piątek, 1 stycznia 2016

BONUS NOWOROCZNY

Magnus Bane od rana czuł się nieswojo. Odczuwał lekkie podenerwowanie, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to bez sensu. Jego nawet najgorsze imprezy zawsze były w oczach innych czymś niesamowitym i tym razem nie mogło być inaczej. A czym się denerwował? Tym, że po raz pierwszy od bardzo dawna zaprosił do siebie Nocnych Łowców w tym swojego chłopaka? O nie, co to to nie. Na pewno nie to było powodem, a przynajmniej to właśnie próbował sobie wmówić. No bo niby dlaczego miałby przejmować się tym, że Alec będzie w tym wszystkim uczestniczył. Nie łudził się nawet, że będzie się bawił razem z innymi zaproszonymi gośćmi, bo przecież to niemożliwe. Alec i impreza? Te dwa słowa się odpychają i każdy, kto zna Lightwood'a, wie, że nie powinno się ich łączyć w jednym zdaniu. Dlaczego więc chciał, żeby ten również się zjawił? Pewnie dlatego, że dawno się nie widzieli, a Sylwester to idealna okazja do ponownego spotkania. Wtedy nikt nie będzie się dziwił, że brunet nagle zniknął z Instytutu. On i jego rodzeństwo naturalnie, bo kiedy tylko czarownik rzucił pomysł, żeby ten do niego wpadł, Izzy i Jace od razu to podchwycili i można powiedzieć, ze niemalże wprosili się na imprezę. Może i Magnus myślał o tym, żeby ich zaprosić, ale w końcu odsunął to na ostatnią chwilę, co jednakże okazało się zbędne. Chociaż może to i dobrze? Może z nimi Alec będzie czuł się lepiej i nie będzie się aż tak spinał, jak to było zawsze w jakimś klubie? Ale z drugiej strony po co się oszukiwać? Lightwood nienawidził tego typu zabaw i nie raz to powtarzał. Magnus doskonale zdawał sobie z tego sprawę, a mimo to dokonał wyboru. Chciał ten wieczór spędzić ze swoim chłopakiem i nikt nie powinien mu tego wytykać. Miał prawo go zaprosić, a jeżeli komuś to przeszkadza to wszyscy wiedzą, gdzie są drzwi.
To ten właśnie temat dręczył Wysokiego Czarownika Brooklynu, odkąd tylko otworzył oczy. I mimo usilnych starań oczyszczenia umysłu nie mógł przestać o tym myśleć. Starał się też przekonać samego siebie, że to wcale nie chodzi o Aleca, ale jeśli nie o niego to o co? Przecież najczęstszymi pytaniami, jakie przewijały się przez jego umysł, były właśnie pytania tego typu: co na to powie Alec?, czy spodoba się to Alecowi? i czy Alec w ogóle się zjawi?. Nie znał odpowiedzi i póki co nie chciał ich znać. Co ma być to będzie, jak to mówią i nie ma co za bardzo wybiegać w przyszłość.
Przewrócił się na drugi bok i przymknął oczy. Nie zrobił tego w celu ponownego zaśnięcia, a po prostu ot tak, dla odprężenia. Z głową pełną ważnych dla niego spraw i tak nie byłby w stanie zapaść w sen, nawet jeśli by bardzo tego chciał. Ale nie chciał. Chciał po prostu się powyciągać i powylegiwać w łóżku, póki jeszcze miał na to czas. Wiedział, że później, kiedy już zjawi się u niego Cate i zacznie krzyczeć, że jest nieodpowiedzialny, będzie musiał biegać i załatwiać wszystko na szybko. Teraz jeszcze miał trochę wolności i postanowił ją wykorzystać jak najlepiej. Oczywistym było, że wolałby spędzać ten wolny czas w łóżku z Aleciem, ale najwyraźniej nie było mu to dane. Przewrócił się jeszcze raz i w końcu zakopał w pościeli, uprzednio chowając głowę w poduszkach. Nie ma go. Dla nikogo. I niech się dzieje, co chce.

