że w przyszłości pojawi się mała osóbka, która odziedziczy twoje piękne oczy. Kiedy byłeś jeszcze dzieckiem, wszyscy zachwycali się tym, jaki masz śliczny kolor oczu. Wystarczyło na ciebie spojrzeć i już się wiedziało, że coś planujesz, bo zawsze pojawiały się w nich iskierki – uśmiechnęła się na to wspomnienie, a Alec skrzywił się nieznacznie i już chciał coś wtrącić, ale kobieta powstrzymała go ruchem ręki i sama kontynuowała. – Przepraszam, chyba nie powinnam była tego mówić. Jakoś sobie z tym poradzę – zapewniła go i pokręciła głową. – Cieszę się, że postanowiłeś powiedzieć mi prawdę i wiem, że trochę cię to kosztowało – przyznała, podchodząc bliżej niego. Alec wstał i wyprostował się, czekając na jej kolejne słowa. Kobieta podeszła i pocałowała go w policzek. – Nie mam ci niczego za złe. Chcę tylko, żebyś to ty czuł się z tym wszystkim dobrze, bo to o twoje życie tu chodzi. Wiem, że nie przychodziłbyś do mnie, gdybyś nie był tego pewien – dodała, kiedy chłopak chciał wejść jej w słowo. – Ale teraz, jeśli możesz, zostaw mnie proszę samą. Chcę to jeszcze raz przemyśleć.
– Dobrze – zgodził się Lightwood i ruszył w stronę drzwi. Zanim jednak wyszedł, odwrócił się do niej i powiedział pewnym głosem: – Dziękuję, mamo.
Kobieta skinęła głową i uśmiechnęła się delikatnie. Wiedziała, że dobrze zrobiła. Jej syn potrzebował wsparcia najbliższych i pewności, że może być sobą niezależnie od tego, co w jego przypadku to oznaczało. Teraz nie liczyło się to, że byli Nocnymi Łowcami, którzy nie powinni skupiać się na emocjach i uczuciach, a po prostu to, że byli rodziną.
Po wyjściu z biblioteki Alec czuł się jednocześnie lepiej i gorzej. Lepiej z tego powodu, że matka okazała się go nie wyrzec, a gorzej dlatego, że ta rozmowa strasznie go wymęczyła. Miał wrażenie, że nawet najgorszy trening nie był w stanie wypompować z niego tyle sił co wydarzenia z ostatnich kilkudziesięciu minut. Najchętniej poszedłby teraz do siebie i posiedział z Magnusem. Właśnie tak miał zamiar spędzić dzisiejszy wieczór, ale okazało się to niemożliwe i to z prostej przyczyny. Po Magnusie nie było śladu. W pokoju nie było ani jego, ani jego rzeczy. Alec już chciał wyciągać telefon i napisać do niego wiadomość, kiedy zauważył karteczkę leżącą na jego łóżku. Charakter pisma wyraźnie wskazywał na czarownika.
"Pewnie będziesz chciał ze mną porozmawiać po tym wszystkim. Będę u siebie. Przyjdź. M."
U dołu dorysowane było jeszcze serduszko, na widok którego Alec się uśmiechnął. O tak, z pewnością go teraz potrzebował i może to i dobrze, że Magnus pomyślał o tym, by spotkali się u niego. Tam będą mieli całe mieszkanie dla siebie. Niewiele myśląc, złapał więc pierwszą lepszą bluzę i ruszył do drzwi wyjściowych. Nawet nie wiedział, kiedy pokonał całą drogę na Brooklyn. Nie zdążył nawet zapukać, kiedy w drzwiach stanął Magnus i skinął na niego dłonią, by ten wszedł do środka. Alec od razu dostrzegł zmianę w zachowaniu czarownika. W swoim mieszkaniu zachowywał się z dużo większą swobodą niż w Instytucie, o czym mógłby świadczyć chociażby jego ubiór. Bane miał na sobie jedwabny szlafrok, którego poły rozchylały się na boki i ukazywały jego nagą klatkę piersiową. W ręce trzymał kieliszek wina, a oczy błyszczały mu zachęcająco i odrobinę groźnie. Już dawno nie mieli okazji, w której byliby sami.
– Wyglądasz nie najgorzej – przyznał szczerze Magnus, wyciągając do niego dłoń.
– Najlepszy komplement, jaki kiedykolwiek od ciebie usłyszałem – odpowiedział mu Alec i dał mu się przyciągnąć. Miał ochotę na trochę pieszczot. – Ale chociaż znośnie? – dopytał, kiedy usiedli na kanapie.
Oparł się o jego bok i przymknął oczy, pozwalając, by Bane objął go w pasie i zaczął delikatnie go głaskać.