***

- Nie szykujesz się? - zapytała Izzy, kiedy weszła do pokoju swojego brata. Była lekko zdziwiona, bo zegarek wskazywał kilka minut po szesnastej, a on nadal leżał na łóżku i nic nie wskazywało na to, że ma zamiar się stamtąd ruszać. - Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że zmieniłeś zdanie i nigdzie się nie wybierasz? - dodała z niedowierzaniem. - Nie no, Alec, nie możesz mi tego zrobić. Już się tak nastawiłam na tę imprezę! - dopowiedziała, kiedy ten nadal siedział cicho.
Alec spojrzał na siostrę i prychnął pod nosem. Serio tak bardzo chciała iść na tę imprezę? Przecież to bez sensu. Nie dość, że nie będzie nikogo znała, to z pewnością nie będzie tam mile widziana. Nic tylko korzystać, co?
- Nie powiedziałem, że się nie wybieram – odpowiedział po chwili. Nie miał ochoty się wcale wypowiadać na ten temat, bo wiedział, że Isabelle ma odmienne zdanie, ale patrzyła na niego w taki sposób, że nie mógł tego zrobić. Musiał coś powiedzieć, bo by go pewnie pożarła. - Po prostu nie mam zamiaru się szykować jak na jakiś bal przebierańców. W ogóle po co to wszystko? Nie możemy zostać w domu i spędzić tego wieczoru jak każdego innego?
Izzy patrzyła na chłopaka przez chwilę, po czym po prostu pokręciła przecząco głową. Jeszcze czego! Nie będą siedzieć w Sylwestra w domu! A już na pewno nie, kiedy otrzymali tak wspaniałą propozycję.
- Oczywiście, że nie! - zaprzeczyła szybko. - To jest Sylwester, Alec! Ostatni dzień w roku. Czy naprawdę chociaż w ten jeden wieczór nie możesz się nagiąć i trochę pobalować? Przecież nie musisz się do niczego zmuszać. Zależy nam na tym, byś też się dobrze bawił – wyznała i przysiadła na skraju jego łóżka.
Brunet na nią zerknął, ale nie przejął się za bardzo jej słowami. Wszystko dlatego, że wcale mu o to nie chodziło. Nie musiał się naginać, bo wiedział, że i tak się nie będzie bawił.
- Jejku, wiem, że to ostatni dzień w roku, ale dla mnie to nic nie zmienia. W zeszłym roku też nigdzie nie wychodziliśmy i czy było źle? Według mnie nie.
- Ale w tamtym roku nie miałeś chłopaka, który organizuje najlepsze imprezy w kraju – przyznała bez zażenowania, chociaż jej brat się lekko zarumienił. Mimo tego iż byli ze sobą naprawdę długo, nadal nie mógł się przyzwyczaić do tego, że ktoś może o związku dwóch mężczyzn mówić z taką swobodą. - Jeśli nie na świecie – sprostowała po chwili zastanowienia. - Dlaczego mamy nie skorzystać, skoro mamy taką możliwość? No proszę cię, o co chodzi? - zapytała na koniec i przysunęła się bliżej niego.
Brunet zastanowił się przez moment, ale w końcu nic nie powiedział. Wzruszył tylko ramionami i usiadł na posłaniu. Sięgnął po telefon i napisał SMS-a do swojego chłopaka, żeby dowiedzieć się, jak tam idą przygotowania do jego wydarzenia, po czym znowu przeniósł wzrok na swoją siostrę.
- O nic nie chodzi. Nie wymyślaj problemów, jeśli ich nie ma – poprosił i pogładził się po brzuchu. - Naprawdę nie mogę tak iść? - dopytał jeszcze, wskazując na swój teraźniejszy ubiór.
Izzy przyjrzała się krytycznie jego ubraniom. Czarne spodnie, ciemna powyciągana koszulka, a na nią narzucony znoszony sweter. Czy ona musiała odpowiedzieć na to pytanie, czy mogła uznać je za retoryczne? Już nie raz próbowała skłonić brata na zakupy, argumentując to tym, że ubrania, które nosi, są już w naprawdę opłakanym stanie, ale on wtedy kazał jej się przestać przejmować i mówił, że jemu to nie przeszkadza. Zawsze tak było. Może i jemu to nie przeszkadzało, ale sprawa się komplikowała, kiedy musiał gdzieś wyjść. Jako jego jedyna siostra, która chyba bardziej od niego samego dba o jego wizerunek, nie mogła pozwolić na to, by wyszedł w tym stroju.
- Wybacz, Alec, ale nie – powiedziała i westchnęła głęboko. Wiedziała, że nie będzie łatwo skłonić go do zmiany niezwykle szykownego stroju, który na dzisiaj wybrał. - Pomogę ci wybrać coś odpowiedniejszego, co? - zapytała i wstała z łóżka, by po chwili podejść do szafy i zacząć w niej grzebać.
- Nie jesteś u siebie – przypomniał jej i miał coś jeszcze dodać, ale ostatecznie po prostu westchnął ciężko i opadł z powrotem na łóżko.
Nie miał ochoty na przebieranki i kłótnie, a wiedział, że jeśli się teraz odezwie to właśnie tak to się skończy.

***

- Jak nastroje? Wychodzimy? - zapytał Jace, wchodząc bez pukania do pokoju siostry. Spojrzał w stronę, z której dochodziły głośne dźwięki oraz jęki niezadowolenia. - Ej, gdzie jesteś, Izzy?
- Jeszcze nie jesteśmy gotowi! - odkrzyknęła dziewczyna z łazienki, więc blondyn od razu się tam udał.
To, co w niej zobaczył, odrobinę go przeraziło. Na środku pomieszczenia stało krzesełko, a na nim siedział nie kto inny, a jego starszy brat. Minę miał nietęgą, a na domiar złego wokół niego kręciła się ich siostra z dziwnym i według blondyna niebezpiecznym dla niej przedmiotem w ręku. Brunet siedział bez koszulki, a dziewczyna najwyraźniej starała się coś zrobić z jego sterczącymi włosami, ale na nic się to zdawało, bo chłopak co i rusz się kręcił i jej na to nie pozwalał. Wyglądało to śmiesznie, bo wystraszona twarz Aleca to dla wszystkich nowość. Chłopak mało kiedy okazywał strach, ale oczywiści, jeśli ktoś ingerował w jego wygląd, jak zwykle zachowywał się inaczej niż zawsze. To można było stwierdzić bez mrugnięcia okiem. Chociaż blondyn musiał przyznać, że jeśli miałby się oddać w ręce siostry to jego reakcja wyglądałaby pewnie tak samo. I mimo iż mu współczuł to jednak rozbawienie wygrywało, dlatego roześmiał się głośno.
- Zamknij się, Jace! - wydarł się brunet i rzucił w niego pierwszym, co sięgnął kiedy się schylił. Padło na jego buta. - I najlepiej wyjdź stąd! A ty Izzy się pospiesz albo zostaw mnie w spokoju. Osobiście bardziej skłaniam się ku tej drugiej opcji, bo jak na razie nie widzę żadnych efektów, a po twoich zabiegach boję się, że będę miał łyse placki na głowie – pożalił się.
- To całkiem możliwe – powiedział blondyn, kiedy przestał się śmiać i próbował złapać oddech. - Strasznie śmiesznie wyglądasz!
- Widzisz, Izzy, mówi, że wyglądam śmiesznie – jęczał Alec i zasłonił się ręką. - Skończ już i idźmy, póki nie zmieniłem zdania – poprosił i spojrzał na nią szczenięcym wzrokiem.
- Przestań, Alec – oburzyła się jego siostra. Miała już dość jego narzekania i ciągłego niezadowolenia. Nie po to go tu zaciągnęła, żeby wyszedł zanim nie skończy. A już była bardzo blisko końca. - Zaraz skończę i będziesz mógł uciec – powiedziała i rzeczywiście po kilkunastu sekundach odłożyła cały sprzęt, którego używała, na szafkę. - Widzisz, przeżyłeś. A Jace to kretyn – dopowiedziała, posyłając blondynowi kwaśną minę. - I jak? - zapytała, chcąc wiedzieć, jak się podoba Alecowi.
Sama też chętnie przyjrzała się efektom swojej pracy, kiwając z zadowoleniem głową. Włosy, które do tej pory sterczały, wyginając się w każdą stronę, teraz były ładnie ułożone i musiała przyznać, że ta fryzura naprawdę pasowała do jej brata. Bardzo dobrze wyglądał i chyba sam też tak uważał, bo uśmiechnął się delikatnie do swojego lustrzanego odbicia.
- No no – zaśmiał się ponownie Jace i tym samym wyrwał Aleca z zadumy. - Taki przystojniak pod naszym dachem – dodał rozbawiony.
Sprawił tym samym, że uśmiech zniknął z ust najstarszego z rodzeństwa i ponownie zastąpił go krzywy wyraz twarzy. Isabelle miała ochotę kopnąć blondyna w czułe miejsce za to, że zniszczył to, co próbowała od kilkudziesięciu minut zbudować i co jeszcze chwilę temu miała pewność, że jej się udało.
- Dureń – rzuciła w jego stronę i obróciła się do niego plecami. - Idź się teraz przebierz – powiedziała do starszego brata. - Tylko, proszę cię, nałóż na siebie to, co ci przygotowałam – dodała z ciepłym uśmiechem. - Ja też się ogarnę i za jakąś godzinkę będziemy mogli wyjść – zakomunikowała.
- Za godzinę? - oburzył się blondyn. - Spóźnimy się – wyjaśnił.
- Spóźnianie się jest w dobrym stylu – odparła i dodała coś jeszcze, ale Alec już jej nie słuchał, a po prostu wyszedł i skierował się do swojego pokoju.
Ku swojemu przerażeniu ujrzał na łóżku czarne wąskie spodnie i idealnie wyprasowaną o odcień jaśniejszą koszulę. Nie miał pojęcia, skąd Izzy ją wytrzasnęła, ale był pewien, że na pewno nie z jego szafy. On z pewnością nie miał takiej w swojej skromnej garderobie. Nigdy by nawet nie pomyślał, żeby ubrać się w coś takiego, ale skoro siostra tak nakazała to nie mógł zrobić nic innego, jak po prostu ją na siebie włożyć. O dziwo leżała naprawdę dobrze, ale czuł się w niej za poważnie, więc podwinął rękawy do łokci. Koszulę naturalnie włożył do spodni, które upiął jeszcze przyszykowanym przez dziewczynę paskiem. Podszedł do lustra, stojącego w rogu pokoju i przejrzał się sobie dokładnie. Liczył na jakieś zdziwienie ze swojej strony, ale lekko zawiedziony stwierdził, że wygląda w miarę normalnie. Nie jakoś specjalnie zjawiskowo i na pewno nie zapadnie nikomu w pamięć. Chociaż z drugiej strony komu miałby w nią zapadać? Przecież miał swojego Magnusa i to jemu powinien się podobać. Wiedział, że kiedy go zobaczy to nie będzie jakoś specjalnie zachwycony, ale miał nadzieję, że chociaż doceni to, że założył dla niego koszulę. W końcu czego się nie robi dla Wielkiego Czarownika Brooklynu?