– Słyszałeś lepsze – przypomniał mu Magnus i zaśmiał się chrapliwym tonem. Póki co żaden z nich nie zaczynał wiadomego tematu, ale oboje wiedzieli, że w końcu będą musieli o tym porozmawiać. Na razie jednak woleli spędzać czas w ten sposób, tuląc się do siebie i rozmawiając o niczym ważnym. – Poza tym kłamałem – dodał czarownik cichutko. Jednym ruchem ręki sprawił, że światła w pomieszczeniu stały się ciemniejsze i dawały jedynie delikatną poświatę. Od razu też pocałował Aleca w szyję, owiewając go przy tym ciepłym oddechem. Młodszego na ten gest przeszedł dreszcz. Tak dawno nie czuł czegoś takiego, że aż się zarumienił. – Wyglądasz tak pięknie jak zawsze, tylko nie uśmiechasz się tak często.
– Bo zwykle chodzę uśmiechnięty od ucha do ucha? – zapytał Lightwood, sięgając dłonią do tyłu, do twarzy swojego mężczyzny.
– Przy mnie zawsze – odpowiedział mu Bane, znowu go cmokając.
Może i to nie była do końca prawda, ale mógł chociaż pomarzyć o tym, że tak było.
Alec uśmiechnął się pod nosem, zdając sobie sprawę z tego, co właśnie robił Magnus. Wiedział, że ten celowo odwracał jego uwagę i tym samym nie pozwalał mu na głębsze rozmyślania. Całował jego szyję i głaskał go po boku, by Lightwood skupił się tylko i wyłącznie na nim.
– Taki był twój plan? – zapytał rozbawiony.
– Jaki plan? – odpowiedział pytaniem Bane, udając zaskoczenie.
Nie przerywał przy tym swoich czynności, a nawet je pogłębił w takim stopniu, że Nocny Łowca zaczął mruczeć.
– Wiedziałeś, że niezależnie od tego, jak potoczyłaby się rozmowa z moją matką, przyszedłbym tutaj, żeby ci o wszystkim powiedzieć. Specjalnie nie zostałeś w Instytucie, bo tutaj jesteśmy tylko my – wyjaśnił, a Magnus zaśmiał się w jego szyję.
– Rozgryzłeś mnie – przyznał się.
– Może i tak – wyznał Alec. – Ale to nie zmienia faktu, że to trochę okrutne. Nawet gdybym przyszedł tutaj po nieudanej rozmowie, to i tak nie pozwoliłbyś mi stąd wyjść. Musisz odwracać moją uwagę? – warknął pod nosem, ale nie było w tym żadnego wyrzutu. – Niemniej jednak chciałem się dowiedzieć, dlaczego to zrobiłeś. Dlaczego sobie to zaplanowałeś? Zwątpiłeś we mnie i naprawdę pomyślałeś, że moja matka będzie w stanie tak mnie zmanipulować, że bym do ciebie nie wrócił? – zagadnął go, oczekując od niego szczerej odpowiedzi.
Magnus zaśmiał się pod nosem i odsunął się od jego ciała. Chwilę się nie odzywał, aż w końcu zapytał o to, o co chciał zapytać, kiedy tylko ten przekroczył próg jego mieszkania.
– Czyli wszystko poszło dobrze?
Lightwood skinął głową, uśmiechając się przy tym delikatnie. Bane szybko powtórzył jego gest i poprawił się na kanapie, przenosząc ramię z jego pasa na barki i tym samym sprawiając, że Alec jeszcze bardziej zatopił się w jego ramionach.
– A może miałem inny powód? – tym razem to Magnus go zagadnął.
– Mmm... Jaki? – zaciekawił się Nocny Łowca, otwierając jedno oko.
– Miałem pewność, że wszystko pójdzie dobrze – zaczął, a Alec aż prychnął. Doskonale widział wcześniejszą obawę w oczach swojego chłopaka i wiedział, że ten nie był niczego pewny. Nie miał mu tego za złe, bo przecież sam nie miał pojęcia, jak to się wszystko potoczy. – I wiedziałem, że skoro tak będzie, to po rozmowie z matką będziesz uspokojony i nic nie będzie cię dekoncentrowało, przez co będziesz mógł skupić się tylko i wyłącznie na mnie – wyjaśnił, ignorując jego poprzednią reakcję. Pocałował go w skroń, potem w policzek, a chłopak ponownie przymknął oczy, oddając się uczuciu, jakie go ogarnęło. – Nareszcie jesteśmy sami i możemy z tego skorzystać – szepnął mu do ucha.
– Skoro tak to kontynuuj – odparł Alec.
– Tak? – przedrzeźniał go Magnus.
– Mhhhmmm – zgodził się Lightwood, nie przejmując się jego prześmiewczym tonem.
Tak naprawdę po cichu marzył o tym, co się właśnie działo. O tym, że oboje chociaż na chwilę zapomną o jego wypadku i będą mogli się sobą nacieszyć. O tym, że Magnus będzie go całował, a on bez żadnego skrępowania i obawy przed tym, że zaraz ktoś wejdzie, będzie mógł wzdychać z uwielbieniem i wreszcie o tym, że Bane wsunie mu dłoń pod koszulkę tylko po to, by zaraz się jej pozbyć.