***

Kiedy dotarli na miejsce, początkowo nie wiedzieli, czy trafili w dobre miejsce. A przynajmniej Alec nie wiedział, bo przecież jego rodzeństwo nie za często przebywało w domu Magnusa. Już w wejściu świeciły się lampki, które zapraszały na górę, chociaż chłopak mógł się założyć, że były zaczarowane, aby nikt z Przyziemnych nie mógł ich zobaczyć. Na górze, z tego co zdążył zauważyć, światła paliły się niemal w każdym pomieszczeniu. Droga do mieszkania czarownika również była obficie oświetlona, więc każdy kto jakimś cudem nie wiedziałby gdzie zmierzać, w ten sposób trafiłby w odpowiednie miejsce. Już na dole słychać było głośną muzykę, która zapewne wydobywała się z głośników już od jakiegoś czasu, bo tak jak Jace wcześniej zauważył, byli już spóźnieni, więc impreza już się rozkręcała.
Kiedy nareszcie udało im się dojść na górę, przywitały ich otwarte na szerokość drzwi. Weszli więc do środka i od razu wpadli na dość dużego mężczyznę, najprawdopodobniej przedstawiciela Faerie. Był szeroki w barach i nie pozwalał im przejść dalej. Alec początkowo nie wiedział, o co chodziło, ale następna osoba, która zapewne także miała gdzieś to, że jest spóźniona, weszła za nimi i pokazała temu jakąś kartkę, po czym po prostu odeszła w bok.
- Farradzie – usłyszeli donośny i znajomy głos i odwrócili się w stronę, skąd dochodził. - Prosiłem cię, byś moich kochanych Nocnych Łowców wpuścił bez zaproszenia – kontynuował i dopiero wtedy go zobaczyli. - prawda? - dopytał jeszcze i wyciągnął rękę w stronę Izzy. - Witajcie – przywitał się i ucałował ją w dłoń, po czym przesunął wzrokiem po całym rodzeństwie, dłużej zatrzymując się naturalnie przy swoim lubym. Posłał mu ciepły uśmiech i gestem ręki wskazał, by weszli dalej. - Wybaczcie mi, naprawdę uprzedzałem Farrada, by was nie zatrzymywał – dodał, patrząc jednak tylko i wyłącznie na Aleca, chociaż to Isabelle złapał pod rękę i to ją wprowadził w głąb mieszkania jako pierwszą. - Nie wiedziałem jednak, o której się zjawicie.
- Żaden problem – zaśmiała się dziewczyna, dobrze się czując z czarownikiem pod ręką. Magnus był strasznie miły i zachowywał się jak prawdziwy dżentelmen, o którego teraz naprawdę ciężko w tym świecie i wiedziała, że gdyby nie to, że ten był z jej bratem, sama by się nim zainteresowała. - My z kolei nie wiedzieliśmy, że aby wejść potrzebne nam zaproszenie.
Bane pokiwał głową i przystanął, kiedy doszli już do głównego pomieszczenia a mianowicie salonu. Spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się szeroko.
- Tak – ponownie kiwnął głową. - Potrzebne, bo chcę mieć jako tako wpływ na to, kto się znajdzie na moim przyjęciu. Jak wiecie zabawy przeze mnie organizowane mają już niewielki rozgłos – powiedział skromnie – i nie chciałbym żadnych nieprzyjemności z tego powodu. Nie chcę, by zjawił się ktoś, kto nie jest tu mile widziany. Wiele lat temu się tym nie przejmowałem i muszę przyznać, że źle na tym wyszedłem – przyznał szczerze. - Poza tym jeśli wstęp jest tylko i wyłącznie z zaproszeniem to coraz więcej osób chce się na taką imprezę dostać, a co za tym idzie, jestem na językach wielu ważnych osób. Lubię być w centrum uwagi, jak już pewnie zauważyliście – zaśmiał się życzliwie.
- Chcesz powiedzieć, że Nocni Łowcy są tu mile widziani? - odezwał się Jace po raz pierwszy, odkąd weszli. Rozejrzał się i stwierdził, że większość znajdujących się tu osób się na nich patrzy. Może nie robili tego wprost, ale i tak wyraźnie było widać, że zerkają co jakiś czas w ich stronę. - Jakoś nie widzę, żeby wszyscy się cieszyli z naszego wejścia – powiedział i nareszcie przeniósł wzrok na chłopaka swojego brata.
Magnus również się rozejrzał i od razu wszyscy ci, którzy się w nich wpatrywali, odwrócili swój wzrok i powrócili do przerwanych rozmów.
- Ja się cieszę – wyznał i puścił dłoń Izzy, którą do tej pory trzymał, by sięgnąć po szklankę i wyczarować sobie drinka. Oparł się tyłkiem o stolik za sobą i upił łyka, zanim się odezwał. - Przyznam się wam do czegoś, dobrze? - zapytał i zaraz kontynuował: - Nocni Łowcy są od jakiegoś czasu moimi ulubieńcami – powiedział cicho i zrobił śmieszną minę, jakby z nimi spiskował.
Izzy i Jace zaśmiali się wesoło, a Alec natomiast zaczerwienił się jak to zawsze on w takich sytuacjach. Magnus był w stanie to zauważyć, bo cały czas, kiedy mówił, wpatrywał się wprost na niego. Kiedy już złapał jego wzrok, uśmiechnął się szeroko i puścił mu oczko, co tylko spotęgowało jego poziom zażenowania.
- Ale teraz wybaczcie, bo chcę zabrać mojego drogiego Aleca na chwilę rozmowy – zaczął ponownie i wyciągnął do niego dłoń.
Rodzeństwo kiwnęło głowami na znak, że nie mają nic przeciwko, a Jace dorzucił jeszcze coś o tym, że na rozmowie się nie skończy. Bane się jednak tym nie przejął i po prostu wzruszył ramionami, nie zaprzeczając jednocześnie, co wywołało jeszcze głośniejszy śmiech wspomnianej dwójki.
- Prowadź – powiedział Alec, również nie przejmując się rodzeństwem. Nie chwycił reki czarownika, bo wiedział, że gest ten zauważyłby każdy w obrębie kilku metrów i pewnie stałby się tematem rozmów większości Podziemnych. - Pójdę za tobą.
- Dobrze – zgodził się Magnus i ruszył przodem. - Do zobaczenia później – rzucił jeszcze do pozostałej dwójki i wyszedł z salonu.
Swoje kroki skierował do kuchni. Po drodze mijali wiele nieznanych Alecowi osób, które witały się z Magnusem lub po prostu się do niego uśmiechały. Czarownik odpowiadał na wszystkie gesty, choć widać było, że zachowywał się inaczej niż zazwyczaj. Według chłopaka dzisiaj był dużo bardziej otwarty i podchodził do wszystkiego ze spokojem. Miał też dobry humor, co było od razu widoczne. No i zachowywał się trochę tak, jakby się wywyższał, choć nie w złym tego słowa znaczeniu. W końcu był u siebie i musiał sprawiać wrażenie osoby ważnej. Poza tym był taką osobą i cecha ta zupełnie do niego pasowała. Alec musiał stwierdzić, że ten pewnie był teraz w swoim żywiole. I widok Magnusa takiego opanowanego i mającego nad wszystkim pieczę był naprawdę miły dla oczu.
- Porywasz mnie gdzieś? - zapytał Alec, kiedy już tłum się trochę zmniejszył i mogli w końcu się do siebie odezwać. Wcześniej nie byłby w stanie przebić się przez głośną muzykę, która rozbrzmiewała w całym mieszkaniu i rozmowy prowadzone przez gości. - Magnus?
- Chciałbym, ale niestety nie mogę – powiedział, odwracając się do niego na moment. Po tym odwrócił się z powrotem i nareszcie doszedł do obranego przez siebie celu. Pociągnął za sobą chłopaka i po chwili obaj byli już w kuchni, która można powiedzieć, że była odizolowana od innych pomieszczeń w mieszkaniu. Muzyka tu tak głośno nie dudniła i można było porozmawiać na spokojniej. Dwie osoby, które również się tu znajdowały, chyba pomyślały o tym samym, kiedy postanowiły się w niej skryć. Bane jednak nic im nie powiedział, a po prostu pociągnął chłopaka w stronę szafek z napojami. - Napijesz się czegoś?
Lightwood zaprzeczył ruchem głowy i oparł się o blat tak, żeby nie widzieć pozostałej dwójki a jedynie swojego chłopaka.
- Jak chcesz – wzruszył ramionami czarownik i również na niego spojrzał. - Myślałem rano o tym, czy się w ogóle zjawisz – wyznał szczerze.
- Powiedziałem, że przyjdę to przyszedłem – odpowiedział, wzruszając ramionami. - Ale też miałem wątpliwości – przyznał. - Izzy mnie trochę zmusiła – dodał z krzywym uśmiechem.
- Chyba będę musiał jej za to podziękować – stwierdził, śmiejąc się głośno i uśmiechając szeroko do swojego chłopaka.

***

- Magnus! Magnus – powtarzała Cate, szukając swojego przyjaciela. - Widzieliście Magnusa? - zapytała jakieś osoby, które akurat znalazły się w jej zasięgu. Były jednak na tyle podchmielone, że pewnie nawet nie wiedziały, o co jej chodzi,bo tylko zaczęły się śmiać. Pokiwała więc z politowaniem głową i ruszyła dalej, postanawiając, że sama go znajdzie. I tak też się po kilkunastu minutach stało. Zobaczyła go w rogu salonu, rozmawiającego z jakąś dziewczyną. Kiedy podeszła bliżej zdała sobie sprawę z tego, że to nie kto inny jak Isabelle Lightwood. - Magnus – powiedziała jednak, nie przejmując się tym, że ten jest zajęty.
Czarownik odwrócił się do swojej przyjaciółki i uśmiechnął się szeroko.
- Witaj, skarbie – przywitał się i cmoknął ją w policzek. - Jak się bawisz? - zapytał.
Czarownik jako jedna z nielicznych osób na imprezie sylwestrowej nie pił za dużo. Widziała, że nawet Alec z bratem w końcu zdecydowali się napić, chociaż na pewno nie tyle co inni. Cate właśnie w tej sprawie przyszła do Magnusa, bo według niej kilkoro spośród gości już mogłoby ją zakończyć.
- Ja świetnie, ale przecież jesteśmy na twoim przyjęciu – powiedziała z uśmiechem. Humor czarownika chyba udzielał się każdemu. - Nie mogłoby być inaczej, prawda?
- Prawda – zgodził się. - Przyszłaś w jakimś konkretnym celu? - zapytał jeszcze.
Kobieta kiwnęła głową, a czarownik przeprosił siostrę swojego chłopaka i odszedł z przyjaciółką na bok. Chciał wiedzieć, co się stało i ta mu po chwili wszystko powiedziała. O tym, że kilkoro z jego gości chyba za dużo wypiło i zaczyna się robić niepotrzebne zamieszanie. Bane podziękował jej za to, że go o tym poinformowała i ruszył we wskazanym kierunku. To, co zobaczył, lekko go zdziwiło. Wampiry, które były już pewnie po kilku głębszych, zachowywało się bardzo głośno, a wokół nich formował się już mały tłumek Podziemnych.
- Co się tu dzieje? - zapytał wprost, bo nie miał ochoty na jakieś podchody. Jego imprezy były znane z różnych rozrób, ale on nie zawsze na nie pozwalał, a już na pewno nie w wykonaniu wampirów. Wiedział z doświadczenia, że oni nigdy nie ustępowali i od początku trzeba z nimi ostro. - Ktoś mi powie, co to za zamieszanie? - powtórzył, kiedy nie usłyszał żadnej odpowiedzi.
Widział, że kiedy tylko się odezwał, zrobiło się dużo ciszej i mało kto chciał zabierać głos. W pewnym sensie mu się to podobało, bo wiedział, że okazują mu w ten sposób szacunek. No i przecież każdy się go bał.
- Magnus! - zaczął jeden z krwiopijców. - Jak dobrze, że jesteś! - ucieszył się na jego widok, chociaż ten doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ta uciecha wcale nie była szczera. - Wiesz co zrobił ten śmieć? – wskazał na mężczyznę, który wcześniej sprawdzał, czy każda osoba, która wchodzi ma ze sobą zaproszenie, które było wejściówką.
- Śmieć? - powtórzył jego określenie względem własnej osoby osiłek. - Chyba jesteś śmieszny. Uważaj na słowa! - dodał i widać było, że też już sobie trochę popił, chociaż był w dużo lepszym stanie niż wykłócająca się banda.
Obie grupy szykowały się do bójki, a czarownik miał po dziurki w nosie, o co poszło. Nie chciał tylko, by ktokolwiek pobrudził jego nowy dywan, a krew się przecież bardzo ciężko ściera. Nawet magia czasem nie pomaga.
- Spokój – zarządził i z niezadowoleniem stwierdził, że wokół nich zbiera się coraz więcej osób. - Powiedz mi, dlaczego obrażasz zaufanego mi człowieka – rzucił znudzonym tonem w stronę wampira. - Tylko szybko, zanim cię stąd wywalę.
- No przestań, Magnus, nie trzeba nikogo wywalać – powiedział, ale nie uspokoił się. - Ten kretyn wpuścił kogoś, kogo na pewno nie chciałbyś tu widzieć, a ja niestety muszę ci o tym powiedzieć – wyznał, lekko bełkocząc.
- Szczerze wątpię, ale dobrze – wskazał na niego dłonią i przetarł oczy ręką. Drugą wystawił w kierunku Farrada, bo zauważył, że ten chce się wtrącić, a nie było po temu żadnego konkretnego powodu. Sam sobie poradzi, a potem po prostu pozbędzie się problemu. - Mów, kogo takiego nie chcę tu widzieć.
Wampir obnażył kły i rozejrzał się po pomieszczeniu. Ktoś ściszył muzykę, przez co zrobiło się jeszcze ciszej. Krwiopijca uśmiechnął się szeroko, kiedy nawiązał z kimś kontakt wzrokowy. Był z siebie zadowolony, bo myślał, ze jeśli powie Magnusowi o obecności niechcianych gości to u niego zaplusuje, a każdy wiedział, że sojusz z Wysokim Czarownikiem Brooklynu to dobra rzecz.
- A ich – syknął w stronę, w którą się teraz wpatrywał. Bane nie musiał tam patrzeć, żeby wiedzieć o kim mówił. Już kiedy do niego szedł, zauważył, że stoi tam jego chłopak. - Farrad wpuścił zdrajców i powinien ponieść konsekwencje – niemal krzyknął z uciechy i zachwiał się delikatnie. Najwyraźniej była już pora, żeby opuścił imprezę, ale się tym nie przejmował. Przeniósł tylko spojrzenie na czarownika i ze zniecierpliwieniem oczekiwał jego reakcji. Bane jednak nadal stał niewzruszony i wpatrywał się w niego z politowaniem. - Nocni Łowcy! - wydarł się jeszcze pijany mężczyzna.
- Drogi przyjacielu – zaczął czarownik z kpiną. - Naprawdę sądzisz, że nie zauważyłbym ich obecności. Wybacz, jeśli cię zdziwię, ale nie jestem ślepy – dodał, a wszyscy patrzyli na niego z niedowierzaniem. Mało kiedy można było zobaczyć Magnusa w takiej odsłonie. Mimo iż nie podnosił głosu, to wyglądał bardzo groźnie. Ale Alecowi się podobało i nawet posłał mu lekki uśmiech, który ten mógł dostrzec ponad ramieniem jednego ze swoich rozmówców. Odwzajemnił go i ponownie zwrócił się do wampira, który stał oniemiały i widać było, że też się bał. Jakby nie patrzeć, obraził gospodarza. - Sam ich tu zaprosiłem i byłbym wdzięczny, gdybyś przestał robić sceny. To chyba koniec twojego show, dlatego prosiłbym, żebyś już wyszedł, zanim ktoś będzie musiał cię wynosić – stwierdził, rzucając mu jeszcze pogardliwe spojrzenie. - Alec i jego rodzeństwo są moimi gośćmi, a moich gości się nie znieważa.
- Ale Magnus... - spróbował ten jeszcze raz, tym razem cienkim i piskliwym głosikiem.
Czarownik jednak powstrzymał go ruchem ręki i powiedział:
- Skończyłem – kiwnął głową do jakiś mężczyzn, którzy stali w rogu pokoju. - I ty również. Dziękuję – powiedział jeszcze i odwrócił się do tłumu.
Wszyscy jak gdyby nigdy nic wrócili do przerwanej zabawy i nie przejmowali się tym, że właśnie grupka ludzi wyprowadzała z pomieszczenia pijanych gości. Alec przez chwilę na nich patrzył, ale w końcu też wzruszył ramionami i odwrócił się do swojego brata.

***

- Muszę przyznać, że mi zaimponowałeś – powiedział jakiś czas później i przytulił się do boku swojego mężczyzny. Nareszcie znaleźli chwilę czasu i ulotnili się na balkon, który musiał być wyczarowany, bo Alec nigdy wcześniej go nie widział. - To jak zapanowałeś nad sytuacją... Mhm – dodał jeszcze, całując go w szyję.
Magnus objął go ramieniem i przytulił do siebie. Spojrzał na niego uważnie i stwierdził, że ten jest lekko zamroczony alkoholem. Nie bardzo, ale i tak było to widać. Aż miał ochotę się zaśmiać. Alec, który zawsze stronił od alkoholu, a jego własnej imprezie sobie popił. Miał na policzkach wyraźne rumieńce i trochę zamglone oczy. No nieźle.
- Tak? A co konkretnie ci się podobało? - zapytał cicho.
Musiał odpocząć od tego harmidru, który był w jego mieszkaniu i cieszył się, że mógł chociaż chwilę spędzić sam na sam z Aleciem. Z nim zawsze łatwiej było mu się rozluźnić.
- To, że byłeś taki opanowany. I że nie pozwoliłeś im wejść sobie na głowę – wyjaśnił i przymknął oczy. - Jace już szykował się, żeby interweniować. Mówił, że jeśli obrazi któreś z nas to będzie miał pretekst, żeby go uderzyć – zachichotał. - Pomógłbym mu.
- No widzisz – zaśmiał się czarownik. - I tylko zaprosić Nocnych Łowców na imprezę – stwierdził z sarkazmem. - Zawsze gotowi do bijatyki – dodał i pogłaskał go po policzku.
- No przecież nikt się nie bił – zaśmiał się ponownie Lightwood. - I wcale tak nie jest – rzekł jeszcze, po czym uderzył go leciutko w brzuch. - No i oni zaczęli.
- A to za co? - oburzył się rozbawiony Magnus.
- Dla zasady – odparł i pocałował go w usta. - Bardzo ładnie to wszystko urządziłeś – dodał po chwili, wskazując na mieszkanie za swoimi plecami. - W pierwszym momencie nie wiedziałem, gdzie jestem. Salon wygląda zupełnie inaczej niż zazwyczaj.
- Cieszę się, że ci się podoba – wyznał mile połechtany komplementami Bane. - Po usunięciu wszystkich mebli jest dużo więcej przestrzeni. Ale powiem ci, że ty też mnie dzisiaj bardzo mile zaskoczyłeś – przyznał.
- Ja? - zdziwił się Nocny Łowca. - W jaki sposób?
- Bardzo ładnie wyglądasz – powiedział szczerze Bane i pogładził jego koszulę. - Naprawdę. I chciałbym wiedzieć, że to dla mnie się tak wystroiłeś – dodał.
- Dla ciebie? - prychnął Alec i zarumienił się jeszcze bardziej. Oczywiście, że dla niego. - Chciałbyś – powiedział w zamian, bo nie miał zamiaru się do tego przyznać.
Magnus jednak wiedział swoje i tylko roześmiał się głośno. Cmoknął chłopaka w głowę i rzucił:
- Wracajmy, bo zaraz wybije północ. Trzeba przywitać Nowy Rok.

***

- PIĘĆ! - krzyczeli wszyscy zebrani na dworze goście. - CZTERY! TRZY! - odliczali kolejne mijające sekundy. Do końca roku zostało już ich tylko kilka i wszyscy specjalnie zeszli na dół, by we właściwy sposób go pożegnać. Alec zszedł razem z Magnusem, który trzymał w dłoni szampana i gdzieś z boku zauważył śmiejącą się i skaczącą dwójkę jego rodzeństwa. Najwyraźniej dobrze się bawili. - DWA! - wykrzyknęli wszyscy, a zaraz potem: - JEDEN!
Potem można było zobaczyć tylko wiwatującą grupkę osób, który krzyczała wniebogłosy i skakała radośnie, witając Nowy Rok. Ktoś zaczął puszczać fajerwerki, inni przytulali się do siebie i składali sobie życzenia, a Magnus otworzył szampana i wstrząsnął nim, oblewając zebranych gości napojem. Cała zebrana hołota krzyczała przez to jeszcze głośniej i naprawdę małe miało znaczenie, kto pochodził z jakiej grupy. Czy ktoś był wampirem, czy czarownikiem, czy Nocnym Łowcą. Wszyscy na chwilę zapomnieli o jakimkolwiek podziale i razem cieszyli się z tego, że mogą w tak dobrej atmosferze witać Nowy Rok.
- Wszystkiego dobrego, Alec! - wykrzyczał mu do ucha Magnus, który obejmować go ramieniem i praktycznie na nim wisiał.
Ciężko było przekrzyczeć tłum osób, także Lightwood nawet nie próbował. Po prostu chwycił swojego chłopaka w ramiona i przyciągnął go do siebie, by go pocałować. Bardzo długo i namiętnie. Tak, by złożyć mu najserdeczniejsze życzenia.

***

- Magnus, słońce, chodź tu na chwilkę – poprosiła go Cate, kiedy już starali się jako tako uprzątnąć cały ten rozgardiasz. Większość gości już się zmyła, bo było dobrze nad ranem, a za oknem widać już było pierwsze prześwity słońca. Tak naprawdę w mieszkaniu pozostała tylko trójka Nocnych Łowców, gospodarz imprezy, jego przyjaciółka i dwójka osób, które właśnie ta znalazła w jednym z pokoi gościnnych. - Nie wiem, co mam z nimi zrobić.
- Z kim? - jęknął czarownik i odkładając swoją koszulę na kanapę, która również była w lichym stanie, ruszył w odpowiednim kierunku.
- Spójrz – powiedziała tylko kobieta i odsunęła się na bok, by ten mógł zobaczyć, o kogo chodzi.
A Magnus? Magnus stanął jak wryty, bo nie wiedział, co zrobić. To, co zobaczył, lekko go zdziwiło, ale i też niezmiernie rozbawiło. Swoim głośnym śmiechem przywołał do siebie swojego chłopaka, który zareagował tak jak on na początku.
- Ragnor i Raphael? - powiedział i spojrzał na Bane'a ze zdziwieniem w oczach. - Wiedziałeś?
Magnus pokręcił głową, nadal się śmiejąc.
- Nie miałem pojęcia, ale rzeczywiście przez cały czas trwania imprezy widziałem go może ze dwa razy – przyznał i jeszcze raz przyjrzał się mężczyznom, którzy leżeli spleceni ze sobą na jego łóżku gościnnym. - Ale to zabawne. Sprawdzimy, czy mają na sobie ubrania? - zapytał wesoło.
- Zgłupiałeś? - oburzył się chłopak.
- Zgaduj, Magnus – dodała Cate. - Górę mają odsłoniętą, a resztę przykrywa kołdra. Myślę, że nie leżą w ubraniach – stwierdziła i przyglądała się, jak jego uśmiech się poszerza.
- To sobie Ragnor zabalował – powiedział z uśmiechem chochlika i potarł ręce, jakby miał już jakiś niecny plan.
- Zabierzmy go stąd – zaproponowała kobieta. - Jeśli to tylko jeden raz to kiedy się obudzi, będzie przerażony – podsumowała.
- Nie! - krzyknął Magnus, lecz zaraz ściszył głos, by ich nie obudzić. - Nie wiemy, czy to był jeden raz. Zostawmy ich tak, a rano sobie z nim porozmawiamy – dodał, szczerząc się jak głupi. - Och, mam nadzieję, że się zabezpieczają – dodał rozbawiony.
- Magnus!
- No co? - udał zdziwienie. - Przecież to mój najlepszy przyjaciel, muszę się o niego troszczyć – powiedział i zbliżył się do śpiących mężczyzn. Podciągnął ich kołdrę i wszyscy myśleli, że po prostu ich bardziej przykryje, co też uczynił. Kiedy wstawał, szybko jednak ją podniósł i zaraz opuścił. Nie obyło się bez krzyku Cate, która powiedziała mu jeszcze, że jest okropny i jak tak może. On się jednak tym nie przejął, a po prostu stwierdził z dumą w głosie: - Tak jak myślałem.
- Co? - zapytała zrezygnowana kobieta i wyciągnęła go z pokoju, zażenowana tym, że jej przyjaciel nie ma za grosz poczucia prywatności.
Alec ruszył za nimi jak cień, nadal nie mogąc uwierzyć w to, co zobaczył.
- Nie mają ubrań – zaśmiał się czarownik i klasnął w dłonie, uradowany tym jak dziecko nową zabawką.

***

- My też będziemy się zbierać – powiedział Alec, który wszedł właśnie do salonu, który był już niemal taki jak przed imprezą.
- Nie no, przestań – zaprzeczył Magnus. - Nie będziecie teraz wracać do Instytutu. Jesteście ledwo żywi. Prześpijcie się chwilę u mnie, przecież nic się wam nie stanie.
Alec już miał protestować, ale rodzeństwo weszło mu w słowo i podjęło za niego decyzję. Bane wskazał im pokój, który mogą zająć. Przeprosił ich za to, że muszą odsypiać w jednym, ale niestety drugi był już zajęty. Kiedy tylko został w salonie sam ze swoim chłopakiem, wyciągnął do niego dłoń.
- Ty też chodź.
- A jaki dostanę pokój? - zapytał wesoło Alec, który również myślał teraz tylko o tym, żeby chociaż chwilę się zdrzemnąć.
- Najlepszy – odpowiedział czarownik i pocałował go w skroń, prowadząc do swojej sypialni. - Ale niestety będziesz go musiał ze mną dzielić.
- Jakoś to przeżyję – stwierdził Nocny Łowca i wtulił się jego ramię.
Kiedy opadli na łóżko, szybko pozbył się ubrań i w samych bokserkach wsunął się pod kołdrę. Poczuł, że i Magnus jest już bez swojej dotychczasowej garderoby, więc przysunął się bliżej niego.
- Nie złożyłem ci życzeń noworocznych – powiedział w pewnym momencie czarownik, kiedy Lightwood już prawie przysypiał.
- Hmm? - zdziwił się. - Złożyłeś.
Bane roześmiał się cichutko i pokręcił głową.
- Ale nie całkiem. Chciałbym ci życzyć czegoś jeszcze – wyznał.
- Czego? - odezwał się brunet, otwierając oczy.
Magnus zastanowił się przez chwilę. Nie wiedział, od czego zacząć. Chciał mu życzyć tak wiele...
- Zdrowia, szczęścia – zaczął klasycznie, a chłopak szybko mu przerwał.
- O, proszę, jak oryginalnie – zaśmiał się z niego.
- Dopiero się rozkręcam – zachichotał Bane i połaskotał go po brzuchu. - Cicho bądź!
- No już, dobra – próbował odsunąć jego dłonie i w końcu mu się udało. - Mów, słucham.
- Wspaniałych przyjaciół, którym będziesz ufał bezgranicznie – kontynuował, jakby ten mu wcale nie przerwał. - Mniej treningów, a więcej czasu dla mnie – wyliczał i głaskał go po policzku, patrząc mu w oczy.
- Jeszcze więcej? - zaśmiał się Lightwood.
- Tak – pokiwał głową i uśmiechnął się szeroko. - Żeby wszystko szło po twojej myśli. Żeby nigdy ci niczego nie brakowało. Żebyś był szczęśliwy i potrafił odnajdować szczęście nawet w najmniejszych drobiazgach. Życzę ci jeszcze wielu ekscytujących zdarzeń i pełno niespodzianek. Tych pozytywnych oczywiście – zaśmiał się. - Żeby Nowy Rok był jeszcze lepszy niż ten wcześniejszy. Jesteś moim jedynym pragnieniem i chcę, żeby tak pozostało. To raczej życzenie dla mnie, ale i tak musiałem je wypowiedzieć – cmoknął go w czoło. - Wszystkiego dobrego.
- Szczęśliwego Nowego Roku, Magnus – powiedział tylko, bo nie miał pojęcia, co po takich pięknych życzeniach mógłby jeszcze dodać. - Nie wiem, co powiedzieć – przyznał szczerze.
- Powiedz mi tylko, czy spędzimy go razem – poprosił.
- Tak – wyznał szczerze.
Nie musiał się zastanawiać nad odpowiedzią, bo tak naprawdę o niczym innym nie marzył.
- Dobrze – powiedział zadowolony Magnus i pochylił się, by wymienić z nim długi pocałunek. - Tyle mi starczy.

_____________________________

Przyznam, że nie potrafię składać życzeń, ale coś dodać od siebie muszę. Chciałam Wam wszystkim życzyć wszystkiego dobrego, spełnienia marzeń, zdrówka, szczęścia, miłości, takiej wiecie, bezgranicznej, dobrych stopni i żeby ten rok 2016 był sto razy lepszy od roku 2015. Szczęśliwego Nowego Roku, moi kochani! :*

11 komentarzy:

  1. Tobie też życzę jak najlepiej, żeby Ci weny nigdy nie zabrakło, czasu na pisanie tak ZAJEBISTYCH rozdziałów i oczywiście tradycyjnych życzeń: Zdrowia, Szczęścia, Spełnienie marzeń i wszystkiego co sobie za życzysz :*****

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takie bonusy :) Fajnie zobaczyć stanowczego i panującego nad całym tym rozgardiaszem Magnusa :) Oczywiście nie był by sobą gdyby nie zerknął pod kołdrę :D Już się nie mogę doczekać tej porannej rozmowy Magnusa z niespodziewanymi kochasiami :D Proszę powiedz że ją opiszesz :D
    Jeszcze raz Szczęśliwego Nowego Roku spędzonego w towarzystwie swoich kochanych czytelników ;)
    ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia. Nie planowałam tego, bo to tylko taki noworoczny bonusik jako prezent ode mnie dla was :D
      Dziękuję bardzo! :*

      Usuń
  3. Świetny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Super Rozdział , wreszcie był Jace <3 , teraz tylko czekać jak potoczyło się spotkanie w Markecie i będę najszczęśliwszą osobą pod słońcem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to właściwie one-shot, ale i tak dziękuję :*
      ja potoczyła się akcja w markecie poczytasz w poniedziałek, tak myślę :)

      Usuń
  5. Te wszystkie rozdziały, których nie komentowałam (za co serio przepraszam, ale goście, przygotowania, brak neta...) były zajebiste. Wszystko takie przemyślane, idealne! Po prostu cudo!
    Wiem, że tak trochę spóźnione, ale życzę Ci wszystkiego dobrego, spełnienia marzeń, żeby nie brakowało Ci nigdy weny no i żebyś z nami została na baaaardzo długo!!!
    Buziaki ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci bardzo i w pełni rozumiem. Sama również nie miałam za wiele czasu i naprawdę cieszę się, że jakoś przetrwałam te święta, nie robiąc sobie przy tym zaległości na blogu. Nie mam ci też oczywiście niczego za złe :))
      Dziękuję za życzenia i także życzę wszystkiego dobrego! Buziole :*

      Usuń