__________________________

Wybaczcie opóźnienie.

18 komentarzy:

  1. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
    *.* *.* *.* *.* *.* *.* *.* *.* *.*
    <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
    :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :*
    ^^ ^^ ^^ ^^ ^^ ^^ ^^ ^^ ^^ ^^ ^^
    Na Razjela cudowne! Odebrało mi mowę ;) siedzę i szczerze się do telefonu jak głupia haha :) bardzo się cieszę że rozdział się pojawił i to taki fajny na prawdę nie mogłam się doczekać :D juz czekam na kolejny :)
    ~Ms.Skywalker

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu nowy rozdział :)
    Jak zwykle genialny ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ...a ja czekam i czekam na Jarona i już mi zmarszczek przybyło, tak dawno nic konkretnego o nich nie było :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się tak samo :D ;;;;;;;;

      Usuń
  4. Serio? W takim momencie? :) Tak się cieszę, że Maryse spokojnie przyjęła do wiadomości to co Alec miał jej do powiedzenia. I jestem ogromnie dumna z Alusia. Powiedział to w końcu matce. Mam nadzieję, że teraz wszystko pójdzie gładko i chłopcy nie będą mieli żadnych przeciwności losu na swojej drodze. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Awwwwwwwwwwwwwwwwww. <3 <3 <3 Zaserduszkuję Cię.

    OdpowiedzUsuń
  6. W takim momencie!? O Matko! Piękne jak zawsze <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział czekam na kolejny ❤

    OdpowiedzUsuń
  8. Prawdopodobnie będziesz na oficialnym blogu o SH ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku najbardziej oczekiwany rozdział nareszcie jest! *o* I do tego taki cudowny i uroczy, cały czas uśmiechałam się do siebie jak to czytałam po prostu cudowne!

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  11. Swietny rozdzial jak zawsze :* Nadal nie moge w to uwierzyc,ze niedlugo koniec.:(
    Czekam na nastepny <3
    ~Airy

    OdpowiedzUsuń
  12. Aaaa!!! Jfjgzjgmhfjfetdglyflhdkydktwkgdmhfjgjfcljflyelyekgs! To takie ughtcdh! Genialne! Leżę i się szczerzę do telefonu. Przepraszam za mój zapłon, ale wieś ssie :/ Kocham i czekam na next'a!

    OdpowiedzUsuń
  13. Oooo jak słodko. Miałam nadzieję, że Maryse to zaakceptuje Wenyy :*

    Ps.Zniewalająco produktywny komentarz ehhh mało czasu :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Czy teraz zamiast tygodnia na nowe rozdzialy trzeba czekac 2 tyg?:(
    ~ Airy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyniknęły małe i według mnie zupełnie zbędne problemy ze stroną. Dzisiaj już prawdopodobnie nie dam rady, ale myślę, że jutro się uda i rozdział się pojawi :)

      Usuń
    2. To dobrze , nie moge sie doczekac <3
      ~Airy

      Usuń
  15. Kiedy nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń